UFO istnieje. Sam widziałem statek kosmiczny. Historia w 100% prawdziwa.
Pewnego dnia, pożyczyłem od dziadka latarkę. Stara, wojskowa, świetnie powiększała, idealna do obserwacji nieba. Zadowolony wracam do domu, z niecierpliwością oczekuję na to, aż przyjdzie noc. No i nadszedł ten moment. Godzina bodajże 23, otwieram okno. Żadnych chmur, masa gwiazd. Hell yeah ! Namierzam pierwsze ciało niebieskie. Mała, biała gwiazdeczka. Biały karzeł, to pewne ! Namierzam drugie - tym razem to wielki, czerwony gigant - Czerwony Olbrzym, czy jakoś tak, megaloman w każdym bądź razie. Namierzam trzeci obiekt...ale co to ? Czarne, owalne coś, z trzema rzędami światełek. Pierwszy rząd, górny, to chyba czerwone, środkowy białe, a dolny to niebieskie. O ile mnie pamięć nie myli - w każdym bądź razie, światełka były na pewno. Na początku myślałem, że to jakaś gwiazda, pulsar ? No ale pulsaru chyba nie można zobaczyć gołym okiem, sam już nie wiem. ALE, ten obiekt jakby...lewitował ? No gdy coś lewituje, to się tak chwieje - góra, dół, góra, dół...i to samo był z tym obiektem. Oderwałem wzrok, dałem babci lornetkę (babcia prowadziła ze mną obserwacje). Ale w momencie, gdy ją jej przekazałem, ten obiekt zniknął (no bo na niebie to była zwykła, błyszcząca kropka, jak każda inna gwiazda). Momentalnie zgasło. Jakby odleciało. Co wy na to ? To jest autentyk. Historia w 100% prawdziwa.
Ah, i jeszcze jedno. Kiedyś, tą samą latarką, spojrzałem na księżyc. Zobaczyłem czerwoną flagę i coś, co wtedy ochrzciłem mianem "wielkiej, czerwonej mrówy". Do dzisiaj nie wiem, co to było. ;>
__________________
Ooh to be a Gooner.
|