Studia są naprawdę śmieszne. W poniedziałek spóźniłem się na ćwiczenia 10 minut, wchodzę i przekonuję się, że... piszemy kolokwium, o którym zupełnie zapomniałem. Napisałem, co pamiętałem, pogodzony z myślą, że będę poprawiał. Wynik: 4,5 (w skali 2-5). Nie piszę tego, żeby się chwalić, bo nie czuję wcale, żebym na tyle zasługiwał. Po prostu mnie to rozbawiło (ale i ucieszyło, bo te ćwiczenia mam już zaliczone).
A, dowiedziałem się właśnie, że wyniki są wyższe ze względu na jakieś plusy za aktywność
