Ja szacunku do prewencji i krawężników nie mam. Kiedy mi zwinęli roczne Audi A6 pod blokiem siostry, w Gdańsku, to się dowiedziałem po godzinie, że to przecież nie był znowu taki super samochód i że na drogach jeździ masa z większą pojemnością niż 2.4. Naiwny zapytałem się jak zamierzają go zwinąć, to stwierdzili, że może jakiś patrol na niego natrafi, ale i tak pewnie nie złapie, bo Audi i Polonez to 2 różne światy. W dodatku dane samochodu patrole dostaną jutro, więc złodzieje mieli jakieś 24 godziny na schowanie go, albo rozebranie na części. Na komisariacie siedziałem 4 godziny.
Innym razem wracałem z Warszawy drogą przez Łomianki i tam dalej jest taka "hopa" i za nią się zwykle chowają niebiescy. Ja o tym nie wiedziałem i mnie dorwali jak przekroczyłem prędkość. Wszystko ok, powinienem zapłacić, ale to nie powód żeby od razu kogoś rzucać na maskę i mierzyć z broni, bo na tamtej trasie nie ma pasa awaryjnego ani pobocza, więc musiałem chwilę odjechać, żeby móc się bezpiecznie zatrzymać. Potraktowano to jako próbę ucieczki. Dobrze, że nie wezwali helikoptera i nie rozłożyli kolczati.
Krawężniki są mocni tylko jak mają do czynienia z kimś kto jest sam, albo z matką z dziećmi, czy jakimiś dziadkami. W ogóle nie reagują na praktycznie żadne zajście, gdzie potencjalnie mogliby dostać w mordę. Odwaga ich cechuje tylko wtedy kiedy trzeba wpierdolić jakiemuś chłopaczkowi, bo ich wyzwał. Byłem świadkiem takiej sytuacji, kiedy właśnie jakiś dresik ok. 14 lat zawołał "hał hał" i dostał buta w nogi i go zwinęli, ale wcześniej jak duży dres ok. 20 lat szedł z wielkim jak szafa buldogiem bez kagńca, to nawet się nie spojrzeli.
Więc jak mogę mieć szacunek do jakiejś grupy ludzi, kiedy nie spotkałem żadnego normalnego człowieka wśród nich?
|