Polskie seriale... nie czasem niekończące się telenowele?
Znaczną większość z nich uważam za koszmar. Pseudo romantyczne opowieści o miłości, zdradach, rozstaniach... Więcej w nich płaczą, niż mówią. Widząc M jak Miłość i inne tego typu genialne produkcje automatycznie przełączam kanał (albo wychodzę z pokoju).
Jeśli zaś chodzi o spadek poziomu, to niestety, jest to fakt. Idealnym przykładem jest 39 i pół - na początku w miarę ciekawy serial, zabawny... niewyciskający łez. Teraz zaś... stał się zbyt przewidywalny. Założę się, że włączę tv za miesiąc, dwa, i będę rozumiała fabułę.
Jedynym polskim serialem jako tako trzymającym poziom jest Ranczo - tak, podoba mi się. Można usiąść, pośmiać się... Miło spędzić wieczór z miską prażonej kukurydzy w ręku, pod moim kocykiem będąc przytulonym do kogoś... Jest to także jedyny serial, który twórcy sami zakończą, by nie stał się kolejnym tasiemcem.
Wracam do pracy

.