Aaaa to był mój pamiętny pierwszy desert quest
No to zebraliśmy ekipę i idziemy. Ja nie wiedziałem gdzie iść po wejściu pod ruiny tej chałupy na Jakundaf desert, więc pytałem się ich czy napewno wiedzą gdzie iść. Oni TAK TAK WIEMY JUZ 100 RAZY ROBILEM!!!111. No dobra to idziemy. Odrazu jak weszliśmy to dwóch wpadło w panikę bo zobaczyli, że nie ma rope place

No i zrezygowani idziemy dalej. Wpadliśmy do kolejnej dziury, w której nie ma rope place, a przed nami biegają zerki. No jakimś cudem je ubiliśmy. Zostałem tylko ja i jeden knight (Sachel [PZDR]

) no to idziemy i doszliśmy jakimś cudem do Miejsca z 4 teleportami za zamkniętymi drzwiami (szczeże powiem, że niewiem co to za quest...) Wiec na guild chacie zaczynamy blagac kogoś o pomoc. I przyszedł taki jeden Kozak i mówił, że mamy wracać do miejsca w którym wpadliśmy na te zerki. Jakimś cudem doszliśmy. Patrze a Knighta, który był zemną zabiły zerki, które zaraz przezucily się na mnie.

No i myślę sobie, że zaraz te osiłki zrobią ze mnie jajecznicę I CO? NAGLE POJAWIAM SIĘ NA GORZE
Okazało się, że Kozak z naszej gildii ropnął mnie w ostatnim momencie.
Do dzisiaj się dziwie w jaki sposób udało mi się z tamtąd wyjść...