nie dzielcie skóry na żywym niedźwiedziu.
"przewaga jest miażdżąca" może w ludziach.tak czy owak prawda jest ze wolę przegrać wojnę z przyjaciółmi,niż grać w tibie bez tych ludzi.Zadziwia mnie że niektórzy stają przeciwko nam,szczególnie po tym jak wiele nam zawdzięczają,kiedy byli 30-50lvlami to kto im pomagal jak nie ja i boroth.A teraz walcza przeciwko nam,oczywiście akceptuję to,biorąc pod uwagę to że dołaczyli do przeciwnych gildi i chcą być wobec nich lojalni.Jednak tutaj ukazuje się co jest ważniejsze,prawdziwi kumple czy gildia która dała im władzę,a możliwe że gdyby nie my,już dawno byliby wyrzuceni z servera w poprzednich czasach.
O Lindlayu też nie wspominam,ktory wyprowadzil mnóstwo osób na arcanie,a potem Ci sami ludzie byli gotowi stanac przeciwko niemu,wisiał mi kasę,byłem zły na niego wtedy,ale co?jak zabijali go na bk,chociaż byłem na niego wściekły nie zapomnaiełm o koleżeństwie i szedłem mu pomóc,niestety nie zdązyłem.
to tylko gra,i bez wzgędu na wynik wojny pewni ludzie pozostaną moimi dobrymi znajomymi mimo że stoją po przeciwnej stronie.dla mnie to normalne podejście.
Co do open battle:
przypomne historie arcani:
Ez vs Dpft-pierwszy open kolo venore,okolo 2 tygodni po rozpoczęciu wojny,jak wróciłem z wakacji i dałem więcej ludzi.
SK vs Dpft-pierwszy open,jakiś tydzień albo dwa odkąd zaczeła się wojnagdy zgadaliśmy się z ng.
Beach vs dpft-tutaj nie pamiętam dokladnie,ale też dlugo czekaliśmy aż beach postanowi podjąc walkę.
ttt vs dpft-ok.2 tygodni
wojna trwa 2 dni,a Wy już wielki płacz i rozpacz że opena nie ma.rotfl,nie bójcie się będzie.
|