Od dłuższego czasu skilluje sobie w zaciszach Port Hope. Mimo wszystko znalazło się kilka chwil na exp.
Zawsze wzdrygałem się przed pójściem paladynem na Banutę. Trochę racji miałem, bo to miejsce raczej wybitnie dla knighta (a jak już, to na pewno nie dla low lvl palla ;]). Mimo wsjo...
Trafił się też całkiem dobry loot, który pokrył z nawiązką koszta wyprawy (ale co z tego, skoro następny wypad przyniósł dość spore straty? Na dodatek lagi...)
No i zaczyna się to, co tygryski lubią najbardziej na początku, a potem z nudów tym rzygają...
Lada moment (tzn. za jakieś 3h ;]) powinien wpaść 79 skill cluba. Potem tylko dla kosmetyki dociągnąć do 80 i jaaaazda z expem ;>