Zobacz pojedynczy post
stary 25-06-2008, 12:01   #19
Osore
Użytkownik Forum
 
Osore's Avatar
 
Data dołączenia: 16 06 2007

Posty: 195
Osore ma numer GG 7723005
Domyślny

Antanaro uniósł miecz i z imieniem Pelora na ustach wykonał boczne cięcie przez klatkę piersiową przeciwnika. Miecznik nie zdążył wykonać uniku, ani zasłonić się przed atakiem. Miecz paladyna przebił jego zbroję i drasnął ciało. Pół-elf odskoczył zdziwony, bo zauważył, że miecz nie jest zbrocznoy krwią. Natomiast skóra, ukryta za czarnym pancerzem wyglądała dziwnie. Niby ludzka, jednak zbyt blada jak na południowca, w dodatku poprzecinana była czerwonymi żyłkami. Rana, którą zadał paladyn rozjarzyła się szmaragdowym blaskiem i zasklepiła się. Zdziwiony paladyn, nieco zbity z tropu zaatakował jescze raz. Tym razem wojownik przyjął cios na miecz, wywinął się i zrobił obrót, żeby zaatakować paladyna w plecy. Ten jednak odskoczył do przodu, uchylając się przed cięciem w kark. Antanaro przetoczył się i stanął naprzeciw wojownika.

W tym samym czasie Yoh walczył ze zranionym łuczkiem. Okazał się on jednak wprawnym szermierzem. Yoh co prawda nie miał trudności z unikaniem jego ciosów i obroną, jednak nie mogł znaleźć luki w jego postawie, aby wyprowadzić skuteczny cios. Zmagali się tak przez chwilę, ani Yoh, ani jego oponent nie uzyskali przewagi w tym czasie. Z pomocą przyszedł krasnolud, toporem atakując prawą nogę czarnego jeźdźca, który był zbyt zajęty odpieraniem precyzyjnych ciosów Yoha. Ulfgar celnie zaatakował prawe udo, niemalże ucinając je. Jednak niespodziewanie, jakaś siła zatrzymała topór krasnoluda. Rana, podobnie jak u drugiego przeciwnika, rozbłysnęła zielonkawym światłem, a magiczna, obronna moc ekwipunku jeźdźca wypchnęła topór z nogi. Ta chwila przerwy w obronie przeciwnika wystarczyła, aby wyprowadził on cios, który zdekapitowałby przeciwnika, jednakże stało się coś dziwnego. Stracił równowagę, gdy coś chwyciło go za kostkę i wbiło się w nią boleśnie.

Pierwszy zauważył to Voon, który nie odrywał oczu od dysku. Dwie lecące na nim postacie, ubrane w czarno-zielone szaty były najwyraźniej czarodziejami bądź kapłanami. Inkantowali wspólnie jakieś zaklęcie, którego ludziekmu tropicielowi nie udało się rozpoznać. Niespodziewanie, ton ich głosu zmienił się, teraz oboje skandowali inne czary. Voon rozejrzał się, aby zobaczyć efekt zaklęcia. Miejsca, w którym walczyli jego przyjaciele z drużyny porosły dziwnym, ciernistym pnączem. Tropiciel znał to zaklęcie. Trująca wariacja Oplatającego Pnącza, których ciernie zawierały wystarczająco dużo trujących substancji, aby powalić rosłego niedźwiedzia. Tropiciel musiał ich jakoś ostrzec.
- Nie biegnijcie i nie wykonujcie żadnych gwałtownych ruchów w zasięgu tych pnączy! Trucizna! - krzyknął najgłośniej jak potrafił.
Magowie, stojący na dysku inkantowali następne zaklęcia.

Shelefi zeskoczył z drzewa i puścił się sprintem do miejsca, gdzie walczyli jego przyjaciele. Zanim jednak dobiegł usłyszał ostrzeżenie Voona. Elf, także był tropicielem i zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, dlatego przekazał ostrzeżenie dalej, biegł krzycząc co tchu, aby paladyn zważał na niebezpieczeństwo, gdyż ruszał się zbyt gwałtownie. Shelefi - elf, wychowany w leśnej wiosce, skoncentrował się maksymalnie i Chodem Elfów przedostał się przez pole trującego pnącza, aby zaatkować łucznika. Udało mu się. Jego magiczny miecz zdołał przeciąć zranioną rękę. Kikut upadł na ziemię, a czujące pnącze od razu zacisnęło się wokół niego. Przeciwnik jednakże nie zwrócił na to uwagi. Odwrócił się w stronę elfa, który wciąż starał się unikać pnączy.

Yoh w jednym momencie zaczął czuć się fatalnie. Przed oczami majaczyły mu zielone plamy i dziwne halucynacje. Widział jakąś rękę na ziemii i zastanawiał się czy to jego własna. Prawie upadł na ziemię, ale krasnolud - rasowo odporny na nawet te silniejsze trucizny podtrzymał go.

Antanaro usłyszał ostrzeżenie przyjaciół i stąpał ostrożnie wśród czującego bluszczu. Jego przeciwnik natomiast nie zwracał uwagi na wyrosłą przeszkodę, kąsającą go po nogach. Paladyn odskoczył do tyłu i wydostał się poza zasięg bluszczu. Jego przeciwnik był natomiast w gorszej sytuacji - spowolniony przez starające się go zatrzymać rośliny.
__________________
Wheter my smiling face was a lie or not I soon came to the point where I didn't know.
We can’t wait for the day that you’re never around
When that face isn’t here and you rot underground
Osore jest offline   Odpowiedz z Cytatem