Zobacz pojedynczy post
stary 10-11-2008, 19:01   #393
PunisHeros
Użytkownik Forum
 
PunisHeros's Avatar
 
Data dołączenia: 22 09 2008
Lokacja: Polska
Wiek: 33

Posty: 86
Stan: Niegrający
Profesja: Paladin
Świat: Harmonia
Poziom: 57
Skille: 79/60
Poziom mag.: 15
PunisHeros ma numer GG 8143499
Domyślny

Cytuj:
Oryginalnie napisane przez Xadamoon Pokaż post
Ehhh... ja pamiętam przygody moją pierwszą postacią jeszcze za czasów tibii 7.4. Ja świeżo upieczony paladyn wyruszyłem na poszukiwanie kolegów, po kilku minutach znalazłem 2 polaków, zakolegowałem się z nimi i postanowiliśmy stworzyć rodzinę. Ubieraliśmy się tak samo, robiliśmy to samo i chodziliśmy wszędzie razem. Raz mieliśmy ochotę wyruszyć na jakieś silniejsze potworki, jeden z zapoznanych kilka dni wcześniej kumpli zaproponował Elfy gdyż słyszał że można z nim wiele niezwykłych rzeczy zdobyć, zgodziliśmy się, postanowiliśmy się przygotować ja wyruszyłem do depo zabrałem swój piękny łuk i tuzin strzał, sądziłem że będę pro, bo miałem łuk i w ogóle. Gdy przyszedłem na miejsce spotkania moi kamraci już tam byli i o czymś rozmawiali, po chwili dowiedziałem się że Knight nie posiada broni, burza mózgów i przypomniało mi się że jeszcze jak byłem na rooku zdobyłem maczeta więc zaproponowałem jegomościowi ową broń, zgodził się bo co miał się nie zgodzić. Po tym wszystkim ruszyliśmy na północ od miasta którego nazwy wtedy nie pamiętałem ( Thais ) Jako że drugi mój towarzysz sorck wiedział gdzie znajduje się obóz długouchów, prowadził. Atmosfera w drużynie była bardzo napięta, gdy nagle zza krzaków zaatakowały nas 2 Elfy, Knight oraz Sorck zaatakowali jako pierwszy, dzielnie walczyli, ja wystraszony po
chwili dołączyłem do nic, lecz już po chwili skończyły mi się strzały, ale na szczęście nie opodal leżała jakaś broń ( Longsword) bez namysłu rzuciłem się na nią i po chwili miałem ją w garści, moi przyjaciele nadal walczyli, lecz już z tylko jednym Elfem, Ja z nową bronią zaatakowałem go, po chwili leżał trupem. Knight miał czerwone życie, a sorck posiadał pełen pasek energii, co jest istotne w dalszej części przygody. Po ciężkiej walce wycofaliśmy się trochę, oglądaliśmy nasz piękny loot ( 10 gp i sandały ) Knight był najbardziej pod jarany i już myślał za ile sprzeda owe sandały, gdy nagle zza krzaków wyleciała strzała i trafiła w niego, padł od razu, ja bez namysłu zacząłem uciekać, zdążyłem jeszcze zobaczyć jak sorck, podbiegł do ciała i padł obok niego. Ja wystraszony uciekłem w nieznaną sobie stronę, aż zobaczyłem jakieś schody, wszedłem na nie i okazało się że jestem na jakimś pagórku, po drugiej stronie pagórka również było schody, a obok nich ciała które wyglądem przypominały ciała orków, lecz trochę inaczej ubranych, postanowiłem sobie tam zejść i zobaczyć co tam się znajduje. Gdy byłem na dole zobaczyłem orka w jakiś kubraczku pomarańczowym ( Zerka ) który gna w moją stronę, myśląc że jest równie prosty do zabicia jak orki na rooku zaatakowałem go, jak łatwo się domyśleć padłem.

===============

Na tym samym świecie gdy już byłem bardziej doświadczony, i lepiej obeznany w świecie tibii, wraz z moimi znajomymi z którymi byłem na Elfach otworzyliśmy bar ( znajdował się w sali gier w Thais ) interes się dobrze kręcił, ludzie kupowali Piwo po 2 gp, i jakoś było, po kilku dniach tak się zbogaciliśmy że postanowiliśmy zatrudnić ochroniarza, który miał ubijać natrętów i wandali, niestety on sam okazał się złodziejem i ukradł cały utarg z dnia ( 100 gp )

===============

I przygody z rooka, pierwszy dzień w tibii, chodzę sobie po mieście, znaczy po rynku i okolicach, poszedłem w stronę questu na dubleta i zobaczyłem kratkę ściekową, zszedłem na dół zabiłem rata i tu zaczął się problem, nie wiedziałem jak się wchodzi po drabinie, zrozpaczony byłem gotów umrzeć by się wydostać i każdą osobę która wchodziła do pomieszczenie w którym się znajdowałem prosiłem by mnie zabiła...

===============

Razem z kolegą z reala zrobiliśmy na Neranie sobie rookslayerów, dobrze nam szło po 3 dniach mieliśmy full eq i 16 levele. Jako że kolegi nie było wyruszyłem trochę pohuncić na mino na mino hell, wiedziałem że na początek stoczę walkę z gorszymi potworami, z n00bami o reps mino. Gdy doszedłem na miejsce przy schodach do samego Mino hell było mnóstwo ludzi, i krzyczeli coś o tym że mino maga wypuścili, ja jako największy level w tej hulaj bandzie zszedłem na dół, zobaczyłem Mino maga, lecz nazywał się zupełni inaczej, dostałem hita za 60 i wszedłem szybko do góry, nie wiedziałem co to jest więc szybko na tibia.pl i sprawdzam, okazało się że to boss mino na rooku ( Shang coś tam )
Postanowiłem zaatakować pozycję wroga szturmem. Dziwnym trafem wszyscy zebrani przy schodach byli Polakami, postanowiłem z nimi pogadać. Wyglądało to mniej więcej tak:
Ja: Słuchajcie, na dole jest nasz wróg boss mino, możemy go pokonać, ale tylko w grupie, czy Wy, chcecie zostać bohaterami??
Tłum: Jasne, dawaj, chcemy...
Ja: To dobrze przygotujcie się dobrze bo zaraz zaatakujemy, zapewne wielu z was zginie, ale jego śmierć nie pójdzie na marne, jesteście ze mną ??
Tłum: Tak
Ja: No to schodzimy !!!
Na te słowa wszyscy zeszli na dół rozpoczęła się bitwa... Moi kamraci padali jak muchy, a Mino nie, niektórzy w odważniejsi rzucili się na hanga, razem ze mną, Z nich przeżyłem tylko ja, i to ledwo ledwo, gdy wydostałem się na górę z ekipy liczącej około 12 osób pozostało tylko 4, nie wiedziałem co robić, kazałem 3-em z nich iść po posiłki, a jednemu bo zabrał ciała zmarłych gdy ja będę blokował resztę. Gdy tamci poszli, a ja z moim pomocnikiem zeszliśmy na dół zbierać ciała wlogował się mój kumpel, ten z którym grałem. Mój towarzysz zginął niestety, ale udało mi się wyciągnąć 5 ciał. Postanowiłem napisać do mojego kumpla by przyszedł tu uprzednio kupując dwa bp life fluidów. Zgodził się. Gdy po 10 minutach przyszedł 3-ka którą wysłałem po posiłki przybyła z bandą 7 levelowców ( chyba z 4 ich było więc w sumie było nas 10 ). Gdy kumpel dał mi tylko life fluidy postanowiliśmy ponownie zaatakować. Oczywiście na pierwszy ognień poszli 7 levelowcy, później my, a na końcu reszta, teraz sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, kolega przygwoździł Bossa do ściany, a ja przyjąłem na siebie z 5 mino, reszta mino zaatakowała naszych pomocników, walczyli dzielnie lecz zginęli, jeden napisał mi pm'kę bym pomścił go. Walka była gorąca, ja blokując Mino na balance waliłem jeszcze Shanga, life fluidy schodziły jak dzikie, a boss nie chciał umierać, nieźle nam ciachał, były momenty że chciałem uciec, i pewnie bym uciekł gdyby nie otaczające mnie mino, po 2 -3 minutach walki AS padł sztywny na glebę, lecz mino dalej żyły i mnie atakowały, lecz kumpel szybko się z nimi uporał, i mogliśmy zobaczyć co było w ciele bossa, a znajdowało się tam MLW mino leather i knife z ciałach mino zwykłych znalazłem jeszcze 3 mino leather
Postanowiliśmy zataszczyć ciało AS'a do banku ( wtedy chyba banku jeszcze nie było, to się jakoś inaczej nazywało wtedy, ale to nie ważne ) Po 5 minutach byliśmy już w mieście z ciałem maga na blacie. Ludzi było od groma, nie było gdzie igły wcisnąć, wszyscy się nas pytali skąd wzięliśmy klucz, i co było za teleportem, oraz czy walka byłą trudna. Po tej przygodzie musiałem odpocząć od tibii i nie grałem przez całe dwa dni.

Zapomniałem napisać że podczas walki atakowałem AS'a ze spearów, ale to tak na marginesie
gosciu... jestes dobry!
PunisHeros jest offline   Odpowiedz z Cytatem