Może zamiast podnosić poziom matury (co obecnie i tak się nie uda, chociaż przydałoby się - co to za egzamin dojrzałości, do którego podchodzi się bez nauki i nawet dobrze zdaje) po prostu zacząć czegoś konkretnego wymagać na studiach w sposób jasny, czytelny i uczciwy? Może źle trafiłam, lecz u mnie ocena wcale nie świadczy o poziomie wiedzy, lecz zwyczajnie od szczęścia czy umiejętności załatwiania sobie ocen.
Do tego przydałaby się reforma programu studiów. Zamiast uczyć się czegoś porządnego mam na razie same ogólnikowe wypełniacze, które kompletnie nic mi nie dają. W dodatku wiedza w najlepszym wypadku jest sprzed 20 lat (azbest ;]). Będąc w LO myślałam, że to już ostatnie lata nauki czegoś, co kompletnie mi się nie przyda - jak widać byłam mocno naiwna.
__________________
"Kiedy znalazłem się na dnie, usłyszałem pukanie od spodu."
S. J. Lec
|