Cytuj:
Oryginalnie napisane przez Progeusz
Nie wiem skąd wziąłeś to "a", bo nijak mi tam nie pasuje...
|
- Tak jak mi nie pasuje wersja bez "a".
Cytuj:
Pierce through - przebić przez - a więc jest dobrze...
|
- Tak, ale tutaj chodzi bardziej o przebijanie się przez jakiś materiał. O co mi chodzi? Ano: You can pierce through armour with a spear. Czyli włócznią możesz przebić się przez zbroję. W sensie: Przebić tą cholerną zbroję. Natomiast fight one's way through something znaczy przebi się przez coś w sensie pokonywania przeszkód. Jak tutaj, węży.
Cytuj:
Mogłem równie dobrze też napisać po prostu kill all Snakes, jak szukasz innych możliwości, jest wiele sposobów na "zabijanie"... xD
|
- Ale węży summonowanych przez szamana, czy także tych, które już były w jaskini? Nie sprecyzowałeś, co do kill all snakes.
Cytuj:
Może i jestem słaby z tych "a", ale naprawdę, ŻADNE mi nie pasuje...
|
- Może i masz rację - jesteś słaby z tych a, ale naprawdę, WSZYSTKIE są dobrze.
Cytuj:
Kill off - załatwiać. Jakieś wątpliwości?
|
- Tak. Bo można było znaleźć masę lepszych wyrażeń na to. Jak już było wspomniane, finish him off albo zwyczajne, prozaiczne kill. Jakby się uprzeć, możesz dać assasinate - w końcu z dość dużego dystansu, nieprawdaż? Fakt, że nie z zaskoczenia, no ale co ma taki szaman powiedzieć, jak nagle do dziury właduje mu się jakiś facet z kuszą i od razu w niego mierzy? Toż to trupem mógł paść na miejscu, zwłaszcza, jakby miał słabe nerwy!
Cytuj:
kolega z Anglii/USA mnie nie przekonuje, oni sami leją na swoją gramatykę...
|
- Amerykańce - leją. Brytyjczycy - mniej. Czasami po prostu jej nie znają, a zresztą, co do słabej gramatyki w tym kraju, to winni są po prostu emigranci. Nie znający języka, lecz mimo to wyjeżdżający za chlebem.
Cytuj:
A FCE? Cóż to jest? Po prostu znajomość wszystkich czasów, gramatycznych podstaw (no, trochę więcej), ale żadnych zawiłości językowych nie uświadczysz. Przecież nawet nie wpuszczą Cię na zagraniczną uczelnię... I dlatego nie chciałem wyrzucać w błoto 600 zł (ARGH! za co niby się płaci?!) I ubolewam nad tym, że nauczyciele w szkołach skupiają się na gramatyce, zamiast na słownictwie...
No i muszę stwierdzić, że Tibia wypacza zdolności językowe xD Na własnym przykładzie, ehh...
|
Ze zdaniem na temat FCE się absolutnie nie zgodzę. Nie dość, że musisz znać i umieć się posługiwać wszystkimi czasami, to musisz na tyle dobrze znać słownictwo, żeby sobie jakoś poradzić. Ponadto gramatyka jest bardzo ważna. Przecież nie wpuszczą chyba do kraju kogoś, kto będzie mówił w stylu "Me be good english speak". Dalej. Żadnych zawiłości językowych? Ech... Żeby cię przetestować dokładnie, dostaniesz partnera. Macie jakieś tam określone rzeczy i zadania. Na przykład, ty dostajesz kartkę z czymś tam i masz to coś opisać partnerowi. A on odwrotnie. Jeśli on sobie nie radzi, ty musisz go z bagna wyciągnąć - nie może być tak, że ty mówisz przez 95% przeznaczonego czasu, a on ledwie 5. Żaden nie zda. I ty musisz tak sobie z nim poradzić, aby go jakoś wyciągnąć. Pytać się go. Pytać o opinię. I tutaj wychodzą te zawiłości językowe. A w dodatku, jeśli rozmawiasz z kimś naprawdę niezłym językowo, to sam musisz baczyć, czy nie zaskoczy cię czymś. Jeśli na przykład zapyta "How do you find yourself", a oczywiście miał na myśłi coś na obrazku i twoje zdanie o tym, ty nie odpowiesz mu chyba "i'm here"? Jakbyś nie wiedział o tym, mógłbyś tak odpowiedzieć. Tutaj wychodzą te całę zawiłości językowe. Wiem o tym stąd, że mam na dod. angielskim lektora, który orientuje się bardzo dobrze w tematyce FCE. A co do twego poziomu szkolnego, to się nie martw. Ja sem jedną klasę niżej, a mam... past simple. Nikt nic nie wie, czeski film. Praktycznie od 1,5 roku (bo tyle to trwa... na początku presenty: simple i proggressive) śpię na lekcji. A poziom mam. Bo wyrzuciłem te pieniądze w błoto. I dlatego jakiś tam poziom mam. Jak dla mnie, nie umiem praktycznie nic. Dla innych, umiem dużo. Jak jest naprawdę - czas pokaże.
A co do Tibii i zdolności językowych, to też nie do końca się z tobą zgodzę. Na przykład za sprawą Tibii spotkałem bardzo fajnego Brazylijczyka, który wprowadził mnie w podstawy portugalskiego. I teraz, no, właściwie to niedługo zacznę się nieco uczyć tego języka. I co? Już wyperswadowałem kolesiowi hunta na mnie, ba, nawet mię polubił. W angielskim jak jest, tak jest. I tego raczej nie zmienię. Natomiast jeśli chodzi o język polski... tibia zmienia. Wypacza. Skaża. Już widokiem codziennym dla mnie są kretyni, w codziennym życiu piszącym zdania typu "Jaś mugł zagradź w siadkówkem, ale mó siem nie chciało". Serio!