Mówiąc szczerze, to mnie to wisi, czy muzyka jest trendy, czy nie.
Słucham rapu. Czy to oznacza, że jestem jakimś kroczastym ziomalem albo innym gangsta?
Słucham Green Daya. Czy to oznacza, że jestem gejem?
Słucham metalu. Czy to oznacza, że jestem nieokrzesanym brutalem?
Słucham jazzu i muzyki klasycznej. Czy to oznacza, że jestem starym dziadem?
Nie sądzę.
Jak to mawiał pewien pan z kultowego filmu pt. "Rejs": "Lubię tylko te piosenki, które już znam". Wisi mi to, co miał na celu autor utworu - jeśli kawałek mi się podoba, to nic więcej mi do szczęścia potrzeba. Ostatnio parę osób mi powiedziało, że Snoop Dogg to dupek z kompleksem małej męskości. A niech będzie dupkiem - ale podoba mi się jego muzyka. Może teksty pisze mu ktoś inny - a niech pisze. Podoba mi się to, co on tworzy - i tyle. Więcej nie potrzebuję.
To był przykład. Dyskusja tutaj jest BEZCELOWA, bo człowiek nie może nagle zmienić swoich gustów. Dla mnie w muzyce liczą się efekty - jeśli utwór jest DOBRY i mi się podoba, to resztę mam w głębokim poważaniu.
__________________
*+10 punktów do lansu
|