Pierdole mape 5v5, w ok 80% gier jako jedyny robie cokolwiek, albo conajmniej staram sie wygrac, o wiele latwiej jest mi na 3v3, niz na 5v5. Czesciej wygrywa sie sytuacje 1v3 niz 1v5. Ewentualnie dostaje rammusa w przeciwnym teamie ktory stackuje samego armora (ja gram carry), zero magic resa jakby zapomnial ze pozostala 4 graczy to sam magic dmg, a wlasciwie no dmg, bo nikt nie kupuje hp zeby przetrwac te kilka sekund i cos zrobic, niz dostac stuna i pasc. Po co wybierac champa pod team, po co stawiac wardy, po co gankowac, po co harrassowac, po co wolac mia, czemu nie isc afk skoro nie dostalem mida?

- tak mysla ludzie z ktorymi gram.
Dzisiaj chujowo szlo mi na linii przeciwko xinowi, gralem tristana

. Mam nadzieje ze go nie znerfia bo to moj main na tt, postac ktora na 6 lvlu bierze dwoch gosci na klate

.
A w ogole to po co grac w lola skoro mozna sie zajmowac tym:
http://www.youtube.com/watch?v=cUdlM3YUlNE.