Jesteś tu: Tibia.pl / Forum

Wróć   Forum Tibia.pl

Notki

Blogi użytkowników Forum Tibia.pl
Losowy wpis Opowieści tibijskie

1. Różdżka szamana

Napisane 26-10-2009 21:18 przez pgk
Ivan Terpanow ocierał się plecami o twardą, śmierdzącą, śliską ścianę jaskini. Czuł wilgoć porastającego ją mchu. Nie zapalił pochodni, aby nie zostać zauważonym. Nie miał też zapasu sił na rzucenie rozjaśniającego czaru. Szkoda, miał on bowiem tę zaletę, że rozjaśniał mroki tylko temu, kto wypowiadał inkantację.
Zresztą i tak miał notoryczne wrażenie, że to coś, co zbliża się z naprzeciwka, zawsze zauważa go pierwsze. To uczucie nie opuściło go ani na chwilę, od samego początku. Przypomniał sobie jak zabijał swoje pierwsze potwory na wyspie Rookgaard. Jak walczył z innymi młodymi rycerzami, aby dopaść Trolla, z trudem go zabić, wyciągnąć z jego śmierdzących sakw parę monet. Potem kluczył ciasnymi jaskiniami, trzymając cały dobytek w plecaku. Bał się Orków, Jadowitych Pająków, i w ogóle wszystkiego.
Otrząsnął się z zamyślenia. Dotarł do rozwidlenia, w którym Orki przywiesiły do ścian łuczywa. Oczy z trudem przyzwyczajały się do światła. Przystanął, przykucnął i dłonią namacał mały kamyk, leżący na ziemi. Rzucił go przed siebie. Kawałek skały odbił się od ściany i opadł na dół. Echo odbiło pogłos kilka razy. Wystarczyło. Ork Wojownik wyszedł zza zakrętu i gdy zobaczył Ivana ruszył na niego zdecydowanie. Wyjął Szablę, kiepski, popularny, krótki miecz i namierzył się na rycerza.
Ten jednak nie sparował ciosu, tylko zawrócił i uciekał. Po kilku krokach przystanął i zamarł w oczekiwaniu. Znów otoczyły go wilgotne mroki jaskini. Ork nie zwolnił, nadal ciężko biegł w jego stronę, hałasując i chrząkając. W końcu stanął i głośno sapnął. Ale było już za późno. Ivan z furią uderzył mieczem w jego głowę. I to uderzenie przesądziło. Potężny hełm pękł na dwoje, a przeciwnik zatoczył się i omal nie upadł. W końcu uderzył, trafił jednak wprost w tarczę Terpanowa. Ten nie zwolnił ruchów ani na chwilę, ale poczuł igiełki bólu w zmęczonym ramieniu. Podbiegł do Orka, popchnął go, robiąc mocny wykrok. Jednocześnie wbił miecz w jego brzuch. Ostatnie cięcie zadał już leżącemu.
Jego Szablę upchnął w plecaku, dwanaście monet wsadził do sakiewki. Nie znalazł jedzenia. Niedożywienie w Thais było czymś nagminnym i powszechnym. Przeklął cicho i ruszył z powrotem w stronę rozświetlonego rozwidlenia. Powtórzył manewr wabiący z kamieniem, ale tym razem nikt nie nadszedł.
Postanowił uderzyć. Orków Szamanów należało zabić jak najszybciej, aby nie zdążyli zaatakować za pomocą magii. Zebrał siły i wbiegł do pieczary po prawej stronie od rozwidlenia.
Szaman stał w rogu. Na małym stołeczku leżała otwarta księga. Szeptał mantry, kołysząc się miarowo. Niestety, medytacje sprzyjały koncentracji. Odwrócił się, nim Ivan dobiegł. Krzyknął coś, czego rycerz nie zrozumiał, ale wnet poczuł – fala zimna rozlała się po całym jego ciele. Działanie było natychmiastowe. Każdy mięsień jego ciała uległ zamrożeniu. Nawet palce zaciskające się na uchwycie tarczy zgrabiały, zesztywniały. Nie poddał się jednak. Nigdy się nie poddawał, nigdy się nie bał, zwłaszcza w momentach, kiedy czuł, że strach podchodzi, skrada się, że jest tuż obok.
Dobiegł i uderzył, nim Szaman wyrzucił z siebie kolejny czar. Jego miecz trafił w kostur starca i złamał go wpół. Za drugim uderzeniem złamał mu rękę. Czuł, jak pękają stare, puste w środku kości.
Wtedy poczuł delikatne ukłucie w kostkę. W zasadzie błahostka, ot – komar. Ale gdy poczuł ciepło, rozchodzące się po nodze, wiedział już, że wąż zdołał go zatruć.
Węże były nieodłącznymi towarzyszami Szamanów. Potrafiły godzinami spać zwinięte u ich stóp, a potem nagle, nieoczekiwanie zaatakować przeciwnika. Pluły jadem, gryzły, owijały się wokół szyi. „Wytrzymam”, pomyślał rozpaczliwie i zadał ostatnie uderzenie. Oczy Szamana zwęziły się w szparki. Dopiero teraz tak naprawdę dostrzegł pomarszczony, zielony pysk, siwe włosy rzadkiej brody wyrastające z policzków. Żółte źrenice zalśniły, zabłyszczały i w końcu nagle zblakły. Poczuł wręcz, aż usłyszał, jak duch uchodzi z ciała. Wiedział, że zabił mądre stworzenie, które znało mocne czary. Nie lubił tego uczucia. Nie lubił zabijać Szamanów.
Przeszukał poły szerokiej szaty Orka. Dwie monety - mało. Dwie kukurydze – chociaż tyle, by odzyskać energię. I? Jest! Różdżka Rozkładu.
Wstał i obejrzał pomieszczenie. Podszedł do leżącej w rogu księgi i obejrzał ją. Pisana językiem Orków, nieprzydatna więc dla Magów, ani Druidów. Sam nie wiedział czemu, ale wsunął ją do plecaka. Na różdżkę nie byłoby już miejsca, musiał więc wyrzucić Szablę Orka Wojownika.
Poczuł, że przybywa mu energii. Wyszeptał „Exura!” Poczuł, jak jego zmęczony i obity organizm wraca do sił. Usiadł na ziemi i zabrał się za kukurydzę. Noga nie wyglądała najlepiej. Zaczynała puchnąć. Przymknął więc oczy i ocenił swoje siły. Jedyne co mógł zrobić, to rzucić kolejny czar. „Exana Pox!”. Pomogło. Noga przestała pulsować, jad wyparowywał z żył.
Nim zdążył pomyśleć, że siedzenie w pieczarze Szamanów jest niebezpieczne, usłyszał głosy. Najpierw nie był w stanie ich rozpoznać. Potem pomyślał, że obojętne – czy to Orki, czy to złodzieje i jaskiniowi mordercy - trzeba iść.
Znów nie miał siły, aby rzucić czar światła. Lekko jeszcze kuśtykając, przygnieciony ciężkim plecakiem, zanurzył się w mrok jaskini.
Ostatnie wpisy
Ostatnie komentarze
    There are no recent entries to display.
    There are no recent comments to display.
Znajdź więcej...

Wszystkie czasy podano w strefie GMT +2. Teraz jest 07:32.


Powered by vBulletin 3