{Sesje wznawiam. Prosze Vanesso pokasuj wszystkie posty "poza sesja". Nowym Iriadesem jest Kredi - Witamy nowego gracza}
Czas zchodzil szybko na przygotowaniach do uderzenia, totez gdy skonczyli bylo pozne popoludnie, niedlugo mial zapasc zmierzch. Wartownicy na murach - jesli takowi tam byli - zdaje sie, ze jeszcze nie zauwazyli co sie swieci. Druzyna zasiadla do powozu, by sie naradzic. Do rana Draconis napewno ich spostrzeze, natomiast noc mogla byc dla niego sprzymierzencem w walce... Nikt nie wiedzial co robic. Dakar siedzial spokojnie, mroczny i milczacy pod kapturem. Costam do siebie co chwila pomrukiwal, jakby odmawial modliwte czy zaklecie... Nikt z obecnych nie mogl go zrozumiec.
Natomiast kazdy czul bijace od niego zdenerwowanie i smutek. Kalisto wrecz lekala sie o swojego przyjaciela, poniewaz do tej pory widziala go tlyko raz wyprowadzonego z rownowagi. Starala sie odsunac od siebie te straszne mysli, wolala nie pamietac co sie wtedy stalo... Miala jedynie nadzieje ze Dakar zdola sie opanowac w zamku Draconisa.
__________________
Kiedy umrę, pochowajcie mnie twarzą do dołu, aby wszyscy mogli pocałować mnie w dupę
Helmut Ottenburger
-----------
Koncze z tibia... Ciekawe ile wytrzymam
Ostatnio edytowany przez Caspius - 19-01-2005 o 21:38.
|