Jesteś tu: Tibia.pl / Forum

stary 06-02-2009, 23:10   #1
Res Khmer
Undead
 
Res Khmer's Avatar
 
Data dołączenia: 01 06 2006
Lokacja: Gdańsk
Wiek: 32

Posty: 181
Imię: Unn Recca
Profesja: Rookstayer
Świat: Elysia
Poziom: 41
Domyślny Autobiografie

Klimat Rookgaard'u to już przeszłość, a jedyne co o tym stanowi to my Rookstayerzy. Szczególnie cenne są Wasze wspomnienia, przemyślenia, którymi warto się podzielić.

Zapraszam do wykazania się odrobiną talentu literackiego wszystkich tych którzy mają coś do powiedzenia, przede wszystkim tych którzy z Rookgaard'em związali się na dobre i poświęcili się temu miejscu więcej aniżeli innemu tibijskiemu. Rozumiem, że wielu z Was obecnie pracuję, studiuję, ma żony, kochanki ale wystarczy odrobina czasu by odtworzyć to co nas spotkało w naszym rookstayerowaniu, by następnie zostało przelane w postaci posta. Mam nadzieję, że liczba autobiografii przerośnie moje najśmielsze oczekiwania.

Nie traktujcie tego tematu jako tematu do wyżalania się, bo w samym założeniu nie służy on do tego.


Regulamin tematu Autobiografie
§1. Zabrania się umieszczania w temacie postów, łamiących regulamin tibia.pl
§2. Każda zgłoszona autobiografia musi spełniać następujące kryteria:
a) na tekst autobiografii składać się musi minimum 200 słów,
b) opis musi zawierać zdjęcia, zgodne z tematem,
c) tekst powinien być napisany zgodnie z panującymi obecnie normami gramatycznymi i ortograficznymi.
§3. Autobiografia która nie spełni wymagań podanych w §2 zostanie zaraportowany jako post do usunięcia.
§4. Autor autobiografii wyraża zgodę na przetworzenie i następnie dodanie jej do zbiorczego postu, który znajduję się tu.
§5. Regulamin może ulec zmianie w każdej chwili bez podania przyczyny.

Spis autobiografii
(według kolejności dodania)

1. Res Khmer
Ukryty tekst:
Staram się przypomnieć moment, gdy po raz pierwszy odwiedziłem ten dziwny świat. Styczeń 2005 roku... ehh 4 lata, aż 4 lata, a ja dalej tu jestem. Początkowo wiązałem swą przyszłość z głównym kontynentem, ale jeżeli człowiek rodzi się Rookstayerem, to nie ma odwrotu. I tak w końcu zostałem na Rookgaardzie. Staram się przypomnieć kolejne postacie, kolejne wydarzenia, kolejnych znajomych, wiele się tu nie zmieniło, Rookgaard nadal pozostał takim jakim go zastałem. Tylko teraz nikomu już klimat tego miejsca jest niepotrzebny, liczy się tylko zdobywane doświadczenia, niestety doświadczenia zdobywanego podczas pobytu w kinie, w szkole, z dala od klawiatury. Bo po co siedzieć przy komputerze, skoro bezkarnie może to robić za nas program. Game Masterzy to teraz to już żadna świętość i tak nie zbanuje, bo alarm wybudzi nawet w nocy. Na szczęście nadchodzi ratunek który widzimy w postaci autobanowania.

Osobiście, często zastanawiała mnie kwestia słów „prawdziwy rookstayer”. Takich ludzi niegdyś było wielu, ale dorośli w prawdziwym życiu by bezpowrotnie opuścić Rookgaard. Kilku się ostało, ale ich głos nie liczy się tak jak kiedyś, bo jest tłumiony przez hordy wygłodniałych trolli. Najbardziej żałuję, że właśnie ja o sobie nie mogę powiedzieć, że byłem „prawdziwym rookstayerem", trapowałem, a także dopuściłem się najbardziej hańbiącej rzeczy, zakupiłem postać na allegro, czego do tej pory wielu wybaczyć mi nie może. Nie wiem czym się wtedy kierowałem, chyba niewielką ceną i chęcią poznania wszelkich tajemnic Rookgaard'u. Nawet trapowanie, które dyskwalifikuję każdego w walce o miano prawdziwego rookstayera miało klimat. W tej trudnej sztuce miałem swojego guru Karinę Karlovą, który mimo swojego jakże niskiego poziomu potrafił dokonywać cudów w blokowaniu kolejnych graczy. W trapowaniu nawet kasa się nie liczyła, bo w końcu wszystko rozrzuciłem przypadkowym graczom na rynku. 30 k w złocie od tak rozrzucone przez 25 levelowego rookstayera ku uciesze potężnej widowni zgromadzonej przed Akademią na Nebuli. Kończyłem wtedy po raz pierwszy i jak się okazało nie ostatni swoją przygodę z Tibią. Może i Ty tam byłeś?


Spotkanie z Apprentince Shengiem na Nebuli.

Po pewnym czasie wróciłem, by tym razem zagościć na Elysii, jako Rycerzyk Kamilek, tak dokładnie ten zakupiony za pewną kwotę na najbardziej znanym polskim portalu aukcyjnym. Zaproponowałem wtedy stworzenie gildii, która miałaby stać się konkurencją dla Rookgaard Circle. Tak powstała grupa Rookgaard Friends, ja byłem tylko pomysłodawcą, fundatorem została zaś Rookslayerka Moli. Czas upływał, po dwóch miesiącach objąłem stery w gildii i po upływie miesiąca wyszliśmy na prowadzeniu w nieoficjalnym wyścigu Rookgildi na Elysii. Niestety liczne nieporozumienia, zazdrość doprowadziły w końcu do upadku tej grupy jakoś na początku marca. Rozpad Rookgaard Friends doprowadził do powstania jeszcze tego samego dnia Royal Wings, gildii która miał zrzeszać tylko przyjaciół. Tak też się stało, nie wiem jednak do tej pory w jakich okoliczność Royal Wings przestało istnieć, bo w owym czasie "oficjalnie" nie żyłem.

W międzyczasie, pewnego dnia Darth Saldria, pokazał mi i Rookguardian de'Bove na Elysii, jakby na złość, że Spike Sword z wysepki może zniknąć na zawołanie. Dobrych kilka godzin wtedy rozważaliśmy co z tym począć, do głowy przyszedł głupi pomysł. Na efekty długo czekać nie trzeba było, gdyż już następnego dnia albo nawet owej nocy znalazła się ekipa znająca rozwiązanie i następnie gotowa wmówić wszystkim, że Sword of Fury został zdobyty. Udało się kilka dni wytrzymać. Niestety plan niedopracowany, wmawianie ludziom, że owca pozbawiła miecza, nieustalone wcześniej zgodne wersje wskazówek, wycieki informacji do postronnych osób to było jakieś nieporozumienie. Ale klimat, klimat tego wydarzenia był niesamowity. Do dziś nie zapomnę jak oferowano mi kasę za wyjawienie tajemnicy.


Dissaper of SoF

Niewątpliwie czas jaki spędziłem na Elysii, był najlepszym okresem w moim rookstayerowaniu. Poznałem tu wspaniałych ludzi, boję się wymieniać wszystkich bo nie przystoi bym kogokolwiek pominął. W owym czasie odwiedziłem mnóstwo innych światów, a w pamieć zapadli mi przede wszystkim Dru, Yallah i MvD. Podczas jednego z wypadów, jakie odbyłem z Yallah'em, złapał go freez w świątyni spleśniałego sera i niestety obudził się już koło Cipfrieda. Nie mogłem mu za wiele wtedy pomóc bo moja pierwszo-levelowa postać nie posiadała żadnej siły rażenia.

Potem głupota, śmierć... Nikt nie wątpił w słowa Dru, choć wielu nie dowierzało, i prowadziło prywatne śledztwo. Ja już nie pamiętam, ale działo się to w kwietniu 2007, na forum zapłonęło mnóstwo świeczek, wybaczcie to była głupota, ale to był bardzo dobry pomysł by skończyć, jak się okazało nie zawsze z tą grą. Wszystko to miało miejsce przed update'm który bezpowrotnie zmienił oblicze Tibi i Rookgaard'u. Przed uaktualnieniem które wprowadziło tak wiele złego, jak nigdy dotąd.

Teraz po kolejnym powrocie wróciłem na stare śmieci... Od kilku miesięcy, żyję sobie na Elysii, i to tam właśnie staram się doglądać interesów, porozmawiać ze swoim niegdyś zagorzałym przeciwnikiem, Darth Saldrią. Za cel powrotu obrałem sobie wbicie 50 levelu, chciałem zgromadzić tego dnia rzesze przyjaciół na screenie, by ostatecznie zakończyć swoją przygodę z expieniem na Rookgaardzie. Niestety brak sił, chęci sprawił, że zatrzymałem się 9 leveli przed osiągnięciem zamierzonego celu i już chyba nigdy tego nie dokonam.

Ostatnie osiągnięcie z połowy listopada 2008 roku.

Po wbiciu 41 levelu zająłem się szczególnie walką z botterami. Zabiłem wielu, dwóch udało mi się odesłać na 30 dniowy urlop a mimo to na rooku botterów wciąż nie brakuje.


2126 piórek w z zabitym ciele łowcy piórek.


Udane czterogodzinne polowanie na łowcę misich łapek.



2. Marcin24
(oryginalny post)

Ukryty tekst:
Początek 2005 roku rozpoczęty otwarciem małej kafejki internetowej niedaleko szkoły, już po kilku tygodniach byłem z kolegami stałymi bywalcami. Partyjki w CS'a, później w Half-Life'a zaczęły się nudzić, więc zaczęliśmy szukać w miarę prostej gry przez internet. W tej samej chwili nasz wzrok skierował się na niewysokiego chłopaka, który grał w dosyć dziwną grę. Oblegliśmy go jak muchy lampę w nocy i z uwagą oglądaliśmy jak mała kwadratowa postać biegała po ekranie. To było coś niesamowitego. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że to znacząca chwila w moim życiu...


W każdej grze, w jakie udało mi się zagrać, nie starałem się nigdy osiągnąć najwyższych progów. Przynajmniej nie w ogólnym założeniu. Zawsze chciałem mieć postać, z której mogę być zadowolony. Zbierałem zbędne rzeczy, inwestowałem w wygląd, nie w statystyki, spędzałem godziny nad dobraniem imienia, nazwy klanu czy zrobieniem crestów. Mimo, że i tak nikt na to nie zwracał uwagi, ja byłem zadowolony. Pewnie dlatego zamieszkałem na Rookgaardzie.


Czy byłem prawdziwym Rookgaardianem? Czy jestem w stanie nazwać się prawdziwym Rookgaardianem? A co określa prawdziwego Rookgaardiana? Zdania niewątpliwie są podzielone i każdy ma deko prawdy. "Ja byłem dobrym Rookstayerem, pomagałem w questach i dawałem ekwipunek słabszym graczom" - argument nie do podważenia.

Ale kto dzisiaj o takich Rookgaardianach pamięta? Czy zapisaliśmy się na stronach historii rookgaardzkiej swoimi czynami? Czy ktoś dzisiaj jest w stanie wspomnieć nasze imię?


Wiele dni straconych, wiele nocy nieprzespanych. Ale nie wspominam tego źle. Multum niezapomnianych chwil, radości i śmiechu. Ten niezapomniany klimat... Klimat...

Kto twierdzi, że Tibia straciła swój klimat jest w błędzie. Klimat tworzą ludzie, a póki ludzie grają to klimat dalej będzie. I nie zależy on od twórców i kolejnych update'ów, ale od nas samych i naszego podejścia. Zgrana paczka kumpli ze zwykłego wyjścia do Piekła Minotaurów jest w stanie zrobić niezapomnianą wyprawę.


Ludzie się zmieniają, stare pokolenia odchodzą, przychodzą nowe. A Rookgaard dalej taki sam, niezmienny przez lata, otwarty, a zarazem tajemniczy.




3. Ciufcia
(oryginalny post)

Ukryty tekst:
Eternia. Pamiętam to jak dziś. Rookstayer 8 poziom, którego całym dorobkiem była jedna moneta platinum coin. Ehh, cóż to były za piękne czasy, wolne od botów i wszelkiego rodzaju cheaterów. Niestety kariera tej postaci skończyła się bardzo szybko (jaki ja wtedy byłem głupi, że nie potrafiłem dostrzec piękna jakie może zaoferować mi ta cudowna wyspa - Rookgaard).

Przerwa od Rooka, czas na Maina, który w tamtych czasach mógł mi więcej zaoferować.

Powstanie Morgany. Razem z moim kuzynem zaczęliśmy grać na tym świecie. W planach mieliśmy nawet założyć rodzinkę. Stworzyłem postać i wtedy ją ujrzałem - Morgana Rook (dziś Star Rook) 32 poziom.To była moja mentorka, od tego momentu zaczęła się moja przygoda z Rookgaardem, która trwa aż do dziś.

13 listopada 2005 rok - data stworzenia Ciufcii, postaci, która na zawsze miała zmienić mój pogląd na Tibię. Piękne to były czasy. Nie miałem jeszcze wtedy w domu internetu, grało się w kafejkach, po kolegach, u kuzyna. Nikt z moich znajomych nie zdecydował się na grę Rookstayerem, śmiali się ze mnie. Ale co z tego skoro mi się to podobało, czułem, że to nie będzie kilkutygodniowa przygoda. I się zaczęło na dobre. Poznałem super osobę - Pikaczka. Wspólne hunty na Mino Hell, coś pięknego. Później wbijanie poziomu. Moim celem był 26 poziom, który gwarantował mi awans na drugie miejsce na Morganie. Wtedy czułem, że jestem kimś, a teraz? Teraz 26 poziom można wbić w parę dni ;-(.


Pan Klocek - moja inspiracja jeśli chodzi o fist fighting. To dzięki niemu zacząłem bawić się w te klocki . Udało mi się nawet dojść do 24 poziomu tej umiejętności. Byłem wtedy z siebie bardzo dumny.


Poznanie Darushu - najlepsza osoba jaka kiedykolwiek chodziła po świecie Tibii. Wspólne trapy na Mino Hell oraz Wasp Tower. Te czasy wspominam najlepiej. Okazało się później, że mieszka 10 km ode mnie. Poznałem go w realu - złoty człowiek.


40 poziom. Kupiłem pacca. Od razu zrobiony został hat addon. Cieszyłem się z niego jak głupi.Szybko wbite 2 poziomy i najgorsza chwila w historii tej postaci - hack. Wylądowałem w Venore jako Knight. Hacker na szczęście oszczędził moją kolekcję.






Retired, lekka załamka. Kolekcje oddałem kumplowi z klasy. 3 mlw oraz knife'a zamienił na backpack addon.

Powrót do gry, reszta kolekcji wraca do mnie. Wbiłem Ciufcią 29 poziom. 4% dzieliło mnie od wbicia 20 poziomu w walce dystansowej. 2 kicki na Minotaur Hell skutecznie zniechęciły mnie do osiągnięcia mojego celu. Ciufcia retired, to już postanowione.


Kilka miesięcy później. Nieodparta pokusa powrotu do Tibii (oczywiście na Rookgaard). Ale już nie na Morgane. Wracam na stare śmieci. Eternia - to jest to. Ale nie zależy mi już na levelu. Chodzę z torchami jak za starych dobrych czasów. Gram powoli, jak mam ochotę. Trenuje fist fighting, rozwalam trapy ze znajomym i pomagam newbie. Jest super, znów sie powoli wciągam...



4. Hakuoh
(oryginalny post)

Ukryty tekst:
Powstawanie

Był to 28 września 2005 roku o 06:23:57. Doskonale pamiętam ten dzień. Kiedy ojciec pracował nocną zmianę miałem okazję wtedy usiąść przez komputerem i dokonać to, co zaplanowałem dzień wcześniej - stworzyć postać o nicku "Nololob". Były to pierwsze minuty po Rookgaardzie, niestety nie na długo. Trzeba było iść do szkoły. To były wtedy klimaty. Przypominały się początki, kiedy to przy piosenkach Eminema biło się raty i jakimś cudem wbijało levele. Świat Calmera - bo z tym światem się zapoznałem i związałem. Moja klasa również była przywiązana do tego świata. Wbijając ósmy poziom spodobały mi się tutejsze warunki expienia, stało się moim wyzwaniem. Zamast zostać druidem pozostałem na tej wyspie jako rookstayer.

Początki

Wbijało się kolejne poziomy w niezauważalnym tempie. Na 13 poziomie poznałem osobę o nicku "Maniak Kot on Rook". Był bardzo miły, wiele ze sobą przegadaliśmy. Zdałem sobie sprawę, że mogę nie być sam na tym Rookgaardzie. I rzeczywiście - Zombo The Archer, 27 poziom. Ciągle po zalogowaniu stał w jednym miejscu, ciągle cichy. Nigdy nie miałem odwagi się odezwać, żeby nie wyjść na idiotę. Pojawiali się następni: Sermyn Fresh, Wrathful avenger (podobno znany jako Sum Wun), Carys, Rook Dandy oraz legenda tamtejszych czasów - Locke Rookgaard. Posiadał 45 poziom kiedy go pierwszy raz spotkałem. Pojawiło się wiele upadków np. minotaur hell poprzez przypadkowe zalogowaniu, kick na poison spiderach. Ach, ten stary wygląd liny, pojemników, ekwipunku. Jednak do dnia dzisiejszego nie mogę darować sobie używanie light hacka i zmienianie outfitów. Teraz jest mi wstyd pokazać te zdjęcia.

Pierwszy Premium Account

23 poziom - koledzy mnie namówili, bym zakupił PACCa. I zakupiłem na 180 dni. Kiedy otrzymałem 5 stycznia 2006 to było dla mnie coś niesamowitego. Większy dostęp i ciekawsza gra. Pierwsze, co trzeba było zrobić to Goblin Quest. I tu nie obyło się bez myślenia i zaliczyłem glebę. Była to w sumie niewielka stara - exp i studded legi. Pora było więc wypróbować wilki i trolle. To było najprzyjemniejsze expienie jakie można było mieć. Pusto, cicho. Kiedy przejrzałem każdy zakamarek postanowiłem napisać na forum tibia.pl poradnik o expieniu na Rookgaardzie. Wyszedł całkiem dobrze. Zakochałem się wtedy w stroju summonera. Był idealnie stworzony i odczuwałem wrażenie, jakby moja postać dobrze się w nim czuła. Potem kolejne expienie, kolejne poziomy wbite.


Eldryzif

Poziom 35. Stało się. Namelock za nick Nololob. To tak, jakby czas zatrzymał się w miejscu. Powód: nonsensical combination letter. A już zawieram znajomości z wieloma ludźmi, którzy tylko pod tym nickiem mnie kojarzą. Tak więc niestety trzeba było wszystko zaczynać pod nowym nickiem - Eldryzif.


Podobno nadchodził czas wielkich zmian graficznych. Znikają stare samuraje i summonery, pojawiają się nowe stroje, dodatki do strojów. Zostały dodane do Rookgaardu również 3, to powód, by zasłynąć na tym świecie. Zombo The Archer jako pierwszy (zresztą posiadając szerokie kontakty) zdobył kapelusz. Pozostał mu plecaczek, jednak nie szykował się na niego zbyt entuzjastycznie. Uznałem, że jeżeli i tak zakupuję PACCa to czemu nie zdobyć kapelusz? Polowałem na waspach pare dni z paroma ludźmi, między innymi drugim charem Locke Rookgaard. Udało się na 36 poziomie. Tak więc przeszło na plecaczek. 5 miesięcy zajęło na zebranie 100 skór, jednak nie udało mi się zdobyć je jako pierwszy. Mając około 60 Zombo The Archer zdobył je jako pierwszy przez przypadek, kiedy Rookish guardian został zmainowany. Posiadał on 56 skór, które wystarczały na plecak. Na szczęście ku mojemu zaskoczeniu nie obyło się bez wsparcia od wszystkich. Mimo, iż niewiele mnie znało i ja niewielu znałem dostarczali mi wszelkie wolne skóry. I w ten sposób na 39 poziomie zdobyłem 100 skór. Jako druga osoba na Calmerze. Mimo tego to był dla mnie najlepszy dzień w tej karierze. Z tego powodu nie pozostałem dłużny i pomagałem zdobyć skóry innym graczom. W sumie plecakiem, który zasponsorowałem otrzymało 6 osób. Pierwszą z nich była Sermyn Fresh. Od tego momentu staliśmy się wielką trójką Calmery.


Trzeci Rookstayer z 40stką

Całkiem przypadkowo. Wtedy uwielbiałem zespół Electric Light Orchestra i przy jednym z ich albumów wybrałem cel wbicia 55 poziomu. Tym samym prześcignięcia Locke Rookgaard, który wtedy w nieznanych mi okolicznościach zniknął z gry. Teoretycznie było to bardzo łatwe do wykonania. Nikt za mną, cisza przedemną. Miałem największą radość ze zdobycia 40 poziomu jako trzeci rookstayer. Niewielu mogło na tym świecie dokonać. Nie obyło się również bez pierwszego Shenga, który posiadał nożyk. Ten item dał mi wiele powodów do myślenia, czy pozostanę legendą tego serwera. Mijały miesiące, wbijało się kolejne poziomy. Byłem coraz bliżej Locke. Wszystkie addony zostały zdobyte na 49 poziomie. Nieoficjalnie się mówi jako pierwszy, który ma wszystko.


Dzień dzisiejszy

Nie trudno jest stwierdzić kiedy było lepiej. Szybsze expienie, addony. Coraz więcej osób zaczynało swoją przygodę na Rookgaardzie. Coraz ciaśniej i bz zabawy. 55 poziom - zdobyłem jeszcze większe uznanie. Wtedy zdobyłem wszystko. Jednak ciągle mi czegoś brakowało. Związałem się z Rookgaardem, więc nie przestawałem zdobywać kolejne poziomy i cele. Padały kolejne Shengi, kolejne PACCe wykupione. Wspominam też całkiem miło Gimerand Vicoruoul. Ta osoba starała się non stop wbijać poziomy, by stanąć na czele statystyk. Nie wyszło. 3 ban spowodował deleta. Również nieszczęśliwie skończyło się dla Lorda Psidoxa, delete za bota. Ruszył on wtedy całą Calmerę, każdy starał się go powstrzymać. To tak, jakby mnie chronili. To tak, jakby na drugą pozycję panowała klątwa, gdzie bot zawsze dostaje deleta bez znaczenia w jaki sposób.




Poziom rósł każdym miesiącem. Nic się nie działo do czasu 72 poziomu. Zafascynowałem się trapami Ameriova i porobiłem tam, gdzie można było, a nie sprawdzono. Trolle, raty i okolice orc hell. To było całkiem przyjemne przeżycie. Lecz przy ratach zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. Podczas rozmowy na Skypie chciałem wypróbować 70 ratów, ale podczas robienia zdjęcia komputer dostał zamrożenia na pare sekund i nastąpił zgon. Straty oszacowano na kilkaset tysięcy expa. To niewiele, jednak nie było zapału do dalszego expienia.
Dzisiaj mam 73 poziom i sądzę, że narazie starczy. Vigo Rookstayer co jakiś czas wbije, jednak bez bota nie potrafi szybko, więc mam czas. Póki co ciesze się z Maina i mojego EK. W ten sposób tylko zabijam czas.








5. Fpitolony w sprawe
(oryginalny post)

Ukryty tekst:
03.01.2005 około 15:30 - początek. Tibia znalazła się na moim komputerze. Przeszedłem długą drogę zanim na stałe zacząłem grać na Rookgaardzie... Pierwszy świat - Titania, potem Danubia, dziesiątki postaci, żadna powyżej 23 poziomu i wszystkie na Mainie, ale postanowiłem założyć Rookstayera, tak, żeby był, na Antice. Kiedy miałem 11. poziom zobaczyłem go - Sunrise, 86 poziom, pamiętam tą, jakże śmieszną rozmowę z kolegą jak mu o tym powiedziałem – „Karciol mówił, że ma fire sworda i dostęp do mino guardów”, „No, na pewno, jakby inaczej nabił taki lvl?”. Za długo się nie napatrzyłem, po kilku sekundach zniknął, ale coś mnie wtedy ruszyło… Niestety, znajomi namawiali do gry na Mainie, zapomniałem o 86 lvlu po kilku dniach.

Prawie półtora roku póżniej, kolejne postacie tworzyłem, wychodziłęm na Main i tak to mijało. Lubiłem przechodzić Rookgaard – nabijać ósmy poziom, to mnie zastanowiło, przypomniałem sobie o tym niezwykłym, 86. poziomie, wtedy już zbliżał się do setki. Postanowiłem znowu spróbować sił na Rookgaardzie, miałem zapomniany 13. poziom na Ocerze – Rhy’horn on Rook . I nagle olśnienie! Ta wysepka ma to coś! Mimo, że to był brazylijski świat wystarczyła minimalna znajomość angielskiego, by miło spędzić czas, porozmawiać o niczym – było fajnie. Wtedy też zarejestrowałem się na forum . Powoli chodziłem i zwiedzałem cały Rookgaard… Niestety, pod wpływem chwili postanowiłem skończyć z Tibią (nie potrafię powiedzieć który to już raz ;P). Wyrzuciłem całą kolekcję, wyszedłem na Maina, usunąłem Tibię, wszystkie screeny i to miał być koniec, na szczęście tak mi się tylko wydawało.

Minęły 3 dni i ściągnąłem kolejny raz tę grę, chyba już po raz czwarty i oczywiście kolejna postać, tym razem „kluczowa” – Thrral of Nebula. Nebula, bo oczywiście na rookstat.com była na ostatnim miejscu ^^.


Było to gdzieś przed końcem wakacji 2006 no i zaczęło się… Nie byłem nigdy wielkim maniakiem i 3-4 godziny na dzień jak dla mnie dużo, wystarczyło, żeby poznać wielu ludzi, tych uczciwych i nie, tych z którymi lubiłem rozmawiać i tych z którymi nie, ale chyba pamiętam wszystkich, którzy umieli poprawnie i bez błędów złożyć zdanie ;P. Ile tych nicków było… Ci, którzy najbardziej zapadli mi w pamięć, których nie zapomnę: Res Khmer (przyp. postać nazywała się Res Bulba), Norkulek, Minu Magee, Master Sekal(póżniej Sekal Rookguardian), Krystek Buu, Rold Crius, Leeon the rookstayer, Zanzen Elma, Smok Pijany, Mysza the Rookmaster, Mordios i reszta, jak kogoś nie wymieniłem… to ma pecha .


Pierwsza gildia - Lords of Brightness, który to był lvl? 22 o ile pamiętam.


Wtedy chyba tylko ja aktywnie grałem razem z Majokiem(nie wiem czy to można nazwać graniem, ale szczegóły…), całe szczęście, że dostał bana, mogłem jako pierwszy wbić ukochany 40. poziom.


I oczywiście pierwszy Sheng, co za przeżycie… Nigdy nie zostałem przeteleportowany do świątyni nie licząc updejtów, więc to był stres…


Expiłem dalej, powiększałem kolekcje, zacząłem ćwiczyć fist, distance fighting, fishing… W międzyczasie powstawały kolejne gildie, walka z boterami, sharerami(a raczej bluzganie na nich… <Lol>), 50. poziom, 60. niestety już mi zabrali, ale jakoś już się tym nie przejąłem, czekałem 4 miesiące, żeby go wbić. Cóż mogę dodać… Oto biografia przeciętnego rookstayera ;P.






6. Ju(L)ek
(oryginalny post)

Ukryty tekst:
Dnia 23 września 2006 roku, kolega zaproponował mi grę, Tibię. Kompletnie nie wiedząc o co chodzi w tych pixelach grałem przy kumplu który założył mi konto i postać o nicku Tiger Won. Nie wiedziałem jak sie chodzi po drabinie, jak sie wkłada rzeczy do backpacka, jak sie kupuje itemy u npc. Kompletnie nic nie rozumialem. Expiąc na ratach po tygodniu wbiłem 8 lvl. Postanowiłem zostać druidem. Wyszedłem na mainland gdzie mnie porządnie przywitali. Od razu po wyjsciu zostałem ubity przez pk team. Wbiłem 10 lvl i pomyślałem, że druidem nie umiem grać i postanowiłem wrócić na Rooka. Kolega zaproponował zrobić chary którymi nie wychodzimy na maina. Mój miał nickname "Marion from Notthingham". Wbiłem nim 9 lvl. Jednak oni zrezygnowali z Rooka. Obecnie ten char jest moim dp. Postanowiłem zrobić karierę Rookstayerem (przeszłym Druidem). Postanowiłem, że wbije nim 20 lvl na Rooku i wyjde na mainland. Wbiłem 14 lvl i zrobiłem przerwę na pół roku. Po tym czasie z kolegami wróciliśmy, do Tibii, do Eternii. Dokonałem tego wbiłem 20 lvl postanowiłem nie wychodzić na maina. Poznałem kumpli m.in. Ferdynanda Kiepskiego of Eternie, tajemnice i uroki Rooka. Postanowiłem zostać na tej wysepce. Zacząłem się doskonalić w sztuce trapowania. Dowiedziałem się o wielu rzeczach na Rooku. Jednak postanowiłem zrobić ogromną kolekcje. Po roku mi się to znudziło i postanowiłem sprzedać kolekcje (btw. Sell Chicken Feathers, Honeycombs, Wolf Paws, Bear Paws). Zaczęło się polowanie za kasą






Expiłem nie za szybko. Przez 2 lata wbiłem ledwo 41 lvl. Jednak dokonałem tego co chciałem i postać jest obecnie w stanie wypoczynku. Zlikwidowałem kilku botterów, wbiłem 40 lvl, zdobyłem 500 k kasy i moje czasy już minęły. Server został przepełniony przez noobów którym jak pomożesz to chcą więcej i nawet nie usłyszysz magicznego słowa "dziękuję", a tylko narzekają. No niestety, "Ludzie" - nigdy ich nikt nie zrozumie. Wiecznie im coś przeszkadza a jak dostaną to czego pragną to tylko narzekają.



7. Yallah
(oryginalny post)
Ukryty tekst:
Pierwszą postać założyłem chyba w 2004 roku na Danubii, nick mimo tego, że był z suggestów to pamiętam do dziś - Syra Sterros :-) Póżniej były jakieś postacie szmatki do 20lvlu. W końcu stworzyłem Yallaha.

W przeciwieństwie do innych od początku wiedziałem, że chcę zostać na Rookgaardzie. Czas mijał lajtowo, trochę poexpiłem, trochę poskillowałem, ale większość mojego czasu spędzałem na rozmowach i poznawaniu ludzi. To właśnie oni trzymali mnie przy grze. Do dziś pamiętam pierwsze spotkanie z Phoenix Sethem, posiadaczem dla mnie wtedy, niewyobrażalnego lvlu na Rooku - 14 To z Danubii posiadam najmilsze wspomnienia z mojej gry. To tu poznałem wspaniałych ludzi jak - Lilth, Rooknumia, Warrior Geysha, Siliena Allar, Gold Raven czy Luke. Wiedziałem, że zawsze mogę na nich liczyć, nie tylko w sprawach Tibii, ale choćby zwykłej rozmowy. Byli to moi "motywatorzy" :-)


W czasie gry na Danubii postanowiłem zacząć odwiedzać inne światy. Wpadałem to tu, to tam poznając różnych krejzoli jak: Sirblaze, Scobel, Aqua pal, Rysio Rzeźniczak, Res Khmer i wiele innych, z którymi naprawdę lubiłem spędzać czas.


Pewnego dnia niestety przy wspólnej zabawie z Resem na goblinach obudziłem się w świątyni :-) Straciłem co nie co z doświadczenia, spadł mój wymaniaczony fishing (85 skill, w tamtym okresie 1 miejsce na Rookgaardzie z wszystkich światów - a co pochwalę się heh) oraz kilka również nie małych skilli. Postanowiłem odpocząć trochę od Yallaha, a że wchodziły akurat nowe światy to założyłem postać na Neranie. Tak narodził się Yst :-)


Postać którą osiągnąłem znacznie więcej, jednak mało kto ją zna :-) Na Neranie grało się naprawdę bardzo przyjemnie. Tworząc świeżą postać mogłem na nowo poczuć jak to jest zaczynać od zera. Co prawda brakowało mi starych znajomych, ale z drugiej strony można było poznać nowych. Yst rósł w siłę, prowadzona przez niego gildia (Shtams) również, ogólnie było zajebiście.


Jednak wciąż nie mogłem zapomnieć o swojej starej postaci. Czasami wracając do znajomych na Danubię podexpiłem coś, połowiłem rybki i w końcu postanowiłem, że odrobię straty po śmierci. Zabrałem się od lvla.


Później przyszedł czas na fishing.


W między czasie rozdawałem znajomym moją kolekcje. Trochę tego było jak na tamte czasy, więc na pewno uszczęśliwiłem kilku kolegów :-)
Czas mi mijał bardzo miło do czasu hacka :-) Wadliwe UOSU wyniosło mi wszystkie postacie na Maina. Trochę żal mi było tego wszystkiego, ale cóż - życie :-)

Po hacku praktycznie zaprzestałem grać w Tibię, jeśli nie liczyć kilku postaci pożyczanych od kolegów, ale grą tego nazwać za bardzo nie można :-)

Jeszcze oczywiście walnę refleksje na temat dzisiejszej Tibii. Jest do dupy. Zero klimatu, jedno wielkie gówno, milion no liferów :-)




8. Shantirell
(oryginalny post)
Ukryty tekst:



Szczerze mówiąc nie zabardzo na początku kwapiłem się do napisania własnej biografii. Głównie dla tego, że moja kariera Rookstayera jak i ogólnie gracza rozpoczeła się dopiero niedawno, a wszystkie dotychczas umieszczone w tym temacie prace są graczy z wieloletnim stażem. Po prostu byłbym w pewnym sensie zawstydzony. Co jednak skusiło mnie do napisania tego tekstu? Odpowiedź jest bardzo prosta, a znajduje się w poprzedzającym mój poście i słowach w nim zawartych: "napisałem to dla ludzi, którzy mnie znają". Postanowiłem więc się "zrewanżować", czego efektem jest to co właśnie czytacie. Zapraszam więc do lektury.

Rok 2006, może 2005, szósta klasa podstawówki. Oczywiście brak jakiegokolwiek internetu. O Tibii dowiedziałem się zapewne na przerwie między lekcjami. Podczas gdy "pierwszaki" ganiały się po całej szkole, my, elita, udawaliśmy poważnych. Oczywiście rozmawiając o grach czy innych tego typu tematach. Rozmowa skierowała się właśnie na ostatni tytuł, w którego graliśmy. I wtedy pierwszy raz usłyszałem o Tibii. Jak wiadomo, lepiej wszystko zobaczyć samemu, tak więc, po bliżej nieokreślonym czasie wysłuchiwania wciąż tego samego, jaki ten piszczel jest fajny, postanowiliśmy sami się o tym przekonać. Ze sporą już wiedzą, np. o Orshabaalu czy behemotach, poszedliśmy do kolegi. I cóż zastaliśmy? "Piękną" grafikę 2d i pare wesołkowatych pixeli łażących po ekranie. Wpierw co się okazało to niezbyt przyjemna sytuacja zrookowania postaci naszego znajomego. Oczywiście wszyscy odrazu stwierdzili, że ta gra jest do *** i nie zamierzają dalej jej oglądać, o graniu nie wspominając. Gra miała jeszcze wtedy klimat. Niestety, nie za bardzo mnie wtedy pociągała. Innymi słowy, słuch o niej zaginął.

Rok później (2007), już w gimnazjum, wreszcie stałem się dumnym posiadaczem osiedlowego internetu z prędkością 756 kB/s, który oczywiście nie chciał działać przez okropnie długi okres: całych dwóch dni. O Tibii wtedy już zupełnie nie pamiętałem. Aż, nie wiem w jakich okolicznościach, dostałem "olśnienia" i przypomniało mi się o pixelkowatej grze. A, że, nie miałem wówczas ochoty na nic innego postanowiłem zagrać. Pierwszym światem była chyba Amera i postać maga, który po paru dedach mi się znudził i założyłem nową postać. Wykonując carlin sword quest natknąłem się (a raczej natkneliśmy się, bowiem samotna wyprawa do minotaur hell na takim poziomie była jeszcze wtedy po prostu głupotą) na gracza z niewiarygodnie wysokim poziomem - ok. 30. Bardzo się nim zaciekawiłem. I nie pamiętaj już jak, sam zacząłem grać Rookgaardzie...

Pare poziomów zdobytych na Amerze i w końcu przeniosłem się na Harmonie. Oczywiście, nie pamiętam czemu. ^^

To były jeszcze moje "noobowe" czasy. Trapy, blokowanie respa etc. Na tych bezsensownych zabawach minął spory czas. Poznałem pare innych Rookstayerów, z którymi robiłem dokładnie to samo, aż w końcu stworzyliśmy gildię, która nosiła nieszczęsną nazwę Harmonia... Rookslayers. Ale my, jako panowie Rookgaardu, nie przejmowaliśmy się tym, toż to przecież jest również poprawna nazwa!

Z drugiej jednak strony, myślę, że w gruncie rzeczy była ona rzeczywiście słuszna. Znakomicie, bowiem, obrazowała kim wówczas byliśmy... swego rodzaju zabójcami klimatu Rookgaardzkiego.

Powiem szczerze, że całkiem miło spominam te czasy, które, choć pełne fragów itp. "świństw", wciąż jednak były okresem magicznym, okresem, w którym każdego dnia odkrywało się coś nowego. Tak, to jest właśnie najlepszy moment w każdej grze... początek, a w tym wypadku wyspa nowicjuszy, choć nie tak rozległa jak kontynent, wielka wszakże duchem.
Nie była to jednak tylko sielanka. Nie obyło się więc bez paru wrogów. A nie byli to byle jacy "wrogowie". Na samym, bowiem, początku naszej "czarnej księgi" znajdował się nie kto inny jak sam Lesiu Obwiesiu. Trafił tam głównie dla tego, że posądzaliśmy go za to, że botuje. Kojarzy mi się z tą kwestią przezabawna sytuacja, gdy część mojej gildii reportowała Lesia, rzekomo bocącego na wasp tower. Po nie znanym mi czasie zalogował się GM. Oczywiście nic się nie stało, bo Lesiu czuwał i udało mu się nawet pstryknąć fajną fotę.

Ach, cóż za piękne wspomnienie. Szkoda tylko, że nie mam już tych starych zdjęć i z każdym dniem wszystko zapominam... Nagle, nie wiedzieć czemu, gildia się rozpadła. Wszyscy, jakby w zmowie, przestali grać. Najpierw liderka, potem stary przyjaciel i jedna z pierwszych osób jaką poznałem w grze. Zanim się obejrzałem nie grali już wszyscy. W między czasie Tibia powoli zaczynała mi się nudzić. Wpadłem, wreszcie, na szalony pomysł zdedania się o "parę" poziomów, który zakończył sie również odejściem od gry.


Powrót i pierwsze z czym się spotykam to zaproszenie do gildii... Lesia Obwiesia. Trochę zmądrzałem i "odnoobiałem", tak więc rozpoczeła się moja nowa era.


Powoli, lecz konsekwentnie odrabiałem stracone poziomy. Spostrzegłem wówczas, na skraju przepaści, na szczycie niewysokiej skały, z której wypatruje wrogów samotny minotaur, odległy ląd, kontynent. Poczułem ochotę gry na Mainie. Jednakże, nie chciałem całkowicie "zrywać" z Rookgaardem, obrałem więc imię, które łączyłoby te dwa światy. Jako paladyn z nickiem Kendram, wyruszyłem na podbój, do tej pory obcej mi części gry.


Jak jest jednak dziś? Pierwsze co nasuwa się na myśl to żal. Choć właściwie nie mam prawa by to mówić, bo w końcu gram od niedawna, to jednak napiszę te słowa: to już nie jest to samo. Coraz mniejsza chęć do gry, coraz mniejsza satysfakcja. Ale czyż nie dzieje się tak ze wszystkim? Takie jest już prawo tego świata. Wszystko, prędzej czy pózniej musi się znudzić.

Mógłbym jeszcze długo o tym wszystkim pisać, chciałbym jednak skończyć już Was dręczyć i ogłosić, że absolutnie wiem, że moja autobiografia jest pełna wszelakich błędów i wyszło masło maślane, ale... "piszę to dla ludzi, którzy mnie znają" i jeśli mój post zostanie skasowany nie przejmę się tym.

Na zakończenie pragnąłbym pozdrowić wszystkich, których spotkałem w ciągu całej mojej gry i wszystkich tych, których nie dane mi było poznać, innymi słowy, Was czytelników. Życzę Wam by udało Wam się odnaleźć swoje miejsce na tym świecie, oby powodziło Wam się w życiu, nauce i prywatnie, oby ta beznadziejna gra nie pochłoneła Wam całego, wbrew pozorom, krótkiego życia...

Lepiej być panem Rookgaardu, niż noobem na Mainie.
Lord Janex

Ostatnio edytowany przez Res Khmer - 22-03-2009 o 14:54.
Res Khmer jest offline   Odpowiedz z Cytatem

PAMIĘTAJ! Źródłem utrzymania forum są reklamy. Dziękujemy za uszanowanie ich obecności.
stary 07-02-2009, 21:27   #2
Marcin24
Użytkownik Forum
 
Marcin24's Avatar
 
Data dołączenia: 25 08 2006
Lokacja: Kraków

Posty: 1,639
Stan: Na Emeryturze
Marcin24 ma numer GG 184833 Send a message via Skype™ to Marcin24
Domyślny

Początek 2005 roku rozpoczęty otwarciem małej kafejki internetowej niedaleko szkoły, już po kilku tygodniach byłem z kolegami stałymi bywalcami. Partyjki w CS'a, później w Half-Life'a zaczęły się nudzić, więc zaczęliśmy szukać w miarę prostej gry przez internet. W tej samej chwili nasz wzrok skierował się na niewysokiego chłopaka, który grał w dosyć dziwną grę. Oblegliśmy go jak muchy lampę w nocy i z uwagą oglądaliśmy jak mała kwadratowa postać biegała po ekranie. To było coś niesamowitego. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że to znacząca chwila w moim życiu...



W każdej grze, w jakie udało mi się zagrać, nie starałem się nigdy osiągnąć najwyższych progów. Przynajmniej nie w ogólnym założeniu. Zawsze chciałem mieć postać, z której mogę być zadowolony. Zbierałem zbędne rzeczy, inwestowałem w wygląd, nie w statystyki, spędzałem godziny nad dobraniem imienia, nazwy klanu czy zrobieniem crestów. Mimo, że i tak nikt na to nie zwracał uwagi, ja byłem zadowolony. Pewnie dlatego zamieszkałem na Rookgaardzie.



Czy byłem prawdziwym Rookgaardianem? Czy jestem w stanie nazwać się prawdziwym Rookgaardianem? A co określa prawdziwego Rookgaardiana? Zdania niewątpliwie są podzielone i każdy ma deko prawdy. "Ja byłem dobrym Rookstayerem, pomagałem w questach i dawałem ekwipunek słabszym graczom" - argument nie do podważenia.
Ale kto dzisiaj o takich Rookgaardianach pamięta? Czy zapisaliśmy się na stronach historii rookgaardzkiej swoimi czynami? Czy ktoś dzisiaj jest w stanie wspomnieć nasze imię?



Wiele dni straconych, wiele nocy nieprzespanych. Ale nie wspominam tego źle. Multum niezapomnianych chwil, radości i śmiechu. Ten niezapomniany klimat... Klimat...
Kto twierdzi, że Tibia straciła swój klimat jest w błędzie. Klimat tworzą ludzie, a póki ludzie grają to klimat dalej będzie. I nie zależy on od twórców i kolejnych update'ów, ale od nas samych i naszego podejścia. Zgrana paczka kumpli ze zwykłego wyjścia do Piekła Minotaurów jest w stanie zrobić niezapomnianą wyprawę.



Ludzie się zmieniają, stare pokolenia odchodzą, przychodzą nowe. A Rookgaard dalej taki sam, niezmienny przez lata, otwarty, a zarazem tajemniczy.



Chyba trochę odbiegłem od tematu, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie.
__________________

To pisałem ja, Marcin bez 24.
__________________
Grupa Rookgaard zaprasza! Rekrutacja chwilowo wstrzymana, jednak można składać podania! Napisz PM!

Ostatnio edytowany przez Marcin24 - 07-02-2009 o 23:26.
Marcin24 jest offline   Odpowiedz z Cytatem
stary 07-02-2009, 23:59   #3
Ciufcia
Użytkownik Forum
 
Ciufcia's Avatar
 
Data dołączenia: 22 01 2006
Lokacja: KrainaNibyNiby

Posty: 252
Profesja: Rookstayer
Świat: Eternia
Skille: 26 fist
Domyślny

Eternia. Pamiętam to jak dziś. Rookstayer 8 poziom, którego całym dorobkiem była jedna moneta platinum coin. Ehh, cóż to były za piękne czasy, wolne od botów i wszelkiego rodzaju cheaterów. Niestety kariera tej postaci skończyła się bardzo szybko (jaki ja wtedy byłem głupi, że nie potrafiłem dostrzec piękna jakie może zaoferować mi ta cudowna wyspa - Rookgaard).

Przerwa od Rooka, czas na Maina, który w tamtych czasach mógł mi więcej zaoferować.

Powstanie Morgany. Razem z moim kuzynem zaczęliśmy grać na tym świecie. W planach mieliśmy nawet założyć rodzinkę. Stworzyłem postać i wtedy ją ujrzałem - Morgana Rook (dziś Star Rook) 32 poziom.To była moja mentorka, od tego momentu zaczęła się moja przygoda z Rookgaardem, która trwa aż do dziś.

13 listopada 2005 rok - data stworzenia Ciufcii, postaci, która na zawsze miała zmienić mój pogląd na Tibię. Piękne to były czasy. Nie miałem jeszcze wtedy w domu internetu, grało się w kafejkach, po kolegach, u kuzyna. Nikt z moich znajomych nie zdecydował się na grę Rookstayerem, śmiali się ze mnie. Ale co z tego skoro mi się to podobało, czułem, że to nie będzie kilkutygodniowa przygoda. I się zaczęło na dobre. Poznałem super osobę - Pikaczka. Wspólne hunty na Mino Hell, coś pięknego. Później wbijanie poziomu. Moim celem był 26 poziom, który gwarantował mi awans na drugie miejsce na Morganie. Wtedy czułem, że jestem kimś, a teraz? Teraz 26 poziom można wbić w parę dni ;-(.



Pan Klocek - moja inspiracja jeśli chodzi o fist fighting. To dzięki niemu zacząłem bawić się w te klocki ;). Udało mi się nawet dojść do 24 poziomu tej umiejętności. Byłem wtedy z siebie bardzo dumny.



Poznanie Darushu - najlepsza osoba jaka kiedykolwiek chodziła po świecie Tibii. Wspólne trapy na Mino Hell oraz Wasp Tower. Te czasy wspominam najlepiej. Okazało się później, że mieszka 10 km ode mnie. Poznałem go w realu - złoty człowiek.



40 poziom. Kupiłem pacca. Od razu zrobiony został hat addon. Cieszyłem się z niego jak głupi.Szybko wbite 2 poziomy i najgorsza chwila w historii tej postaci - hack. Wylądowałem w Venore jako Knight. Hacker na szczęście oszczędził moją kolekcję.








Retired, lekka załamka. Kolekcje oddałem kumplowi z klasy. 3 mlw oraz knife'a zamienił na backpack addon.

Powrót do gry, reszta kolekcji wraca do mnie. Wbiłem Ciufcią 29 poziom. 4% dzieliło mnie od wbicia 20 poziomu w walce dystansowej. 2 kicki na Minotaur Hell skutecznie zniechęciły mnie do osiągnięcia mojego celu. Ciufcia retired, to już postanowione.



Kilka miesięcy później. Nieodparta pokusa powrotu do Tibii (oczywiście na Rookgaard). Ale już nie na Morgane. Wracam na stare śmieci. Eternia - to jest to. Ale nie zależy mi już na levelu. Chodzę z torchami jak za starych dobrych czasów. Gram powoli, jak mam ochotę. Trenuje fist fighting, rozwalam trapy ze znajomym i pomagam newbie. Jest super, znów sie powoli wciągam...
__________________







Ostatnio edytowany przez Ciufcia - 08-02-2009 o 00:36.
Ciufcia jest offline   Odpowiedz z Cytatem
stary 08-02-2009, 12:53   #4
Hakuoh
Użytkownik Forum
 
Hakuoh's Avatar
 
Data dołączenia: 30 04 2005
Lokacja: Bełchatów/Reading
Wiek: 28
Wpisy bloga: 1

Posty: 1,622
Stan: Niegrający
Imię: Eldryzif
Profesja: Rookstayer
Świat: Calmera
Poziom: 74
Domyślny

Powstawanie
Był to 28 września 2005 roku o 06:23:57. Doskonale pamiętam ten dzień. Kiedy ojciec pracował nocną zmianę miałem okazję wtedy usiąść przez komputerem i dokonać to, co zaplanowałem dzień wcześniej - stworzyć postać o nicku "Nololob". Były to pierwsze minuty po Rookgaardzie, niestety nie na długo. Trzeba było iść do szkoły. To były wtedy klimaty. Przypominały się początki, kiedy to przy piosenkach Eminema biło się raty i jakimś cudem wbijało levele. Świat Calmera - bo z tym światem się zapoznałem i związałem. Moja klasa również była przywiązana do tego świata. Wbijając ósmy poziom spodobały mi się tutejsze warunki expienia, stało się moim wyzwaniem. Zamast zostać druidem pozostałem na tej wyspie jako rookstayer.

Początki
Wbijało się kolejne poziomy w niezauważalnym tempie. Na 13 poziomie poznałem osobę o nicku "Maniak Kot on Rook". Był bardzo miły, wiele ze sobą przegadaliśmy. Zdałem sobie sprawę, że mogę nie być sam na tym Rookgaardzie. I rzeczywiście - Zombo The Archer, 27 poziom. Ciągle po zalogowaniu stał w jednym miejscu, ciągle cichy. Nigdy nie miałem odwagi się odezwać, żeby nie wyjść na idiotę. Pojawiali się następni: Sermyn Fresh, Wrathful avenger (podobno znany jako Sum Wun), Carys, Rook Dandy oraz legenda tamtejszych czasów - Locke Rookgaard. Posiadał 45 poziom kiedy go pierwszy raz spotkałem. Pojawiło się wiele upadków np. minotaur hell poprzez przypadkowe zalogowaniu, kick na poison spiderach. Ach, ten stary wygląd liny, pojemników, ekwipunku. Jednak do dnia dzisiejszego nie mogę darować sobie używanie light hacka i zmienianie outfitów. Teraz jest mi wstyd pokazać te zdjęcia.

Pierwszy Premium Account
23 poziom - koledzy mnie namówili, bym zakupił PACCa. I zakupiłem na 180 dni. Kiedy otrzymałem 5 stycznia 2006 to było dla mnie coś niesamowitego. Większy dostęp i ciekawsza gra. Pierwsze, co trzeba było zrobić to Goblin Quest. I tu nie obyło się bez myślenia i zaliczyłem glebę. Była to w sumie niewielka stara - exp i studded legi. Pora było więc wypróbować wilki i trolle. To było najprzyjemniejsze expienie jakie można było mieć. Pusto, cicho. Kiedy przejrzałem każdy zakamarek postanowiłem napisać na forum tibia.pl poradnik o expieniu na Rookgaardzie. Wyszedł całkiem dobrze. Zakochałem się wtedy w stroju summonera. Był idealnie stworzony i odczuwałem wrażenie, jakby moja postać dobrze się w nim czuła. Potem kolejne expienie, kolejne poziomy wbite.


Eldryzif

Poziom 35. Stało się. Namelock za nick Nololob. To tak, jakby czas zatrzymał się w miejscu. Powód: nonsensical combination letter. A już zawieram znajomości z wieloma ludźmi, którzy tylko pod tym nickiem mnie kojarzą. Tak więc niestety trzeba było wszystko zaczynać pod nowym nickiem - Eldryzif.


Podobno nadchodził czas wielkich zmian graficznych. Znikają stare samuraje i summonery, pojawiają się nowe stroje, dodatki do strojów. Zostały dodane do Rookgaardu również 3, to powód, by zasłynąć na tym świecie. Zombo The Archer jako pierwszy (zresztą posiadając szerokie kontakty) zdobył kapelusz. Pozostał mu plecaczek, jednak nie szykował się na niego zbyt entuzjastycznie. Uznałem, że jeżeli i tak zakupuję PACCa to czemu nie zdobyć kapelusz? Polowałem na waspach pare dni z paroma ludźmi, między innymi drugim charem Locke Rookgaard. Udało się na 36 poziomie. Tak więc przeszło na plecaczek. 5 miesięcy zajęło na zebranie 100 skór, jednak nie udało mi się zdobyć je jako pierwszy. Mając około 60 Zombo The Archer zdobył je jako pierwszy przez przypadek, kiedy Rookish guardian został zmainowany. Posiadał on 56 skór, które wystarczały na plecak. Na szczęście ku mojemu zaskoczeniu nie obyło się bez wsparcia od wszystkich. Mimo, iż niewiele mnie znało i ja niewielu znałem dostarczali mi wszelkie wolne skóry. I w ten sposób na 39 poziomie zdobyłem 100 skór. Jako druga osoba na Calmerze. Mimo tego to był dla mnie najlepszy dzień w tej karierze. Z tego powodu nie pozostałem dłużny i pomagałem zdobyć skóry innym graczom. W sumie plecakiem, który zasponsorowałem otrzymało 6 osób. Pierwszą z nich była Sermyn Fresh. Od tego momentu staliśmy się wielką trójką Calmery.


Trzeci Rookstayer z 40stką
Całkiem przypadkowo. Wtedy uwielbiałem zespół Electric Light Orchestra i przy jednym z ich albumów wybrałem cel wbicia 55 poziomu. Tym samym prześcignięcia Locke Rookgaard, który wtedy w nieznanych mi okolicznościach zniknął z gry. Teoretycznie było to bardzo łatwe do wykonania. Nikt za mną, cisza przedemną. Miałem największą radość ze zdobycia 40 poziomu jako trzeci rookstayer. Niewielu mogło na tym świecie dokonać. Nie obyło się również bez pierwszego Shenga, który posiadał nożyk. Ten item dał mi wiele powodów do myślenia, czy pozostanę legendą tego serwera. Mijały miesiące, wbijało się kolejne poziomy. Byłem coraz bliżej Locke. Wszystkie addony zostały zdobyte na 49 poziomie. Nieoficjalnie się mówi jako pierwszy, który ma wszystko.


Dzień dzisiejszy
Nie trudno jest stwierdzić kiedy było lepiej. Szubsze expienie, addony. Coraz więcej osób zaczynało swoją przygodę na Rookgaardzie. Coraz ciaśniej i bz zabawy. 55 poziom - zdobyłem jeszcze większe uznanie. Wtedy zdobyłem wszystko. Jednak ciągle mi czegoś brakowało. Związałem się z Rookgaardem, więc nie przestawałem zdobywać kolejne poziomy i cele. Padały kolejne Shengi, kolejne PACCe wykupione. Wspominam też całkiem miło Gimerand Vicoruoul. Ta osoba starała się non stop wbijać poziomy, by stanąć na czele statystyk. Nie wyszło. 3 ban spowodował deleta. Również nieszczęśliwie skończyło się dla Lorda Psidoxa, delete za bota. Ruszył on wtedy całą Calmerę, każdy starał się go powstrzymać. To tak, jakby mnie chronili. To tak, jakby na drugą pozycję panowała klątwa, gdzie bot zawsze dostaje deleta bez znaczenia w jaki sposób.




Poziom rósł każdym miesiącem. Nic się nie działo do czasu 72 poziomu. Zafascynowałem się trapami Ameriova i porobiłem tam, gdzie można było, a nie sprawdzono. Trolle, raty i okolice orc hell. To było całkiem przyjemne przeżycie. Lecz przy ratach zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. Podczas rozmowy na Skypie chciałem wypróbować 70 ratów, ale podczas robienia zdjęcia komputer dostał zamrożenia na pare sekund i nastąpił zgon. Straty oszacowano na kilkaset tysięcy expa. To niewiele, jednak nie było zapału do dalszego expienia.
Dzisiaj mam 73 poziom i sądzę, że narazie starczy. Vigo Rookstayer co jakiś czas wbije, jednak bez bota nie potrafi szybko, więc mam czas. Póki co ciesze się z Maina i mojego EK. W ten sposób tylko zabijam czas.



__________________
I'm in league with satan. Obey his commands. With the goat of Mendes. Sitting at his left hand. I'm in league with satan. I love the dead. No one prayed for Sodom. As the people fled.

Ostatnio edytowany przez Hakuoh - 08-02-2009 o 12:59.
Hakuoh jest offline   Odpowiedz z Cytatem
stary 10-02-2009, 16:27   #5
Fpitolony w sprawe
Użytkownik Forum
 
Data dołączenia: 03 08 2006

Posty: 266
Profesja: Rookstayer
Domyślny

03.01.2005 około 15:30 - początek. Tibia znalazła się na moim komputerze. Przeszedłem długą drogę zanim na stałe zacząłem grać na Rookgaardzie... Pierwszy świat - Titania, potem Danubia, dziesiątki postaci, żadna powyżej 23 poziomu i wszystkie na Mainie, ale postanowiłem założyć Rookstayera, tak, żeby był, na Antice. Kiedy miałem 11. poziom zobaczyłem go - Sunrise, 86 poziom, pamiętam tą, jakże śmieszną rozmowę z kolegą jak mu o tym powiedziałem – „Karciol mówił, że ma fire sworda i dostęp do mino guardów”, „No, na pewno, jakby inaczej nabił taki lvl?”. Za długo się nie napatrzyłem, po kilku sekundach zniknął, ale coś mnie wtedy ruszyło… Niestety, znajomi namawiali do gry na Mainie, zapomniałem o 86 lvlu po kilku dniach.

Prawie półtora roku póżniej, kolejne postacie tworzyłem, wychodziłęm na Main i tak to mijało. Lubiłem przechodzić Rookgaard – nabijać ósmy poziom, to mnie zastanowiło, przypomniałem sobie o tym niezwykłym, 86. poziomie, wtedy już zbliżał się do setki. Postanowiłem znowu spróbować sił na Rookgaardzie, miałem zapomniany 13. poziom na Ocerze – Rhy’horn on Rook . I nagle olśnienie! Ta wysepka ma to coś! Mimo, że to był brazylijski świat wystarczyła minimalna znajomość angielskiego, by miło spędzić czas, porozmawiać o niczym – było fajnie. Wtedy też zarejestrowałem się na forum . Powoli chodziłem i zwiedzałem cały Rookgaard… Niestety, pod wpływem chwili postanowiłem skończyć z Tibią (nie potrafię powiedzieć który to już raz ;P). Wyrzuciłem całą kolekcję, wyszedłem na Maina, usunąłem Tibię, wszystkie screeny i to miał być koniec, na szczęście tak mi się tylko wydawało.

Minęły 3 dni i ściągnąłem kolejny raz tę grę, chyba już po raz czwarty i oczywiście kolejna postać, tym razem „kluczowa” – Thrral of Nebula. Nebula, bo oczywiście na rookstat.com była na ostatnim miejscu ^^.

Było to gdzieś przed końcem wakacji 2006 no i zaczęło się… Nie byłem nigdy wielkim maniakiem i 3-4 godziny na dzień jak dla mnie dużo, wystarczyło, żeby poznać wielu ludzi, tych uczciwych i nie, tych z którymi lubiłem rozmawiać i tych z którymi nie, ale chyba pamiętam wszystkich, którzy umieli poprawnie i bez błędów złożyć zdanie ;P. Ile tych nicków było… Ci, którzy najbardziej zapadli mi w pamięć, których nie zapomnę: Res Khmer, Norkulek, Minu Magee, Master Sekal(póżniej Sekal Rookguardian), Krystek Buu, Rold Crius, Leeon the rookstayer, Zanzen Elma, Smok Pijany, Mysza the Rookmaster, Mordios i reszta, jak kogoś nie wymieniłem… to ma pecha .


Pierwsza gildia - Lords of Brightness, który to był lvl? 22. o ile pamiętam.

Wtedy chyba tylko ja aktywnie grałem razem z Majokiem(nie wiem czy to można nazwać graniem, ale szczegóły…), całe szczęście, że dostał bana, mogłem jako pierwszy wbić ukochany 40. poziom.

I oczywiście pierwszy Sheng, co za przeżycie… Nigdy nie zostałem przeteleportowany do świątyni nie licząc updejtów, więc to był stres…

Expiłem dalej, powiększałem kolekcje, zacząłem ćwiczyć fist, distance fighting, fishing… W międzyczasie powstawały kolejne gildie, walka z boterami, sharerami(a raczej bluzganie na nich… <Lol>), 50. poziom, 60. niestety już mi zabrali, ale jakoś już się tym nie przejąłem, czekałem 4 miesiące, żeby go wbić. Cóż mogę dodać… Oto biografia przeciętnego rookstayera ;P.



Fpitolony w sprawe jest offline   Odpowiedz z Cytatem
stary 12-02-2009, 14:23   #6
Ju(L)eK
Użytkownik Forum
 
Ju(L)eK's Avatar
 
Data dołączenia: 27 12 2007
Lokacja: Warszawa

Posty: 89
Stan: Na Emeryturze
Imię: Tiger Won
Profesja: Rookstayer
Gildia: Rookies
Świat: Eternia
Poziom: 46
Skille: 22/28
Poziom mag.: \o
Ju(L)eK ma numer GG 3078403
Domyślny

Dnia 23 września 2006 roku, kolega zaproponował mi grę, Tibię. Kompletnie nie wiedząc o co chodzi w tych pixelach grałem przy kumplu który założył mi konto i postać o nicku Tiger Won. Nie wiedziałem jak sie chodzi po drabinie, jak sie wkłada rzeczy do backpacka, jak sie kupuje itemy u npc. Kompletnie nic nie rozumialem. Expiąc na ratach po tygodniu wbiłem 8 lvl. Postanowiłem zostać druidem. Wyszedłem na mainland gdzie mnie porządnie przywitali. Od razu po wyjsciu zostałem ubity przez pk team. Wbiłem 10 lvl i pomyślałem, że druidem nie umiem grać i postanowiłem wrócić na Rooka. Kolega zaproponował zrobić chary którymi nie wychodzimy na maina. Mój miał nickname "Marion from Notthingham". Wbiłem nim 9 lvl. Jednak oni zrezygnowali z Rooka. Obecnie ten char jest moim dp. Postanowiłem zrobić kariere Rookstayerem (przeszłym Druidem). Postanowiłem, że wbije nim 20 lvl na Rooku i wyjde na mainland. Wbiłem 14 lvl i zrobiłem przerwe na pół roku. Po tym czasie z kolegami wróciliśmy, do Tibii, do Eternii. Dokonałem tego wbiłem 20 lvl postanowiłem nie wychodzić na maina. Poznałem kumpli m.in. Ferdynanda Kiepskiego of Eternie, tajemnice i uroki Rooka. Postanowiłem zostać na tej wysepce. Postanowiłem sie doskonalić w sztuce trapowania. Dowiedziałem się o wielu rzeczach na Rooku. Jednak postanowiłem zrobić ogromną kolekcje. Po roku mi się to znudziło i postanowiłem sprzedać kolekcje (btw. Sell Chicken Feathers, Honeycombs, Wolf Paws, Bear Paws). Zaczęło się polowanie za kasą
Expiłem nie za szybko. Przez 2 lata wbiłem ledwo 41 lvl. Jednak dokonałem tego co chciałem i postać jest obecnie w stanie wypoczynku. Zlikwidowałem kilku botterów, wbiłem 40 lvl, zdobyłem 500 k kasy i moje czasy już mineły. Server został przepełniony przez noobów którym jak pomożesz to chcą więcej i nawet nie usłyszysz magicznego słowa "dziękuję", a tylko narzekają. No niestety, "Ludzie" - nigdy ich nikt nie zrozumie. Wiecznie im coś przeszkadza a jak dostaną to czego pragną to tylko narzekają.
Pozdrawiam i życze miłej gry, Tiger.
Ju(L)eK jest offline   Odpowiedz z Cytatem
stary 15-02-2009, 01:43   #7
Yallah
Tibia.pl support
 
Yallah's Avatar
 
Data dołączenia: 18 03 2006
Lokacja: Ojcowski Dom
Wiek: 19

Posty: 225
Stan: Na Emeryturze
Yallah ma numer GG 3854396
Domyślny

Pierwszą postać założyłem chyba w 2004 roku na Danubii, nick mimo tego, że był z suggestów to pamiętam do dziś - Syra Sterros :-) Póżniej były jakieś postacie szmatki do 20lvlu. W końcu stworzyłem Yallaha.

W przeciwieństwie do innych od początku wiedziałem, że chcę zostać na Rookgaardzie. Czas mijał lajtowo, trochę poexpiłem, trochę poskillowałem, ale większość mojego czasu spędzałem na rozmowach i poznawaniu ludzi. To właśnie oni trzymali mnie przy grze. Do dziś pamiętam pierwsze spotkanie z Phoenix Sethem, posiadaczem dla mnie wtedy, niewyobrażalnego lvlu na Rooku - 14 To z Danubii posiadam najmilsze wspomnienia z mojej gry. To tu poznałem wspaniałych ludzi jak - Lilth, Rooknumia, Warrior Geysha, Siliena Allar, Gold Raven czy Luke. Wiedziałem, że zawsze mogę na nich liczyć, nie tylko w sprawach Tibii, ale choćby zwykłej rozmowy. Byli to moi "motywatorzy" :-)



W czasie gry na Danubii postanowiłem zacząć odwiedzać inne światy. Wpadałem to tu, to tam poznając różnych krejzoli jak: Sirblaze, Scobel, Aqua pal, Rysio Rzeźniczak, Res Khmer i wiele innych, z którymi naprawdę lubiłem spędzać czas.



Pewnego dnia niestety przy wspólnej zabawie z Resem na goblinach obudziłem się w świątyni :-) Straciłem co nie co z doświadczenia, spadł mój wymaniaczony fishing (85 skill, w tamtym okresie 1 miejsce na Rookgaardzie z wszystkich światów - a co pochwalę się heh) oraz kilka również nie małych skilli. Postanowiłem odpocząć trochę od Yallaha, a że wchodziły akurat nowe światy to założyłem postać na Neranie. Tak narodził się Yst :-)



Postać którą osiągnąłem znacznie więcej, jednak mało kto ją zna :-) Na Neranie grało się naprawdę bardzo przyjemnie. Tworząc świeżą postać mogłem na nowo poczuć jak to jest zaczynać od zera. Co prawda brakowało mi starych znajomych, ale z drugiej strony można było poznać nowych. Yst rósł w siłę, prowadzona przez niego gildia (Shtams) również, ogólnie było zajebiście.



Jednak wciąż nie mogłem zapomnieć o swojej starej postaci. Czasami wracając do znajomych na Danubię podexpiłem coś, połowiłem rybki i w końcu postanowiłem, że odrobię straty po śmierci. Zabrałem się od lvla.



Później przyszedł czas na fishing.



W między czasie rozdawałem znajomym moją kolekcje. Trochę tego było jak na tamte czasy, więc na pewno uszczęśliwiłem kilku kolegów :-)
Czas mi mijał bardzo miło do czasu hacka :-) Wadliwe UOSU wyniosło mi wszystkie postacie na Maina. Trochę żal mi było tego wszystkiego, ale cóż - życie :-)

Po hacku praktycznie zaprzestałem grać w Tibię, jeśli nie liczyć kilku postaci pożyczanych od kolegów, ale grą tego nazwać za bardzo nie można :-)

Jeszcze oczywiście walnę refleksje na temat dzisiejszej Tibii. Jest do dupy. Zero klimatu, jedno wielkie gówno, milion no liferów :-)

Pozdrowienia i całusy dla wszystkich kolegów, koleżanek i s-menów :-)

Y'all
__________________
15:43 Sirblaze on Isara [1]: nie padne
15:44 You see a dead human (Vol:10). You recognize Sirblaze on Isara. He was killed by a rat.

Y'all

Ostatnio edytowany przez Yallah - 15-02-2009 o 01:54.
Yallah jest offline   Odpowiedz z Cytatem
stary 25-02-2009, 00:10   #8
Morderff
Użytkownik Forum
 
Morderff's Avatar
 
Data dołączenia: 03 11 2006
Lokacja: Myślenice

Posty: 430
Stan: Niegrający
Imię: Morderff
Profesja: Sorcerer
Świat: Harmonia
Poziom: 69
Domyślny

2003-2004 jakoś wtedy usłyszałem o Tibii. Kolega grał w to na laptopie i nie mogłem oderwać oczu byłem tak zaciekawiony tym światem. Początkowo titania, tam spotkałem jakiegoś 36 lvl bodajże Reeborn i wtedy już mnie rook zaciekawił. Początkowo postacie na maine i granie w kafejkach internetowych. Potem mama pozwalała mi w pracy grać co tydzien w piątki po 3h no i w ferie zimowe też. Kubinho Rook powstał w 2005 i nie był przeznaczony do wbicia jak największego lvl. Moim celem był skormny 20 lvl i poznanie rooka. Po paru tygodniach gry troche byłem znudzony ale niektóre osoby trzymały mnie na rooku. To była naprawdę ciekawa przyjaźń... Ale wkońcu najważniejsze dla mnie osoby odwróciły się ode mnie. No i przestałem grać na rooku. Po kilku miesiącach znów wróciłem, zaciekawiły mnie różne mity typu Brass Armor Lesia Obwiesia itp. Kiedy pojawił się Spike Sword na rooku (Slythia) znów nabrałem zapału. Troche skillowałem głównie pomagałem newbie, bo na tym opierała się cała moja gra na. Starałem się organizować różne eventy albo małe akcje typu np. Prezenty na święta, co nie było moim pomysłem... Dużo przez pomoc poznałem osób ale niestety przyjaźniły się ze mną tylko dlatego, że tu miałem 20+ a na mainie 50+ co dla jakiegoś newbie było imponujące. Moja postać nie była wspaniała, ba była poprostu kiepska żadnej kolekcji mało kasy i w ogóle... Wszystko co miałem oddawałem znajomym którzy zbierali dane itemy. Ogólnie próbowałem grać samotnika na tej wyspie, lecz jakoś nie potrafiłem i poznałem potem wielu wspaniałych ludzi.
Teraz Kubinho posiada 27 lvl wiem tylko... ale chyba każdy normalny człowiek wie, że nie lvl sie liczy, chociaż większość tych Rookstayerów z górnej pułki na to właśnie patrzyło... Potem byłem zdziwiony, że taki 50 lvl ze mną rozmawia. Na koniec powiem, że nie żałuje, że straciłem tyle czasu na tą gre i na wbijanie 27 lvl na Rookgaardzie. Zawsze dążyłem do tego, żebym był szanowany w świecie Rookgaardu, ale tego nie osiągnałem...

Pozdrawiam
__________________


Mój film
http://www.youtube.com/watch?v=HNKcb85_Tu0



Ojczyznę kochać trzeba i szanować
Nie deptać flagi i nie pluć na godło
Należy też w coś wierzyć i ufać
Ojczyznę kochać i nie pluć na godło

Ostatnio edytowany przez Morderff - 25-02-2009 o 00:12.
Morderff jest offline   Odpowiedz z Cytatem
stary 16-03-2009, 21:42   #9
Shantirell
Użytkownik Forum
 
Shantirell's Avatar
 
Data dołączenia: 27 12 2007
Wpisy bloga: 2

Posty: 43
Świat: Harmonia
Domyślny


Szczerze mówiąc nie zabardzo na początku kwapiłem się do napisania własnej biografii. Głównie dla tego, że moja kariera Rookstayera jak i ogólnie gracza rozpoczeła się dopiero niedawno, a wszystkie dotychczas umieszczone w tym temacie prace są graczy z wieloletnim stażem. Po prostu byłbym w pewnym sensie zawstydzony. Co jednak skusiło mnie do napisania tego tekstu? Odpowiedź jest bardzo prosta, a znajduje się w poprzedzającym mój poście i słowach w nim zawartych: "napisałem to dla ludzi, którzy mnie znają". Postanowiłem więc się "zrewanżować", czego efektem jest to co właśnie czytacie. Zapraszam więc do lektury. :)


Rok 2006, może 2005, szósta klasa podstawówki. Oczywiście brak jakiegokolwiek internetu. O Tibii dowiedziałem się zapewne na przerwie między lekcjami. Podczas gdy "pierwszaki" ganiały się po całej szkole, my, elita, udawaliśmy poważnych. Oczywiście rozmawiając o grach czy innych tego typu tematach. Rozmowa skierowała się właśnie na ostatni tytuł, w którego graliśmy. I wtedy pierwszy raz usłyszałem o Tibii. Jak wiadomo, lepiej wszystko zobaczyć samemu, tak więc, po bliżej nieokreślonym czasie wysłuchiwania wciąż tego samego, jaki ten piszczel jest fajny, postanowiliśmy sami się o tym przekonać. Ze sporą już wiedzą, np. o Orshabaalu czy behemotach, poszedliśmy do kolegi. I cóż zastaliśmy? "Piękną" grafikę 2d i pare wesołkowatych pixeli łażących po ekranie. Wpierw co się okazało to niezbyt przyjemna sytuacja zrookowania postaci naszego znajomego. Oczywiście wszyscy odrazu stwierdzili, że ta gra jest do *** i nie zamierzają dalej jej oglądać, o graniu nie wspominając. Gra miała jeszcze wtedy klimat. Niestety, nie za bardzo mnie wtedy pociągała. Innymi słowy, słuch o niej zaginął.

Rok później (2007), już w gimnazjum, wreszcie stałem się dumnym posiadaczem osiedlowego internetu z prędkością 756 kB/s, który oczywiście nie chciał działać przez okropnie długi okres: całych dwóch dni. O Tibii wtedy już zupełnie nie pamiętałem. Aż, nie wiem w jakich okolicznościach, dostałem "olśnienia" i przypomniało mi się o pixelkowatej grze. A, że, nie miałem wówczas ochoty na nic innego postanowiłem zagrać. Pierwszym światem była chyba Amera i postać maga, który po paru dedach mi się znudził i założyłem nową postać. Wykonując carlin sword quest natknąłem się (a raczej natkneliśmy się, bowiem samotna wyprawa do minotaur hell na takim poziomie była jeszcze wtedy po prostu głupotą) na gracza z niewiarygodnie wysokim poziomem - ok. 30. Bardzo się nim zaciekawiłem. I nie pamiętaj już jak, sam zacząłem grać Rookgaardzie...

Pare poziomów zdobytych na Amerze i w końcu przeniosłem się na Harmonie. Oczywiście, nie pamiętam czemu. ^^

To były jeszcze moje "noobowe" czasy. Trapy, blokowanie respa etc. Na tych bezsensownych zabawach minął spory czas. Poznałem pare innych Rookstayerów, z którymi robiłem dokładnie to samo, aż w końcu stworzyliśmy gildię, która nosiła nieszczęsną nazwę Harmonia... Rookslayers. Ale my, jako panowie Rookgaardu, nie przejmowaliśmy się tym, toż to przecież jest również poprawna nazwa! :)
Z drugiej jednak strony, myślę, że w gruncie rzeczy była ona rzeczywiście słuszna. Znakomicie, bowiem, obrazowała kim wówczas byliśmy... swego rodzaju zabójcami klimatu Rookgaardzkiego.

Powiem szczerze, że całkiem miło spominam te czasy, które, choć pełne fragów itp. "świństw", wciąż jednak były okresem magicznym, okresem, w którym każdego dnia odkrywało się coś nowego. Tak, to jest właśnie najlepszy moment w każdej grze... początek, a w tym wypadku wyspa nowicjuszy, choć nie tak rozległa jak kontynent, wielka wszakże duchem.
Nie była to jednak tylko sielanka. Nie obyło się więc bez paru wrogów. A nie byli to byle jacy "wrogowie". Na samym, bowiem, początku naszej "czarnej księgi" znajdował się nie kto inny jak sam Lesiu Obwiesiu. Trafił tam głównie dla tego, że posądzaliśmy go za to, że botuje. Kojarzy mi się z tą kwestią przezabawna sytuacja, gdy część mojej gildii reportowała Lesia, rzekomo bocącego na wasp tower. Po nie znanym mi czasie zalogował się GM. Oczywiście nic się nie stało, bo Lesiu czuwał i udało mu się nawet pstryknąć fajną fotę. :P
Ach, cóż za piękne wspomnienie. Szkoda tylko, że nie mam już tych starych zdjęć i z każdym dniem wszystko zapominam...
Nagle, nie wiedzieć czemu, gildia się rozpadła. Wszyscy, jakby w zmowie, przestali grać. Najpierw liderka, potem stary przyjaciel i jedna z pierwszych osób jaką poznałem w grze. Zanim się obejrzałem nie grali już wszyscy. W między czasie Tibia powoli zaczynała mi się nudzić. Wpadłem, wreszcie, na szalony pomysł zdedania się o "parę" poziomów, który zakończył sie również odejściem od gry. :P


Powrót i pierwsze z czym się spotykam to zaproszenie do gildii... Lesia Obwiesia. Trochę zmądrzałem i "odnoobiałem", tak więc rozpoczeła się moja nowa era.


Powoli, lecz konsekwentnie odrabiałem stracone poziomy. Spostrzegłem wówczas, na skraju przepaści, na szczycie niewysokiej skały, z której wypatruje wrogów samotny minotaur, odległy ląd, kontynent. Poczułem ochotę gry na Mainie. Jednakże, nie chciałem całkowicie "zrywać" z Rookgaardem, obrałem więc imię, które łączyłoby te dwa światy. Jako paladyn z nickiem Kendram, wyruszyłem na podbój, do tej pory obcej mi części gry.


Jak jest jednak dziś? Pierwsze co nasuwa się na myśl to żal. Choć właściwie nie mam prawa by to mówić, bo w końcu gram od niedawna, to jednak napiszę te słowa: to już nie jest to samo. Coraz mniejsza chęć do gry, coraz mniejsza satysfakcja. Ale czyż nie dzieje się tak ze wszystkim? Takie jest już prawo tego świata. Wszystko, prędzej czy pózniej musi się znudzić.

Mógłbym jeszcze długo o tym wszystkim pisać, chciałbym jednak skończyć już Was dręczyć i ogłosić, że absolutnie wiem, że moja autobiografia jest pełna wszelakich błędów i wyszło masło maślane, ale... "piszę to dla ludzi, którzy mnie znają" i jeśli mój post zostanie skasowany nie przejmę się tym.

Na zakończenie pragnąłbym pozdrowić wszystkich, których spotkałem w ciągu całej mojej gry i wszystkich tych, których nie dane mi było poznać, innymi słowy, Was czytelników. Życzę Wam by udało Wam się odnaleźć swoje miejsce na tym świecie, oby powodziło Wam się w życiu, nauce i prywatnie, oby ta beznadziejna gra nie pochłoneła Wam całego, wbrew pozorom, krótkiego życia...


Lepiej być panem Rookgaardu, niż noobem na Mainie.
Lord Janex
__________________
"Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."
S. Lem

Ostatnio edytowany przez Shantirell - 21-03-2009 o 22:03.
Shantirell jest offline   Odpowiedz z Cytatem
stary 02-10-2009, 21:55   #10
Res Khmer
Undead
 
Res Khmer's Avatar
 
Data dołączenia: 01 06 2006
Lokacja: Gdańsk
Wiek: 32

Posty: 181
Imię: Unn Recca
Profesja: Rookstayer
Świat: Elysia
Poziom: 41
Domyślny

Jak widać temat został przyklejony. Nie od dziś wiadomo, że nie jest to temat w którym to po raz kolejny wałkuje się to i owo o mino magu, ghoulu, pokoju nad Tomem, teleportach i innych farmazonach, które zapewne i tak nie mają żadnego rozwiązania. No ale nadzieje trzeba mieć.

Tak więc zapraszam zasłużonych, a także mniej znanych rookstayerów by zasiedli przy klawiaturze i poświęcając kilka minut napisali długą, bądź krótszą autobiografie okraszoną odrobiną grafiki.

Naprawdę warto.

Wszelkie komentarze zbędne!
Res Khmer jest offline   Odpowiedz z Cytatem
stary 23-10-2009, 23:54   #11
CycuRookslayer
Użytkownik Forum
 
Data dołączenia: 08 01 2008

Posty: 130
Stan: Aktywny Gracz
Profesja: Rookstayer
Świat: Nebula
Poziom: 30
Skille: 20/25
CycuRookslayer ma numer GG 589824
Domyślny

Witam

Może nie jestem znanym forumowiczem, nie mam wysokiego lvlu i nie osiągnąłem nic szczególnego w Tibijskim świecie, jednak chętnie opowiem wam swoją historie ;].

Moja przygoda zaczęła się w roku 2007, o tej grze powiedział mi kumpel, z opowiadań wyobrażałem sobie ją inaczej a gdy ją zobaczyłem to pierwsze moje opinie to (pewnie jak większości) słaba grafika itp itd, z czasem przekonałem się jednak do gry aż wciągało mnie coraz bardziej i bardziej. Rookstayera stworzyłem czytając wywiady z Sunrisem i oglądając filmiki na youtube
Jak każdy chciałem być highlvlem i mieć osiągnięcią lecz jeszcze bardziej zajarałem się fabułą, razem z namówionym znajomym dogłębnie zwiedzaliśmy rooka, pierwsze wbicie na mh , zobaczenie mm czy ssa

, i standardowa chęć bycia odkrywcą największych tajemnic . Z czasem jednak chęć przepadła, znajomi odeszli i zostało żmudne expienie. 25 lvl , nie miłe wydarzenie - jako że zawsze starałem się być uczciwy , itemki na depochary przerzucane były metodą wylog-wlog - 1:52 (matka goni do spania bo szkoła jutro ) , tuż przed którymś tam update przywracałem postać do gry a że trzymałem all na głównym charze w razie kasacji noobów to musiałem przesypać wszystko bo char był zapchany, tak wiec wylog-wlog lecz ku zdziwieniu nie stoje przy hmm ławie lecz kratke za nią , tak jest , itemki ( moze nie jakieś ostre rary ale zawsze coś ) trafiły w posiadanie innej osoby ..
Lekka przerwa, potem powrót i exp,exp,exp .
Wiem to nic fascynującego ale w mojej krótkiej karierze był to najpiękniejszy okres tibijskiego życia, obecnie wracając do rooka nową postacią jedyny wyciągnięty wniosek to że nigdy nie będzie już tak jak było .
Pozdrowienia i podziękowania dla graczy Nebuli za czas spędzony z nimi oraz dla wszystkich forumowiczów
Peace & Love .
__________________
.............| Tibia ,Rap & Parkour|...........
.............|____________________|...........

... Przez Uczciwość ... Kolekcja z rooka poszła sie je...ć :/
CycuRookslayer jest offline   Odpowiedz z Cytatem
stary 16-12-2010, 14:35   #12
Keffcio
Użytkownik forum
 
Data dołączenia: 08 12 2010
Lokacja: Tomaszów Mazowiecki
Wiek: 26

Posty: 3
Stan: Aktywny Gracz
Imię: Kevanek
Profesja: Rookstayer
Gildia: Requiem Mass
Świat: Galana
Poziom: 57
Keffcio ma numer GG 12226863
Domyślny

Początki mojej przygody zaczęły się dokładnie 27 Września 2007, o 12:57:59, wtedy to stworzyłem konto. Po kilkunastu minutach zalogowałem już na Kevan Hylots - Nie był to sugest name Sąsiad miał na Galanie postać o nicku Kevan Hylot ja po prostu dodałem s na końcu. Pamiętam wtedy był podwojony exp, i bardzo fajnie mi się expiło na poison cave. Gdy wbiłem 8 lvl dostałem wiadomość że kolega padł i już nie gra, a więc postanowiłem expić dalej - miałem głupi pomysł że wyjdę na 20 poziomie=] A gdy wbiłem już najprawdopodobniej 14 poziom, spotkałem Wonszboa który miał chyba 9 poziom. Od tamtej pory ciągle się z nim 'bujałem' po Rookgaardzie.





Nadszedł czas gdy na Mino Hell poznałem kolejną osobę, był to Slyn Mondar.



Kolejnie były to osoby z tz. Ekipy z pod studzienki, które już nie expiły.
Trapy oczywiście szły równo na Galanie Nie było ich za dużo po naszych akcjach



Aż pewnego dnia miałem hacka, do tej pory nie wiem jak to się stało no nic, Kevan Hylots na mainie, więc co mam robić ? Koniec z Tibią. No i jak prawdziwy Tibijczyk wróciłem do tibii po ok. pół rocznej przerwie. oczywiście na Rookgaard - Galana i tak właśnie powstał Kevanek.



Oczywiście do 20 cisnąłem po woli. Od razu obrałem sobie cel - odrobić taki lvl jaki miałem na Kevanie Hylotsie a mianowicie 32 lvl Wbiłem taki lvl po paru miesiącach, kolejny cel ? lecim do 40 lvl'a.
Następnie myślałem nad 50 lvlem i tak grałem po woli lvle jakoś szły i tak właśnie podbijam do 60 lvl'a \o/



Aktualnie mam parę celi, ale główny to 100 poziom. Mam nadzieję że kiedyś wbiję ten przepiękny adv.

Pozdrawiam wszystkich czytelników, rookstayerów oraz przyjaciół z Galany.

Ostatnio edytowany przez Keffcio - 16-12-2010 o 14:46.
Keffcio jest offline   Odpowiedz z Cytatem
stary 16-12-2010, 16:50   #13
Nupkin
Użytkownik Forum
 
Nupkin's Avatar
 
Data dołączenia: 05 09 2010
Lokacja: Szczecin
Wiek: 28

Posty: 29
Stan: Na Emeryturze
Profesja: Elder Druid
Świat: Neptera
Domyślny

Na Rookgaardzie skonczylem swoja przygode po tym gdy dostalem bana.
Slusznie nie slusznie ale dostalem( screeny sa z innego forum gdyz te co mialem na kompuetrze poszly razem z formatem)

Siedzac w domu i narzekajac na kolejne update , pomyslalem ze w sumie moge sprobowac pobawic sie na Rookgaardzie . Moja pierwsza i zarazem ostatnia postac zostala zalozona 31 stycznia 2006 roku.
Wtedy oto pierwszy raz na Keltere zalogowal sie Ivar Ardo.

Na tym swiecie w czolowce byl tylko jeden Polak i w sumie jak to sie pozniej okazalo moj najlepszy kolega. Od razu postawilem sobie cel , trzeba zostac najlepszym Polakiem na serverze.

Expilem moze nie za szybko ale i uczciwie.


Lecz niestety tak jak sie domyslilem skonczylem grac .Znudzilo mi sie ciagle bieganie za wolfami , bugami wiec postac stala jakies 4 miesiace.
W koncu przyszedl Update i wprowadzili bosy na Rookgaardzie , wiec chcac nie chcac wrocilem znow. Dni mijaly i w koncu szczescie sie do mnie usmiechnelo.


Wtedy znow zachcialo mi sie grac. Levele szly szybko mozna powiedziec nawet bardzo szybko. Do dogonienia mojego rywala brakowalo mi tylko kilka lvli .


Wszystko bylo by elegancko gdyby nie to ze wszedl ElfBot.
Expy na Facc zaczely sie przeludniac .Przybyla masa "Rookstayerow"
Byl to czas na zakupienie Pacca. A co za tym szlo zrobienie addonow.( Bylem druga osoba na Rookgaardzie na Kelterze ktora miala Full Addony)
Duza zasluga w tym Uki Marka ktory pomagal mi jak tylko mogl.


Zdziwiony bylem tylko jednym ze Pacc Zone byl caly czas wolny. Zero ludzi przechodzacych na Pacc na maina i zero Rookstayerow.
Levely wpadaly wredy jak szalone z czego bylem bardzo zadowolony.



W koncu po okolo 2 latach z duzymi nawet bardzo duzymi przerwami udalo mi sie osiagnac swoj cel. Zostalem pierwszym Polakiem na serverze oraz 2 Rookstayerem .
Ostatni screen ktory sie zachowal :


Skonczylem grac gdy dobilem postacia 64 Lvl.
Nie expie juz na niej od okolo roku. Wiem tez ze nie wroce juz na Rookgaard ktory stal sie teraz pogonia za jak najwiekszym lvl .

Screeny z kolekcjami tez przepadly ( chary zostaly hakniete wiec nie ma mozliwosci bym je pokazal)

Zycze tez wszystkim Rookstayerom jak najlepszej zabawy.
Pozdrawiam.
Nupkin jest offline   Odpowiedz z Cytatem
stary 18-01-2012, 16:02   #14
Masterwizard
Użytkownik Forum
 
Masterwizard's Avatar
 
Data dołączenia: 17 01 2011
Lokacja: Rookgaard
Wiek: 37

Posty: 270
Stan: Na Emeryturze
Profesja: Rookstayer
Świat: Silvera
Poziom: 106
Skille: Dst25
Poziom mag.: ;]
Domyślny

Najtrudniejszy jest początek pisania historii i do tego o sobie samym. Ulegnę jednak namowom pewnego znajomka z tibia.pl, bo sam nigdy o tym nie myślałem. Poza tym mam zamiar skorzystać z chwili „natchnienia”, gdyż mam przeczucie, że właśnie teraz mogę pisać jednym tchem...
Trudno jednak zacząć...tym bardziej, że nadal człowiek stara się nadpisać karty własnego istnienia.


ZUPEŁNY POCZĄTEK....

Całość przygód z grami, datuję na bardzo wczesny okres, bo zaczęło się to gdzieś w 1991r. kiedy to po raz pierwszy dostałem w łapy grę telewizyjną. Interesowało mnie wtedy to, aby w grach można robić wszystko, co tylko dusza zapragnie. Później stałem się za sprawą rodzicieli właścicielem Amigi 500+, przy której spędziłem 10 lat. Tytuły jak „The Settlers”,”Dungeon Master”, „Flashback”, „Frontier”, „Morta Combat II”,”Prince of Persia”,”P.P.Hammer”, „Dune II” oraz wiele innych, których ze względu na ogrom nie jestem w stanie wymienić, a znakomicie znane są Amigowcom, spędzały mi sen z powiek. Dnie i noce przy Amidze, wachlowanie dyskietkami, tak wtedy to wtedy wyglądało. Były to dawne czasy, początki właściwie powstawania komputerów z lepszymi procesorami. W pewnym momencie na tym komputerze potrafiłem zrobić więcej niż wielu zapalonych pe-cet-owców. Wprowadzanie heksadecymalnych, binarnych i innych procesów w save-y gier, mające zmienić np. ilość posiadanych pieniędzy, a także „spolszczanie” gier były dla mnie codziennością. Dziś już niestety niewiele z tego pamiętam, a wszystko za sprawą tych „cudownych” unowocześnień, po których przestaje się myśleć, bo i po co:S
To niesamowite, lecz ten komputer do dziś jest podłączony w moim pokoju, działa jak nowy i.... dyskietki, które mają po 15 lat, a którym daje się dziś dwa miesiące życia – także. Wszystkie.... Niesamowitym, istnym powrotem do przeszłości jest otwarcie właśnie pudeł z dyskietkami, z których wypływa aromat jak ze starych bibliotek z książkami – dokładnie tak pachną, nie znajdę chyba lepszego porównania.
Wracam co jakiś czas do tamtego okresu odpalając gry, gdyż jak wiadomo sprzęt głównie zużywa się od braku jego używania. Kiedyś wszelaki sprzęt nie był nastawiony na jego zużycie. To nie te czasy. Czasy gorsze mamy teraz-niby to wszystko nowoczesne, ma służyć, oszczędzać, lecz tak naprawdę zużywa się szybko nie oszczędzając ani siebie, ani naszych kieszeni. Starocie natomiast działają do dziś, jakby czas dla nich stanął. Co do Amigi, to nawet teraz ją włączyłem, aby mieć psychiczne pokrycie tego, o czym piszę
Wspaniały to powrót do przeszłości. Wspaniały.


Odbiegłem jednak od historii Tibii, więc teraz nawiążę.

POCZĄTKI TIBIJSKIE....
Otóż w 2004r. , pod jego koniec, otrzymałem zupełnie inny komputer – z dostępem do internetu. Był to dla mnie kosmos, chociaż dla wielu osób już wtedy był przecież codziennością. Amiga poszła w odstawkę. Zaznałem „realizmu” internetu, szybko też zorientowałem się, że są tam prawdziwi ludzie schowani za ekranem ... Gry nabrały zupełnie innego wymiaru – to, że grając multi w „Worms” na Amidze przeżywamy z kuzynem burzę mózgową, gra multi w np. „Painkiller” na pentium’ie powodowała eksplozję rozkoszy. Coś niesamowitego. Żywi ludzie polują na innych żywych. To już nie komputer,CPU, ale ludzie...
Szukałem gry, która pozwala na o wiele więcej niż tylko bezmyślne zabijanie innych. W końcu znalazłem...a może to ona mnie znalazła.

Kilkakrotnie szukając w necie znajdowałem Tibię. Instalowałem – porażka. Nie działa. Cóż, delete i tak kilka razy. Trwało to być może z rok, a tak naprawdę nic o tej grze nie wiedziałem, jak grać, jak to wygląda.. Ot po prostu szukałem gry online i Tibię co jakiś czas ściągałem. Ostatecznie jakiś zbieg okoliczności sprawił, że odpaliłem tą grę i ustawiłem podstawowe rozwiązania grafiki, więc nie lagowało, skakało itd. Słowem-byłem zachęcony.

Grałem sobie, poznawałem coraz to nowe osoby na Silverze. Wybór tegoż serwera był zupełnie przypadkowy, przekonałem się później że istnieją polskie serwery jak np. Nerana. Tutaj natomiast sami Brazylijczycy, Hiszpanie...Polaków niewielu, lecz i tych znalazłem. Okazało się po jakimś czasie, że zupełnie mi to nie przeszkadza – ba, poznałem wiele fajnych osób, w tym obcokrajowców, którzy do dziś są moimi przyjaciółmi z gry. Wiele się od nich nauczyłem, nie tylko kilkunastu zwrotów w obcym języku, lecz również tego, z czego słynęli – trapowania (które później unowocześniłem o własne rozwiązania). Brazylijczycy stwierdzili nawet w pewnym momencie, że zmienili podejście do Polaków, bo jeszcze takiego jak ja nie spotkali.. Cóż - miło to było usłyszeć . Na samym początku nie miałem żadnych uprzedzeń do nich, później nasluchałem się sporo, a i widziałem co poczyniają. Ostatecznie uznałem jednak, że ludzie są ludźmi i bez względu na narodowość mogą trafić się skurobańcy, jak i porządni gracze. Tak jest też do dziś - oceniam dopiero, gdy poznam. Nie wcześniej...

Wtedy jednak uczyłem się podstaw. Zupełnych. Nie wiedziałem o co w tej grze chodzi, a chyba najbardziej nie wiedziałem jak postępować w grze z ludźmi – jak odnosić się do nich, czy pomagać, czy może oszukać... Nie wiedziałem. Ostatecznie po prostu postanowiłem być sobą i nie robić nic na siłę.
Jedyną rzeczą, która mnie zaczęła wkurzać była próba zyskania itemów,konta itd. kosztem uczciwych, czasami naiwnych graczy. Jako zupełnie początkujący gracz, dość naiwnie myślący o „uczciwości” niektórych osób będących w internecie również i ja dość szybko padłem w zastawiane pułapki. Przeciwstawiałem się temu jak wtedy, tak dziś. Jak tylko pamiętam zgłaszałem takie próby szefostwu, tudzież ostrzegałem innych graczy przed tego typu próbami – aby nie wchodzili w trapy na przykład, czy też trefne linki hakerskie, bądź zwyczajnie nie dali się nabrać innym. Poczułem, że powolutku acz skutecznie zaczynam się „wyrabiać” w tej grze.







Tak poznałem swoją pierwszą Gildię o nazwie „Masters of Rookgaard”. Gildia ta stawiała na grę równą, pozbawioną bociarstwa i wykorzystywania nawiności. Nie oznaczało to jednak, że nie umiała się jemu przeciwstawić, robiliśmy to nader często, ja szczególnie uczestniczyłem w niszczeniu „trapów”. Gildii przewodniczyła panna z Japonii o nicku Sakura Dance.


Był to rok 2007. W pewnym momencie wszystko się skończyło. Sakura miała inne zajęcia, premium już nie opłaciła, więc całą Gildię diabli wzięli. Dopiero później ją reaktywowałem, z tym że skąd wziąłem nazwę zorientowałem się później....


Gildia ta jednak moją wielką motywacją do gry – poza niszczeniem trapów,raportowaniem mieliśmy także własne zabawy, np.: KTO ZNAJDZIE 10 kości i przyniesie je jako pierwszy a środek rynku Rooka wygra 10 snowballs. To było coś Lecieliśmy jak na skrzydłach, by znaleźć te kostki, by nie tylko dostać te kulki, lecz by zdobyć uznanie u szefowej ;]

Gildia się rozpadła, zostały z niej jedynie moje niebieskie włosy, które noszę do dziś . Motywacja do dalszej gry była bliska załamania. Poznałem wiele osób, w tym także jako facet piękne kobiety, z którymi w tamtych czasach nawiązałem znajomość mailową. Ot taka niezobowiązująca gierczana zawiłość. Częstokroć próbowały namówić mnie na przejście na mainland, ostatecznie zaś przechodziły samotnie. Jedna sympatyczna nawet wytrwała do 30 lv, zanim nie przeszła (była taka możliwość). To niesamowite, ale nie będąc na mainie nigdy wcześniej postanowiłem, że nigdy tam nie pójdę. Tak bardzo podobał mi się Rook, że znając siebie – bałem się, że wciągnę się do końca. No i złamałem własną żelazną zasadę – gdzieś na 30lv. Poszedłem tam i stało się to, co sobie prognozowałem. Zapomniałem o Masterwizardzie na Rooku, skupiłem się na zawodniku na mainie. THX God zginąłem raz zabity przez lodowego potwora, gdzieś bardzo daleko od Thais. Już nie chciało mi się wracać po loot, zresztą – nawet nie wiedziałem gdzie leżę. To była chwila – decyzja 10 sekundowa. KASUJĘ postać (chyba) 35 lv. na mainie. Miałem dość. Nie wystarczy, że to dziadostwo mi się śni, gdy chcę odpocząć, to jeszcze ginę, tracę wszystko i co dalej? Adios. Dziś bywam jedynie na mainowym serwerze Nerany, non-pvp. Jestem tu,aby rozmawiać. Polaków co niemiara Nie przykładam zbyt wielkiej wagi do rezultatów/exp. itd. Mainland już mi się nie śni, w ogóle Tibia już nocami się nie pojawia, jak wtedy...

POWRÓT NA ROOKGAARD
Konto wykasowane, wracam na Rookgaard. I tu dopiero zaczyna się zabawa. Oczywiście nadal byłem młody, głupi i częściowo naiwny (teraz stary, reszta się okaże... ) – mam dostęp do netu, więc szukam jak by tu sobie umilić zabawę. Nie znając się na ustawieniach w Tibii i możliwości ustawienia „Set ambience light” ściągam Lighthacka – WOW!!! Światło! Firewall pokazuje mi, że cholerstwo chce połączyć się z netem – nie zezwalam, lecz światło jest! WOW. Nic się nie dzieje. Po jednej z aktualizacji Lighthack nie działa – ściągam nowego, tym razem on zastępuję klienta Tibii, wręcz wygląda tak samo – no a wiadomo...by grać MUSISZ połączyć się z netem. Światło jest, super....ale na drugi dzień budzę się z ręką w nocniku. NIE MA NIC, ani światła ani playera, kiszka stolcowa. Zero. Recovery Key, odzyskuję....Uffff......działa. Budzę się przy banku, goły, a mimo to wesoły. Zmiana haseł i jedno ZNACZĄCE POSTANOWIENIE – NIGDY, przenigdy w życiu żadnego BOTA, hacka, NIC...zero. Uczciwie, bo jeśli stracę to wyłącznie ja będę winny. A raczej moja głupota. Mogę wybaczyć paskudnikom, ze okradli mi konto, ale sobie nie wybaczę tego, że im w tym pomogłem. Tego trzymam się do dziś. Nienawidzę tego, że ktoś rozsyła linki podejrzane, podając się za GM (którego już nie ma), że próbuje grać na ludzkiej niewiedzy, naiwności.... Że bociarstwo łazi tu i tam, ja i inni siedzimy grając w pocie czoła, a oni mają wszystko free... W życiu nie użyłem bota na exp., więc z jakiej racji oni mają mieć nieuczciwie wszystko? Dlaczego chcą dostać passy do konta, wszystko inne i dlaczego mają to uzyskać od nas? Zgłaszam od razu, ostrzegam innych na kanałach, a mimo to rozwiązuję ten problem na swój sposób. Tak być nie może. Do dziś jestem ogromnie wyczulony na wszelkie próby wyłudzeń i grania na ludzkiej naiwności – raz się dałem zrobić i to nie haker był winny, tylko ja sam. To była moja niewiedza i naiwność, czyli ja, bo we mnie one.

A więc grałem dalej, do 65 lv. na faccu. Motywacja była jak byk, grałem wcześniej z Eduardo The Lord na Silverze...Szliśmy łeb w łeb do 55 lv, lecz później niestety orzekł, że 155k exp. do 56 lv. to zbyt wiele i rezygnuje. Zostałem sam, lecz mino to nie straciłem motywacji.
Ludzie, których spotykałem nie wierzyli, że mogłem poświęcić tyle czasu, do tego nie bocąc. Tak jednak było. W dniu, w którym okazało się, że wygrałem premium account na rok, straciłem na 2 dni kontakt z tibijską rzeczywistością.... CO?? JA?? Jak to możliwe? Nigdy nie kupowałem Pacca, a tu nagle taka niespodzianka. I istotnie. Długo nie trwało, jak pomyślałem o tym, by stworzyć Gildię. Nadałem jej nazwę i .......dopiero wtedy dotarło do mnie dlaczego ta nazwa brzmi „Masters of Rookgaard” To powrót do przeszłości, utworzyłem Gildię, w której byłem członkiem, a Gildia ta miała tą samą nazwę.

Przyjmuję do niej osoby, które grają uczciwie, bez bocenia i w dodatku są Rookstayerami, lecz nie tylko. Praca ta (przewodniczenie Gildii) jest wbrew pozorom trudna – ciągłe pilnowanie, czy oby jest wystarczająca ilość vice liderów, ewentualne próby przyjmowania nowych itd. itd. Neverending story. Ale mimo to gramy. Miałem możliwość, czy też okazję przyjąć do Gildii wielu znajomych br, z którymi grałem przez lata i których znam do dziś. Powiem tylko tyle – to dzieki nim i na ich cześć powstała ta Gildia. Dziękuję im za to.

DLACZEGO WCIĄŻ TU JESTEM...
Motywacja – o tak. Dlaczego jestem tu, pomimo tylu update’ów, które na Rook nie wniosły niczego dobrego dla Nas?

Po pierwsze sprawia mi jedna rzecz przyjemność : zwykłe słowo „thx”. To, że można komuś pomóc mając naprawdę wiele i że właśnie to posiadanie nie uderzyło do głowy, a dasz komuś coś od siebie, potrzebującemu i podziękuje za to – to najwyższa nagroda. Tego życzę wielu politykom, by palma nie uderzała do głowy tylko dlatego, że ma się wiele. Masz – to daj. Nie zbiedniejesz wielce, a komuś być może sprawisz uśmiech na twarzy. I niech ten uśmiech będzie zapłatą.

Po drugie – to oczywiście kolekcjonowanie różnego rodzaju itemów. Rzadkich, lecz i pospolitych, które zwyczajnie będą sprawiać miłe dla oka wrażenie. Niedawno doszedłem do wniosku, że jeżeli bym pewnego dnia (z przyczyn naturalnych) porzucił grę Masterwizardem, nie zmieszczę na nim całegoo lootu, który mam skomasowany na innych playerach ( inne konta). Zamiast więc 100 sztuk rzeczy typu mino horns, spider fangs, trol hairs czy orc leathers i innych sprzedam nadmiar i zostanę przy 50 Ciężkie to wszystko:S Bardzo...

Po trzecie – bez bocenia. Praca. Nie wiem czym to pachnie (bot), lecz wiem czym pachnie zdobycie kolejnego levelu. I nie, aby pokazać się innym, lecz co znaczy dla siebie. To wspaniałe doświadczenie, nie tylko to wirtualne. Gdy ma się poczucie, że włożyło się wiele pracy w daną czynność to efekt może być powalający. W tym miejscu należy wystrzegać się wielu prześmiewców, osób zawistnych, które twierdzą, że realnie nie możesz osiągnąć niczego, co wysokie. Blubry starego Marycha. Takie osoby często nie widzą Ciebie, lecz SIEBIE poprzez pryzmat własnych doświadczeń, oszukaństw itd. One nic nie są w stanie osiągnąć, lecz nie Ty, bo nikt nie zna Ciebie tak dobrze jak Ty właśnie. Na swojej drodze spotkałem wiele takich osób. Wbrew pozorom można spotkać nadętych bufonów z 2 lv. wyzywających wyższe levele od Noobów lub wręcz przeciwnie – przepiórkujących, byle tylko dostać coś za darmo. Ludzie jacy są – każdy z nas wie. Na złośliwe zaczepki nie reaguję już od dawna, myśląc sobie: „zdobądź koleś 15 lv uczciwie, to dopiero wtedy możemy pogadać...”. To że ktoś zaczepia to nie mój (nasz) problem – to problem zaczepiających


Po czwarte, a kto wie czy nie najważniejsze – motywacją może być wszystko, co tylko jest w stanie utrzymać przy grze na Rooku. Zgodnie z prawem legalne jest wszystko, co nie jest przez nie zabronione. Według Tibia Rules nielegalne na Rooku jest zabijanie innych graczy – ale czy np. zabijanie bociarstwa jest nielegalne? Prawo niepisane, o tym można pomyśleć szerzej. Motywuje mnie do gry wiele czynników, a i one podlegają zmianom. Na początku był to 100lv, który później wszedł gdzieś głęboko w mózg tak, że nawet o tym zapomniałem. Spotykam wiele osób, dam jednemu czy dwóm macę, plate shielda, widzę uśmiech 2 levela - Bardzo to przyjemne dla mnie i niemniej dla niego. Motywacją jest także to, że wygrałem to płatne konto....teraz to nawet szkoda nie grać, bo przecież pacc się zmarnuje W sumie walczę samotnie – biegam tu i tam, a korzystając z bonus exp’a walczę na trollach (pacc area), zaś później wracam na stare, dobre mino hell – tu jest ciągła akcja, mimo że doświadczenie już tak szybko nie biegnie.
Motywuje mnie więc wszystko. Gdy kończy się jedna motywacja, za chwilkę szukam nowej. Spoglądając teraz na moje doświadczenie i fakt, że lv. 100 będzie wyjątkowo trudny do osiągnięcia lekko się zasmuciłem – lecz już po chwili spojrzałem na pasek skilla Dystansu....o tak, jest nowa motywacja – taka, by osiągnąć 25 lv w tymże skillu, a 100 lv doświadczenia możw przyjdzie z czasem. A więc szukam motywacji, bo tak trzeba.


A TERAZ...
Osobiście gram dalej. Nowym doświadczeniem dla mnie była możliwość uczestniczenia w akcjach na Tibia Testserver. Nowe potwory na Rooku, wspólne akcje, nowe znajomości. Mało tego, po wspólnych wypadach kilka osób postanowiło utworzyć konto na moim serwerze, aby tylko móc porozmawiać co jakiś czas. Docenili, jak przyznali moją waleczność oraz to, że się nie oszczędzałem, byleby tylko zwycięzyć z nowymi potworami. Cóż – nikt z nas się nie oszczędzał i to nie mi, lecz właśnie tym ludziom należą się gromkie brawa Mogłem też napomknąć głównodowodzącym o problemie bociarstwa Rookowego oraz o innych rzeczach. Pytanie co będzie dalej.....gdy już skończy się premium. 290k exp. wbić na faccu nie jest łatwe, chociaż przypominam sobie czasy, gdy znajomy zrezygnował przy 155k. exp., a ja parłem dalej robiąc wielokrotność tej sumy i to na bezpłatnym koncie. Najmłodszy też już nie jestem, więc kto wie, co/kto wyprowadzi mnie z tej tibijskiej równowagi.... I o ile z niej wyprowadzi.

Przez te kilka lat Rookgaard w oczach moich (i nie tylko) zmienił się bardzo – wiele osób zrezygnowało z gry, już niesamowitą rzadkością są zabawy w depo w fast hands – zresztą...już ich nie ma w ogóle. Mimo to cieszy moje oko, gdy widzę online aktywne osoby z mojej Gildii, które posiadają wysoki level i wracają tu mimo wszystko. Pamiętam dzień: 12.11.2011, gdy jeden znajomy z Gildii, niejaki Samson powiedział mi „Man, You’re my motivation to play here!”. Jakże mnie to ucieszyło – bo takie słowa stały się automatycznie moją motywacją.... Bardzo to miłe – i chociażby dlatego wiem, że nie warto się zmieniać, a już na pewno nie na gorsze.
Czy jestem kryształowy? Oczywiście, że nie Jestem człowiekiem, a jak każdy człowiek mam swoje lepsze i gorsze dni. Ponieważ to gra, gram, lecz gram tak, jakbym robił to w realnym życiu. Kieruję się dokładnie tymi samymi intencjami, jakimi kierowałbym się w życiu realnym. Mogę czynić dobro wobec ludzi dobrych, lecz równie skutecznie mogę czynić zło, wobec osób złych. Nie jestem ewangelijnym wyznawcą, który rzec mógłby: „Jak ciebie kamieniem rzucają, ty chlebem rzuć..” Nie toleruję chamstwa i oszukaństwa, z tym na pewno będę walczył w miarę możliwości.




Pomimo wszystko całość spycham w kanon gry, bo to gra tak naprawdę. Jednakże jest to gra z ludźmi, a ludzie posiadają uczucia. To już nie Amiga.... Postępuję tu, jak z ludźmi.




PODSUMOWANIE
Jedno jest też pewne...niczego nie żałuję. Ani lat spędzonych przed Tibią na Rookgaardzie, ani wyrzeczeń, którymi musiałem się obdarowywać wraz z każdą kolejną aktualizacją. Nadal cieszy mnie to, że mam tu znajomych, że dzięki tej grze poznałem nowych, także na tym forum – którym chciałbym podziękować, że miałem możliwość ich poznania.... A tym, którzy pozostają na Rooku i którzy nadal chcą tu być, pomimo wszystko – życzę wytrwałości i świadomości, że to co czynicie nie jest stracone;]
Poza tym swojej motywacji chciałbym udzielić Panu o nicku Rusofy on Rook – Tefloniqu, jesteś jedną z bardziej wartościowych i ciekawych osób, jakie dane było mi poznać Walcz dzielnie jak do tej pory, a nawet bez tego Twoje imię na pewno nie będzie zapomniane Przeze mnie na pewno... Daker, walcz dzielnie i życzę Ci jak najwyższego LV, aby gra wciąż sprawiała Ci przyjemność...;] Pozdrawiam również osoby, których nie wymieniłem, a dla których Rookgaard nadal jest kolebką marzeń i spełnienia.

Co tu dużo mówić, tak się rozpisałem i to jednym ciągiem. Na sam koniec napiszę jedno słowo – pasja. Bo tylko tak można wyrazić to, co czuję. Teraz już nawet słów nie potrzeba....



*niektóre zdjęcia zostały edytowane, by zakryć istniejące skille.







Kindest Regards
Masterwizard
__________________


Czyń swoją Wolę, niechaj będzie całym Prawem...
Miłość jest Prawem, Miłość podług Woli...

17 czerwca 2011r. logując się do gry dowiedziałem się, że konkurs na tibia.com... inaczej: Premium Account Your premium time expires at Jun 11 2012, 22:19:39 CEST. Mater Dei!!!!!! Oo

21:56 Waleczna Rigia [2]: ty jestes synem garbatego pajaka

Ostatnio edytowany przez Masterwizard - 18-01-2012 o 20:42. Powód: Dodano zdjęcie
Masterwizard jest offline   Odpowiedz z Cytatem
Odpowiedz


Użytkowników czytających ten temat: 1 (zarejestrowanych: 0, gości: 1)
 
Opcje tematu

Zasady postowania
Nie możesz dodawać tematów
Nie możesz odpowiadać
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Kod jest Włączone
UśmieszkiWłączone
[IMG]Włączone
Kody HTML są Wyłączone
Przejdź do forum


Wszystkie czasy podano w strefie GMT +2. Teraz jest 17:52.


Powered by vBulletin 3