To może ja podzielę się moimi wrażeniami z testu próbnego (a taki tam offtop):
Pierwsze: Cholera, niektórzy (pozdro ripper) to mają szczęście - ja niestety siedziałem obok największego szkolnego matoła z jednej i dwu kumpli w otoczeniu debili z drugiej strony... Najbliższa fajna laska siedziała na początku rzędu

Cóż, przynajmniej oszczędzili mi pedofila - recydywisty (u mnie muzyki uczy kobieta).
Drugie: Ech te oszczędności - nawet nam w koperty testów nie zapakowali coby można zaszpanować, że się błyskiem otworzyło... Ech...
Trzecie: Oczywiście, czytanie ze zrozumieniem i pytania, na które odpowiedzi na siłę można by znaleźć w tekście nawet bez jakiegoś zasobu wiedzy...
Czwarte: Cholera historia :/ Niby ripper ostrzegał, ale nie wiedziałem co by powtórzyć. Dobrze, że samo wydarzenie (odsiecz pod Wiedniem) znałem (trudno, żeby nie - tekst to jeden z listów do Marysienki), ale prawie (strzelanie to potęga, potem mi nauczycielka wyznała, że dobrze strzeliłem

) bym się wyłożył na następnym pytaniu - bo daty pamiętać już niet.
Piąte: Makaronizować?! K&^%A! Że co?! Cholera, kolejny strzał... (i znowu celny

)
Szóste: Co za debilny wiersz... Jezu... Szkoda, że właśnie tutaj zrobiłem najwięcej błędów - zadania otwarte sux.
Siódme: "Napisz tekst na karcie pocztowej" - że co? Chyba nie list bo w następnym zadaniu do wyboru mam list i rozprawkę... Eee...
Po namyśle (i dyskretnych sugestiach ticzerki) przerobiłem mą artystyczną kompozycję na paralist.
Ósme: Niestety, perfidna nauczycielka (pozdrowienia dla pani P!) oznajmiła wszem i wobec, że grono nauczycielskie ostatecznie zadecydowało - list odpada, wszyscy piszą rozprawkę... Hm :/
Szkoda, że najwięksi debile pisali list (ale po perswazji pani P. zmienili decyzję).
Dziewiąte: Już koniec? Grejt!
Dziesiąte: Połowa klasy idzie do domu... Pierd*&e, zostaje.
Końcowe: Hm, opłacało się, redukcja z dwu lekcji + pozytywna uwaga... Heeh
Jutro mat - fiz. Już się boję...