Zobacz pojedynczy post
stary 19-10-2006, 21:35   #27
Taeguki
Użytkownik forum
 
Data dołączenia: 02 04 2006

Posty: 14
Domyślny

Rozdział 1: Rozmyślanie...
Siedząc tak sobie pod moim starym ulubionym drzewkiem, zacząłem rozmyślać o przeszłości... Oczy zaszkliły mi się na myśl o moich wesołych chwilach spędzonych z moimi rodzicami, którzy już odeszli... chociaż, być może jeszcze żyją, nie wiem... Podczas wojny nas rozdzielono, Ojca wzięli do armii broniącej przejścia na drugi kontynent ("Mainland"), a matkę wzięli, aby pomagała leczyć rannych... Mnie zaś samego wrzucono do jakiejś piwnicy, gdzie miałem trochę zapasów jedzenia, ale jednak nie na tyle, aby zaspokoić głód przez całą wojnę.
- Cholerna wojna - powiedziałem sam do siebie... Gdyby nie ten cały MinoMag, który otworzył wrota demonom i innym przeklętym stworzeniom, być może teraz właśnie bym jadł wspólny obiad z rodziną... Po moim ojcu słuch zaginął, czyżby umarł ? Staram się o tym nie myśleć, nie wykluczam też możliwości ucieczki, odejścia na drugi kontynent oraz najgorszego... przejścia na stronę wroga. O matce słyszałem jakieś wieści, ale nie na tyle wystarczające aby określić co się z nią mogło stać... została przeniesiona na drugi kontynent, aby tam pomagać żołnierzom walczącym w obronie naszej ziemii...
- Przeklęty MinoMag - wyszeptałem, a w moich oczach pojawiły się łzy, łzy goryczy na myśl, że już nigdy nie zobaczę ani matki, ani ojca... Próbowałem podejmować się jakichkolwiek poszukiwań, ale to wszystko na nic... wypłynąłem nawet na drugi kontynent, ale jest on jednak zbyt wielki, żeby odnaleźć tam jedną zaginioną osobę... Wróciłem na Rookgaard, i tu strzegę porządku, stojąc na mostku łączącym Główne miasto Rookgaardu, z otwartymi polami...
Rozdział 2: Ludzie i przyjaciele...
Kiedyś spotkałem tajemniczego mnicha, który oznajmił mi, że przybył z bardzo odległego, nieznanego ludziom z tąd kontynentu (Shattred Island). Powiedział, że został tu przysłany, aby odbudować świątynie, i pomagać wszystkim ludziom... pokazał zaświadczenie, na którym podpisał się sam CESARZ! Oczywiście otrzymał moją zgodę, i już parę miesięcy później stała tu wielka i piękna świątynia. Bycie strażnikiem Rookgaardu bywa smutne... często gdy poznam nowych przyjaciół, to oni i tak za parę miesięcy odchodzą, aby zasmakować życia na odległym kontynencie...
- Ach, też bym tak chiał - westchnąłem
Rozdział 3: Głośna cisza...
Z mojego pogłębienia w marzeniach wyrwał mnie jakiś dźwięk zza krzaków. Szybko sięgnęłem za plecy, wydobyłem swój miecz, i mocniej ścisnąłem rękojeść zamierając na chwilę i czekając jak się sprawa potoczy. Nagle usłyszałem dźwięk za sobą...
- Jest ich tu więcej niż jeden - pomyślałem...
W pewnym momencie poczułem mocne uderzenie, jakby kamieniem w głowę... co się dalej działo ? Nie pamiętam, zemdlałem...

Rozdział 4: W obozie...

.. obudziłem się... rozglądając się dookoła, zauważyłem obok siebie, stos nieżywych orków, dalej w oddali korytarza zobaczyłem grupę ludzi.
Podnosząc się, krzyknąłem w ich stronę:
- Co tu się dzieje? - jednym tchem zawołałem...
Nie uzyskałem odpowiedzi...
Postanowiłem ponowić pytanie...
- Co się tu stało? - Krzyknąłem jeszcze głośniej...
Nie uzyskałem odpowiedzi, lecz z ich szeptów można było usłyszeć, stary dialekt orków... Słowa mniej więcej brzmiały tak:
- Hahi, hako, butkar birak...
- Grraa! Kirri, baakku!
A ze słów mniej więcej zrozumiałem:
- Nie mówić my o nim królowi
- Idioto! Jakby dowiedział czeka kara
Widocznie byli tak zajęci rozmową, że nie słyszeli moich wołań... porozglądałem się do okoła, i zobaczyłem swój ekwipunek pod ścianą... powoli i po cichu podszedłem go zebrać, a gdy już byłem gotów postanowiłem, podsłuchać jeszcze coś z rozmowy orków...
- Tarara, errta hoo!
- Gaawe, baku!
Co w wolnym tłumaczeniu powinno znaczyć:
- Zjeść już teraz
- Bać się moja
Kropelki potu spłynęły mi po czole, słysząc tą rozmowę... Długo nie czekając postanowiłem zaatakować. Wziąłem szeroki zamach mieczem, i w tym samym momencie wykrzyknąłem:
- Arrrala turca Bu! (Gińcie poczwary)
Orkowie odwracając się twarzą do mnie, nie mieli czasu nawet sięgnąć po broń, w ciągu 5 sekund, 3 głowy oddzielone od szyii, leżały pod moimi stopami. Uczułem wtedy w sercu niesamowitą rozkosz, widząc krew nieprzyjaciela spływającą po ziemi... Przez chwilę wydawało mi się, że dostrzegłem kogoś znajomego w twarzy jednego z orków...

...+ R.I.P +... To be Continued...

No, to moje pierwsze opowiadanko I jak ?
Taeguki jest offline   Odpowiedz z Cytatem