Forum Tibia.pl

Forum Tibia.pl (https://forum.tibia.pl/index.php)
-   Tawerna RPG (https://forum.tibia.pl/forumdisplay.php?f=230)
-   -   [klimat] Sesja PBF (https://forum.tibia.pl/showthread.php?t=180434)

Osore 23-06-2008 15:48

[klimat] Sesja PBF
 
Biała błyskawica rozdarła niebo na poły. Podczas krótkiej chwili jasności paladyn rozejrzał się po twarzach towarzyszy. Ulfgar wyglądał już na zmęczonego, ale nie sprawiał wrażenia przestraszonego. Tropiciele, czujni jak zawsze, poszli podstawić fałszywe tropy goniącym drużynę agentom calimshańskiej gildii złodziei. Yoh natomiast siedział i grzebał mieczem w mokrej ziemii. Deszcz zacinał już którąś godzinę. Zagłuszał szum morza, słyszalnego za dnia.
- Ładnieśmy się wpakowali... - odezwał się Yoh.
- Twoja kolej warty? Nie? To siedź cicho i daj innym spać! - odkrzyknął mu krasnolud, wychylając się z namiotu.
- Bądźcie cicho. Jest już po północy, niedługo będzie świtać. Prześpijmy się trochę, póki jeszcze możemy. - powiedział Artanaro, paladyn Pelora.
Tymczasem tropiciele, zadowoleni z wykonanej pracy wrócili do prowizorycznego obozowiska. Voon wziął wełniany koc i nakrył się szczelnie. Shelefi, pełnokrwisty elf, potrafił stworzyć posłanie z gałęzi i liści. Usadowił się w nim wygodnie i zagaił rozmowę:
- Nie znajdą nas tak szybko. Te fałszywe tropy wprowadzą ich głęboko w las. - spokojnie oznajmił elf.
- Mówiłem - cicho! Dajcie mi spać! - krzyczał krasnolud
- Patrzcie starego poczciwca. Trochę pomachał toporem i już wielce zmęcznoy. - powiedział rozbawiony człowiek.
- Voon, mój drogi leśny ludku. - zaczał powoli irytować się krasnolud. - Zabiłem trzy niedźwiedzie, których mięso sam wysuszyłeś. Myślisz, że taki niedźwiedź to nic, hę? No, i nici ze spania. Dziękuję wam bardzo. - krasnolud obruszył się. - A gdzie my w ogóle jesteśmy, co? - zapytał po chwili.
- Hmm, dobre pytanie... - zaczął elf - Uciekamy z Calimportu, przeszliśmy całą pustynię, ominęliśmy Memnom i Myrtamę, następnie z Zamku Tethyr udaliśmy się na północ, przeszliśmy góry i nie dotarliśmy jescze do Mosstone. Na zachód mamy morze, na wschodzie puszczę Wealdath... - elf umilkł - Słyszeliście ten szelest? - wyszeptał
Na chwilę wszystkie oddechy zamarły. Deszcz dalej zacinał, tylko po to, aby płynąć potem strugami z włosów, skóry i ubrań drużyny.
- Eee tam, wydawało ci się - krasnolud zbagatelizował ostrzeżenie - A gdzie musimy dotrzeć, ile to będzie trwało i kiedy dostanę moje złoto! - ostatnią część zdania niemalże wykrzyczał.
- Musimy dotrzeć do Wrót Baldura z naszym łupem. - powiedział paladyn, sprawdzając odruchowo paczkę przypasaną do plecaka - Orientujesz się, jak to możliwe, elfie?
- Dalej na północ, aż do portu Murann, tam znajdziemy jakiś statek. To będzie chyba najszybsza droga. Chociaż... - grzmot przerwał elfowi w pół zdania - Słyszeliście?
- Jesteś już zmęczony i przewrażliwiony. Idź już spać, szczegóły dogadamy rano. - powiedział znużony Yoh
"Magowie nie powiedzieli co to jest. To musi być coś ważnego skoro tak bardzo pragną tego magowie, a gildia chce to odzyskać za wszelką cenę. Czas pokaże." - pomyślał paladyn i ziewnął.

Rankiem, gdy wszyscy już wstali i posilili się nadszedł czas na wymarsz. Szli spokojnie traktem, mając po prawej stronie granicę ogromnej puszczy, a po lewej bezkresne morze. Krasnolud pierwszy poczuł rytmiczne tętnienie w ziemii. Obejrzał się za siebie, ale nic szczególnego nie zauważył. Wiedział jednak, że nie można zlekceważyć krasnoludzkiego przeczucia. Za jego namową drużyna ukryła się na granicy puszczy, a tropiciele obserwowali drogę z drzew. Oni pierwsi ujrzeli powód całego zamieszania. Cztery białe, rosłe konie biegły galopem, ciągnąc za sobą małą karetę. Po chwili, z tumanów kurzu wyłoniły się sylwetki dwóch jeźdźców w lekkich, czarnych skórzniach. Jak na dłoni było widać, że jeźdźcy dogonią karetę bez trudu. Jeden z nich odpiął miecz i uniósł go w góre, drugi natomiast puścił uzdę i sięgnął po łuk przepięty przez ramię. Mają w planach zaatakować karocę. Elf zdążył jeszcze uchwycić widok płaczącego niemowlęcia przez oszklone drzwi pojazdu.

Co robicie?

Dragon-Fly 23-06-2008 16:56

Wykrzykuję do towarzyszy, aby zatrzymali karetę i dowiedzieli się o co chodzi, jednocześnie rzucając się z moim Negocjatorem(miecz) na rozbójnicko wyglądających jeźdźców.

- Zatrzymać tą karetę!

[bez klimatu] 3@down: krasnoludowi chodzi o to, ze leci zatrzymac karete: <

Yoh Asakura 23-06-2008 17:29

Dobrze ukryty, czekam na rozwój wypadków, zaciskam nerwowo rękę na rękojeści swojego miecza. Nie zważam na poganiania tego nadpobudliwego paladyna, który najpierw działa, a potem myśli. Jeżeli będzie taka potrzeba - włączę się do walki i wspomogę swoich towarzyszy, jeśli jednak nie - wolę to wszystko obserwować z ukrycia. Jeśli zaś dojdzie do walki, a ja będę w niej uczestniczył, to postaram się ogłuszyć bandytów, żeby później móc ich przesłuchać.

Voon 23-06-2008 18:28

Siedze na moim nazbyt wygodnym drzewie i czekam na rozwój sytuacji. Konkretniej mówią czekam aż oni sami sie wybijąc żeby zabić niedobitków. Gdybyśmy powstrzymali jeźdźców i przyłączyli się do karety nie uzyskalibyśmy nic sensownego.

Wyciszony 23-06-2008 22:17

Wybiegam z ukrycia wraz z Waszką, dzierżąc w dłoni topór.

Serious Sam 23-06-2008 23:24

Moje elfie przeczucie każe mi czekać na rozwój sytuacji.Podobnie jak Yoh i Voon czekam i obserwuję swoich bystrym, elfim wzrokiem moich porywczych towarzyszy.

Osore 24-06-2008 09:16

Antanaro i Ulfgar wybiegli z ukrycia i popędzili co tchu w kierunku traktu. Jeźdźcy początkowo nie zwracali na nich uwagi i dalej pędzili za pojazdem, od którego dzieliło ich już tylko ze dwadzieścia mietrów. Paladyn był jednak szybszy - zagrodził drogę jeźdźcom. Ci, popatrzyli po sobie, skinęli głowami i jednocześnie wykonali ten sam manewr - wyciągneli stopy ze strzemion, podnieśli się na rękach i przykucnęli na siodłach. W momencie, gdy jedna z czarnych postaci wystrzeliła z łuku w kierunku paladyna, krasnolud wyciągał tarczę. Zdążył zasłonić nią klatkę piersiową półelfa w niemalże ostatniej chwili. Impet uderzenia odrzucił krasnoluda kilka kroków w tył i powalił go na plecy. Czarny łucznik zaczął naciągać następną strzałę na cięciwę, a jeździec - miecznik okrążał dwójkę przyjaciół, odsłoniętych na środku traktu.

Tymczasem kareta zniknęła w tumanach kurzu, które unosiły się przez uderzenia końskich kopyt.

Voon 24-06-2008 09:29

Voon: Zeskakuje z drzewa chwytając tymsamym rzutke schowaną w kołnierzu. Gdy znajduje się już na ziemi ciskam nią z całej siły w jeźdźca w łukiem. Przy tym cały czas powtarzam głośno iź ''Nikt im nie kazał porywać się na ten pościg'' oraz ''Miałem racje co do pozostania w cieniu''.

Serious Sam 24-06-2008 09:40

Shelefi:
Zdejmuje z pleców długi łuk, a z kołczanu wyjmuje strzałę.W tym samym momencie naciąga strzałę na cięciwę, oraz przymruża prawe oko.Następnie wykonuje strzał w czarnego łucznika.

Yoh Asakura 24-06-2008 09:53

Yoh: Powoli i ostentacyjnie wynurzam się ze swojej kryjówki, podążam w stronę jeźdźców, a gdy dojdzie do walki - staram się ogłuszyć, choć jednego, tak, aby potem móc go przesłuchać. Cholernie ciekawi mnie to, kto był w tej karecie, i kim są ci jeźdźcy, oraz po co ścigali ten powóz.

Dragon-Fly 24-06-2008 10:50

Wściekły na swoich towarzyszy, którzy pozwolili karecie umknąć, wiedząc, że nie ma już odwrotu, rozpoczynam atak na jeźdźca z mieczem dalej krzycząc, aby zatrzymać karetę.

Wyciszony 24-06-2008 23:32

Ulfgar: Zasłaniam się tarczą przed kolejną strzałą czarnego łucznika.

Osore 25-06-2008 00:08

Ulfgar podniósł się szybko z ziemii i zasłonił tarczą przed łucznikiem. Nie zwrócił jednak uwagi, że z prawej strony niebezpiecznie zbliżył się jeździec z mieczem. Jednakże paladyn dostrzegł to i postanowił spłacić dług wdzięczności. Rzucił się z mieczem na wojownika w siodle i oburącz zamachnął się na niego. Temu jednak udało się przyjąć atak na miecz i zbić go ku ziemii. Miecz Antanaro znalazł się teraz w dole, a miecznik zamierzał zaatakować paladyna w głowę. Zdesperowany paladyn z całej siły kopnął konia w czułe miejsce, tuż ponad kopytem. Koń zarżał głośno i wierzgnął zrzucając swojego jeźdźca. Ten szybko pozbierał się i stanął naprzeciw półelfa. Teraz paladyn mógł mu się przyjrzeć. Czarna zbroja była haftowana jakąś dziwną, zielonkawą nicią, a hełm zasłaniał całą twarz. Miecz też nie wyglądał normalnie. Był wykonany z jakiegoś czarno-zielonkawego materiału, a elfia krew pozwoliła mu wyczuć, że jest w tym mieczu cząstka magii. Paladyn i Mroczny Rycerz stanęli naprzeciw siebie mierząc się wzrokiem.

Tymczasem Voon i Shelefi jednocześnie wystrzelili swoje pociski w jeźdźca z łukiem. Rzutka człowieka trafiła w tors człowieka - w jego zbroję, która rozbłysła zielonkawym światłem i spaliła pocisk. Mgnienie oka później strzała elfa ugodziła czarną postać w ramię i ugrzęzła w nim. Jeździec zachwiał się w siodle, zdołał jednak utrzymać równowagę, ale upuścił łuk. Z desperacją sięgnął do kieszeni i wyciągnał z niej duży kawał zielonego szkła. Dmuchnął w nie i wyszeptał coś, po czym wyrzucił w powietrze. Zeskoczył z konia dokładnie w momencie, gdy Yoh płazem miecza przeciał powietrze, w miejscu, gdzie przed ułamkiem sekundy znajdowała się głowa jeźdźca. Z gracją księżycowego elfa odpiął miecz, przypasany do konia i chwycił miecz w zdrową rękę, stając naprzeciw wojownika.

Shelefi kątem oka dostrzegł na niebie poruszający się szybko zielony dysk, a na nim dwie postacie. Dysk zbliżał się do miejsca potyczki.

Dragon-Fly 25-06-2008 00:12

Wierząc, że Pelor mnie wspomoże, atakuję Mrocznego Rycerza z mym Ostrzem. Dzięki temu, że mam półtoraręczny miecz, mogę zadawać stosunkowo szybkie, mało-wyczerpujące i dalekie cięcia. Staram się przygotować do potężnego cięcia wzdłuż klatki piersiowej. Nie sądzę, żeby ten Mroczny wygrał z potęgą Pelora!

Serious Sam 25-06-2008 00:44

Przez chwilę przyglądam się lecącemu dyskowi.Doszedłem do wniosku, iż nie zdołam go strącić strzałą, ani żadnym z poznanych mi czarów.Postanawiam wspomóc towarzyszy w walce.W tym celu wyjmuję z pochwy po lewej stronie krótki, zielony miecz.Miecz ten jest zrobiony z magicznego drzewa, nie jest to zwykły miecz - ma także właściwości magiczne.Atakuję jeźdźca z łukiem.

Voon 25-06-2008 09:05

Voon: Z ironicznym uśmiechem szukuje 2 kolejne rzutki patrząc jednocześnie na dysk. Owe rzutki chowam za pasek i wyciągam jeden z moich mieczy i spowrotem staram schować się w cień. Moi towarzysze są wystarczajaco uzbrojemi oraz doświadczeni aby poradzic sobie z aktualnym zagroiżeniem. Ja więc pochłaniam się obserwacja dysku.


/odemnie: rzutki to małe, dobrze wyważone noże, przeznaczone do rzucania. Chyba że umie się je odpowiednio złapać.

Wyciszony 25-06-2008 10:00

Ulfgar: Rzucam się porywczo na łucznika, starając się zadać mu cios w prawe udo.

Yoh Asakura 25-06-2008 10:04

Yoh: Tym razem to już nie są przelewki. Atakuję tylko po to, żeby zabić. Staram się trafić go w rękę, w którą dostał strzałą, tak, aby zadać mu najpierw jak najwięcej bólu, potem zaś, gdy będzie dostatecznie osłabiony, w miarę szybko go zabić poprzez dokonanie dekapitacji. Jeśli jednak walka nie ułoży się po mojej myśli, zacznę nawoływać Voona do tego, żeby mi pomógł, a obserwacje dysku zostawił sobie na później.

Osore 25-06-2008 12:01

Antanaro uniósł miecz i z imieniem Pelora na ustach wykonał boczne cięcie przez klatkę piersiową przeciwnika. Miecznik nie zdążył wykonać uniku, ani zasłonić się przed atakiem. Miecz paladyna przebił jego zbroję i drasnął ciało. Pół-elf odskoczył zdziwony, bo zauważył, że miecz nie jest zbrocznoy krwią. Natomiast skóra, ukryta za czarnym pancerzem wyglądała dziwnie. Niby ludzka, jednak zbyt blada jak na południowca, w dodatku poprzecinana była czerwonymi żyłkami. Rana, którą zadał paladyn rozjarzyła się szmaragdowym blaskiem i zasklepiła się. Zdziwiony paladyn, nieco zbity z tropu zaatakował jescze raz. Tym razem wojownik przyjął cios na miecz, wywinął się i zrobił obrót, żeby zaatakować paladyna w plecy. Ten jednak odskoczył do przodu, uchylając się przed cięciem w kark. Antanaro przetoczył się i stanął naprzeciw wojownika.

W tym samym czasie Yoh walczył ze zranionym łuczkiem. Okazał się on jednak wprawnym szermierzem. Yoh co prawda nie miał trudności z unikaniem jego ciosów i obroną, jednak nie mogł znaleźć luki w jego postawie, aby wyprowadzić skuteczny cios. Zmagali się tak przez chwilę, ani Yoh, ani jego oponent nie uzyskali przewagi w tym czasie. Z pomocą przyszedł krasnolud, toporem atakując prawą nogę czarnego jeźdźca, który był zbyt zajęty odpieraniem precyzyjnych ciosów Yoha. Ulfgar celnie zaatakował prawe udo, niemalże ucinając je. Jednak niespodziewanie, jakaś siła zatrzymała topór krasnoluda. Rana, podobnie jak u drugiego przeciwnika, rozbłysnęła zielonkawym światłem, a magiczna, obronna moc ekwipunku jeźdźca wypchnęła topór z nogi. Ta chwila przerwy w obronie przeciwnika wystarczyła, aby wyprowadził on cios, który zdekapitowałby przeciwnika, jednakże stało się coś dziwnego. Stracił równowagę, gdy coś chwyciło go za kostkę i wbiło się w nią boleśnie.

Pierwszy zauważył to Voon, który nie odrywał oczu od dysku. Dwie lecące na nim postacie, ubrane w czarno-zielone szaty były najwyraźniej czarodziejami bądź kapłanami. Inkantowali wspólnie jakieś zaklęcie, którego ludziekmu tropicielowi nie udało się rozpoznać. Niespodziewanie, ton ich głosu zmienił się, teraz oboje skandowali inne czary. Voon rozejrzał się, aby zobaczyć efekt zaklęcia. Miejsca, w którym walczyli jego przyjaciele z drużyny porosły dziwnym, ciernistym pnączem. Tropiciel znał to zaklęcie. Trująca wariacja Oplatającego Pnącza, których ciernie zawierały wystarczająco dużo trujących substancji, aby powalić rosłego niedźwiedzia. Tropiciel musiał ich jakoś ostrzec.
- Nie biegnijcie i nie wykonujcie żadnych gwałtownych ruchów w zasięgu tych pnączy! Trucizna! - krzyknął najgłośniej jak potrafił.
Magowie, stojący na dysku inkantowali następne zaklęcia.

Shelefi zeskoczył z drzewa i puścił się sprintem do miejsca, gdzie walczyli jego przyjaciele. Zanim jednak dobiegł usłyszał ostrzeżenie Voona. Elf, także był tropicielem i zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, dlatego przekazał ostrzeżenie dalej, biegł krzycząc co tchu, aby paladyn zważał na niebezpieczeństwo, gdyż ruszał się zbyt gwałtownie. Shelefi - elf, wychowany w leśnej wiosce, skoncentrował się maksymalnie i Chodem Elfów przedostał się przez pole trującego pnącza, aby zaatkować łucznika. Udało mu się. Jego magiczny miecz zdołał przeciąć zranioną rękę. Kikut upadł na ziemię, a czujące pnącze od razu zacisnęło się wokół niego. Przeciwnik jednakże nie zwrócił na to uwagi. Odwrócił się w stronę elfa, który wciąż starał się unikać pnączy.

Yoh w jednym momencie zaczął czuć się fatalnie. Przed oczami majaczyły mu zielone plamy i dziwne halucynacje. Widział jakąś rękę na ziemii i zastanawiał się czy to jego własna. Prawie upadł na ziemię, ale krasnolud - rasowo odporny na nawet te silniejsze trucizny podtrzymał go.

Antanaro usłyszał ostrzeżenie przyjaciół i stąpał ostrożnie wśród czującego bluszczu. Jego przeciwnik natomiast nie zwracał uwagi na wyrosłą przeszkodę, kąsającą go po nogach. Paladyn odskoczył do tyłu i wydostał się poza zasięg bluszczu. Jego przeciwnik był natomiast w gorszej sytuacji - spowolniony przez starające się go zatrzymać rośliny.

Yoh Asakura 25-06-2008 12:27

Cóż mogę zrobić, staram się przezwyciężyć to coś, co mnie omamiło i liczę na jakiś cud...

Serious Sam 25-06-2008 12:33

Shelefi bacznie obserwuje swojego wroga.W myślach jednak jest gdzie indziej - przypomina sobie czar, którym zdoła usunąć truciznę w pnączach.Od razu kiedy uda mu się uchronić przed ciosem wroga, ma zamiar użyć tego czaru.Elf teraz potrzebuje dużo szczęścia...

Voon 25-06-2008 12:39

Voon: Zauwazyłem nieciekawą sytuacje współtowarzyszy więc schowałem rzutki oraz nóz na miejsce i sięgląłem ręką na lewy bark. Miałem tam ukryte 2 długie noże o około 25 centymetrowym ostrzu. Starając nadal utrzymać się w cieniu podszedłem do miejsca walki. W miare szybko, czyli na tyle ile pozwalało mi to utrzymać się w cieniu podszedłem do jednego z jeźdźców który atakował Yoha i założyłęm mu nożyce na gardło. Robi się tak zazwyczaj ze śpiącym niedźwiedziem na polowaniu. Użycie rzutki w takie sytuacji byłoby zbyt niebezpieczne, mogło by to ranić jednego z członków drużyny.

Wyciszony 25-06-2008 21:18

Ulfgar: Ostrożnie wyciągam Yoha kilka metrów poza obręb czaru, kładę go na ziemii po czym wracam na pole bitwy, nacierając ostrożnie na przeciwnika.

Dragon-Fly 25-06-2008 21:58

Uzdrawiam Yoha. Niechaj Pelor ma tego bezbożnika w swojej opiece! Ostrożnie, uważając na naziemną przeszkodę, staram się zakończyć życie Mrocznego Rycerza.

Osore 25-06-2008 22:30

Shelefi skoncentrował się, starając przypomnieć sobie słowa inkantacji neutralizującej truciznę. W porę zauważył i uchylił się przed ciosem dziwnego łucznika, z którego rany nie płynęła krew. Elf myślał intesywnie i w jego głowie pojawiła się nagle odpowiedź. Wykrzyczał szybko trzy magiczne słowa i wykonał dłonią niezbędny gest. Magia wsiąknęła we wszystko wokół osłabiając trujące właściwości tychże rzeczy. Trucizna wokół nie została zneutralizowana, tylko spowolniona, jednakże na tyle, aby jej efekty nie działały przez najbliższych kilkanaście godzin.

Podczas gdy elf mamrotał swoje zaklęcia Ulfgar odciągnał majaczącego przyjaciela poza zasięg pnączy i ułożył go na ziemii. Następnie z okrzykiem naprawdę zdenerwowanego krasnoluda pobiegł do jeźdźca bez ręki, który przymierzał się by zaatakować elfa. Krasnolud miał już tego dość. Uniósł topór i włożył w to uderzenie całą siłę. Przeciął wroga na pół w okolicy wątroby. Górna część odleciała w górę i uderzyła z łoskotem w ziemię. Od razu zajęły się nią pnącza. Krasnolud zdziwił się. Nie było krwi, tylko zielona poświata.

Antanaro widząc, że z Yohem nie wszystko jest w porządku podbiegł do niego, przyklęknął i zaintonował modlitwę do Pelora, prosząc go o uzdrowienie przyjaciela.

Zaklęcia Shelefiego i Antanaro sprawiły, że Yoh poczuł się lepiej. Nie w pełni sił, ale dużo lepiej. Był już zdolny do walki. Gdy tylko uniósł głowę i zobaczył, że tuż za paladynem stoi Mroczny Wojownik i podnosi miecz do ciosu odepchnął paladyna w lewo, a sam przetoczył się w prawo. Miecz wroga wbił się w ziemię. Wojownik i paladyn podnieśli się z ziemii, dobyli swoich broni i spojrzeli na siebie krótko. Yoh wykonał szybkie i preczyzyjne cięcie w kolana i powalił wroga na ziemię, a Antanaro przebił mu mieczem serce i wygłosił podziękowanie swojemu bogu.

Tymczasem Voon, który zauważył, że jego przyjaciele świetnie sobie radzą spojrzał na dysk u góry. Zrobił to w ostatnim momencie, gdyby nie to spojrzenie ogromna kula ognia spaliłaby go na popiół. Voon uskoczył zwinnie, lecz doznał lekkich poparzeń. Kula ognia stworzona przez drugiego maga również leciała wprost na niego. Teraz miał jednak więcej czasu. Uskoczył sprawnie w prawo, ognista sfera przeleciała dalej i eksplodowała w niskich drzewkach, tuż przed wejściem do boru.

Latający dysk uniósł się nieco, poza zasięg strzał, a magowie skandowali kolejne zaklęcia.

Dragon-Fly 25-06-2008 22:52

Szybko, uciekajmy do lasu! Tam magowie nas nie trafią, będą musieli za bardzo podlecieć! Skorzystamy z okazji i opatrzymy rannych oraz przedyskutujemy parę spraw!

Yoh Asakura 25-06-2008 23:04

Zabieram miecz jeźdźca, którego zabiłem wespół w zespół z Artanaro, i dostosowuję się do wskazówek towarzysza-paladyna, biegnę ile sił w nogach do lasu.

Serious Sam 26-06-2008 01:00

Młody elf postanawia także uciec do lasu.Z gracją chowa swój miecz do pochwy i zrywa się do biegu...

Voon 26-06-2008 10:41

Voon: Razem z grupą udaje się do lasu. Mimo wszystko nadal pozostaje na uboczu od nich.

Wyciszony 26-06-2008 12:12

Ulfgar: Tak jak moi towarzysze, ja także daję w długą do lasu.

Osore 26-06-2008 17:02

Za namową paladyna, cała drużyna uciekła do lasu. Yoh zdążył jeszcze podnieść miecz pokonanego przeciwnika. Krasnolud, najwolniejszy członek drużyny biegł jako ostatni, więc zaklęcia magów zostały skierowane w niego. Tym razem z palców jednego z czarodziei wystrzeliły kolorowe promienie i na nieszczęście krasnoluda przeniknął niebieski. Poczuł on przejmujące zimno, lecz biegł dalej. Drugi mag posłał za krasnoludem kilka pocisków magicznej energii. Dwa z nich rozbiły się z chrobotem o drzewa, dwa kolejne uderzyły o ziemię. Piąty uderzył krasnoluda w tył głowy, powalając go na ziemię. Yoh, który obejrzał się za przyjacielem postanowił spłacić dług wdzięczności i wrócił się po Ulfgara. Pociągnął go w bezpieczną granicę lasu. Magowie nie zdążyli już przygotować kolejnych zaklęć.

Dysząc ciężko przyjaciele weszli nieco głębiej w puszczę Wealdath. Poczuli się bezpiecznie, gdy korony drzew całkowicie zasłoniły nieboskłon. Usiedli i opierając się o pień drzewa rozmyślali, co robić dalej.
Trucizna w ciele Yoha jest opóźniona, więc przez kilka kolejnych godzin nie powinien odczuwać objawów. Jednakże ciągle krąży w jego żyłach.
Ulfgar czuje się słabo po przyjęciu na siebie dwóch czarów, lecz po dłuższym odpoczynku powinien dojść do siebie.
Tropiciele i paladyn nie odnieśli poważniejszych obrażeń, czują się tylko zmęczeni.

Promienie słońca przświtują delikatnie przez ogromne korony drzew wokół. Las żyje własnym życiem - ptaki śpiewają swoje melodie, wiewiórki buszują na gałęziach drzew, owady latają wokół. Nie widać nigdzie żadnych większych zwierząt. Ściółka jest mokra po nocnym deszczu.

Yoh Asakura 26-06-2008 17:58

Yoh: Łapię oddech i staram się zidentyfikować miecz jeźdźca, przy okazji rozmyślam nad tym, jak pozbyć się trucizny.

Voon 26-06-2008 18:31

Voon: Obchodze kilkakrotnie nasze miejsce odpoczynku w poszukiwaniu jakichś ziół.

Wyciszony 26-06-2008 23:16

Ulfgar: Rozluźniam swoje ciało w celu szybszej regeneracji sił i rozmyślam nad jakąś skuteczną taktyką mojej osoby wobec tych magów. Moje dumania krążą też wokół tego, czy ja w jakiś sposób kojarzę te istoty.

Dragon-Fly 26-06-2008 23:19

Staram się rozpalić ognisko. Niechaj Pelor mi wspomoże! Ponadto staram się pomóc Yoh'owi i Ulfgar'owi. Parę czarów leczniczych im pomoże. Przy okazji zaczynam się zastanawiać, cóż za pomioty czarcie spotkaliśmy.

Serious Sam 26-06-2008 23:23

Shelefi usiadł na chwilę na ziemi, odpoczywając chwilę rozmyślał o ostatniej walce.Myślał co mógł zrobić dla drużyny, analizował walkę krok po kroku, aby wyciągnąć z niej wnioski.Po chwili odpoczynku podniósł głowę i popatrzył na towarzyszy, zdał sobie sprawę, że nic nie robi.Elf szybko się podniósł i pobiegł w głąb lasy w poszukiwaniu leczniczych ziół...

Osore 27-06-2008 09:32

Yoh obejrzał miecz okiem wytrawnego wojownika. Ostrze było dobrze wyważone, krawędzie ostre, a rękojeść dobrze trzymała się w dłoni. Nie mógł jednak rozpoznać materiału z jakiego ją wykonano. Czarny materiał mógł być metalem, bądź nawet jakimś rodzajem kamienia, a zielone żyłki wyglądały na szmaragd. Miecz był niewątpliwie magiczny.
Yoh odłożył miecz i zastanowił się co może zrobić z trucizną. Doszedł do wniosku, że najlepiej będzie znaleźć jakiegoś umiejętnego kapłana, bądź druida, gdyż z ziołami nigdy nic nie wiadomo.

Voon, zataczając kręgi o coraz większym promieniu, natknął się tylko na kilkanaście jadalnych grzybów. Nie znalazł żadnych ziół o właściwościach leczniczych lub wzmacniających. Pod jednym z drzew znalazł dziwne, nieregularne kawałki zielonego szkła.

Ulfgar usiadł i rozluźnił się. Zaczął myśleć o potyczce. Z kim on właściwie walczył? Wróg z ciałem, lecz bez krwi. Najpewniej jacyś nieumarli. Zombie? Nie, ci byli zbyt zwinni, a zombie paraliżują dotykiem. Wampir? Wampiry są potężne, lecz nie walczą w ten sposób, poza tym słońce rozprawiłoby się z nimi szybciej.
Krasnolud nie miał pomysłu, kim mogliby być oponęci. I tak, rozmyślając o potyczce, zasnął.

Antanaro nie miał dużo szczęścia, nie mógł znaleźć żadnych suchych gałęzi, żeby rozpalić ogień. Wczorajsza ulewa skutecznie zmoczyła całą ściółkę. Poszedł więc sprawdzić, jak z jego przyjaciółmi. Podszedł do krasnoluda i usłyszał jego ciche chrapanie, więc stwierdził, że z nim wszystko w porządku, niech odpocznie. Z Yohem było trochę gorzej. Siedział zasępiony i patrzył przed siebie.
- Pomóc tobie, wojowniku? - zapytał paladyn
- Nie, już pomogłeś, dzięki ci. - odparł Yoh
Zapdła cisza, której nikt nie miał już ochoty przerwać.
Antanaro pogrążył się w myślach, zastanawiając się, cóż to za diabelskie istoty pokonali. Przeciwnik z ciałem, bez krwi. Nie mógł nic wymyślić, stwierdził więc, że to najpewniej nieumarli.

Shelefi przysiadł, rozmyślając o walce. Był zadowolony, że mógł pomóc Yohowi, opóźniając truciznę w jego ciele, z drugiej strony był zły, że nie zna zaklęcia, które neutralizowałoby ją całkowicie. Stwierdził, że chyba zareagował za późno. Poza tym, głupotą było całkowite zignorowanie magów.
Elf po chwili wstał, rozejrzał się i zauważył, że drugiego tropiciela nie ma w pobliżu. Shelefi poszedł poszukać czegoś, co mogłoby pomóc ulżyć w bólu towarzyszom. Nie znalazł jednak żadnych pomocnych ziół. Zwrócił za to uwagę, że stoi na ścieżce. Była zbyt regularna jak na wydeptaną przez dzikie zwierzęta. To oznacza, że muszą tędy często przechodzić jacyś ludzie.

Yoh Asakura 27-06-2008 10:40

Yoh: Miecz jeźdźca jest magiczny, a mój to zwykły, długi miecz. Chociaż mam do niego pewien sentyment, postanawiam się go pozbyć, a do pochwy wsadzam ów broń, którą zabrałem z pola walki. A teraz biorę przykład z Ulfgara, idąc przy okazji w myśl dewizy, że sen jest lekarstwem na wszystko. Nic nie robi tak dobrze, jak porządny sen.

Wyciszony 27-06-2008 11:03

Ulgarf: Śpię dalej.

Dragon-Fly 27-06-2008 11:39

To zielone szkło... To muszą być te pomioty! I ta ścieżka... Postanawiam przejść się trochę tą ścieżką, może znajdę coś ciekawego...


Wszystkie czasy podano w strefie GMT +2. Teraz jest 12:39.

Powered by vBulletin 3