|
|
#1 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 16 06 2007
Posty: 195
|
Biała błyskawica rozdarła niebo na poły. Podczas krótkiej chwili jasności paladyn rozejrzał się po twarzach towarzyszy. Ulfgar wyglądał już na zmęczonego, ale nie sprawiał wrażenia przestraszonego. Tropiciele, czujni jak zawsze, poszli podstawić fałszywe tropy goniącym drużynę agentom calimshańskiej gildii złodziei. Yoh natomiast siedział i grzebał mieczem w mokrej ziemii. Deszcz zacinał już którąś godzinę. Zagłuszał szum morza, słyszalnego za dnia.
- Ładnieśmy się wpakowali... - odezwał się Yoh. - Twoja kolej warty? Nie? To siedź cicho i daj innym spać! - odkrzyknął mu krasnolud, wychylając się z namiotu. - Bądźcie cicho. Jest już po północy, niedługo będzie świtać. Prześpijmy się trochę, póki jeszcze możemy. - powiedział Artanaro, paladyn Pelora. Tymczasem tropiciele, zadowoleni z wykonanej pracy wrócili do prowizorycznego obozowiska. Voon wziął wełniany koc i nakrył się szczelnie. Shelefi, pełnokrwisty elf, potrafił stworzyć posłanie z gałęzi i liści. Usadowił się w nim wygodnie i zagaił rozmowę: - Nie znajdą nas tak szybko. Te fałszywe tropy wprowadzą ich głęboko w las. - spokojnie oznajmił elf. - Mówiłem - cicho! Dajcie mi spać! - krzyczał krasnolud - Patrzcie starego poczciwca. Trochę pomachał toporem i już wielce zmęcznoy. - powiedział rozbawiony człowiek. - Voon, mój drogi leśny ludku. - zaczał powoli irytować się krasnolud. - Zabiłem trzy niedźwiedzie, których mięso sam wysuszyłeś. Myślisz, że taki niedźwiedź to nic, hę? No, i nici ze spania. Dziękuję wam bardzo. - krasnolud obruszył się. - A gdzie my w ogóle jesteśmy, co? - zapytał po chwili. - Hmm, dobre pytanie... - zaczął elf - Uciekamy z Calimportu, przeszliśmy całą pustynię, ominęliśmy Memnom i Myrtamę, następnie z Zamku Tethyr udaliśmy się na północ, przeszliśmy góry i nie dotarliśmy jescze do Mosstone. Na zachód mamy morze, na wschodzie puszczę Wealdath... - elf umilkł - Słyszeliście ten szelest? - wyszeptał Na chwilę wszystkie oddechy zamarły. Deszcz dalej zacinał, tylko po to, aby płynąć potem strugami z włosów, skóry i ubrań drużyny. - Eee tam, wydawało ci się - krasnolud zbagatelizował ostrzeżenie - A gdzie musimy dotrzeć, ile to będzie trwało i kiedy dostanę moje złoto! - ostatnią część zdania niemalże wykrzyczał. - Musimy dotrzeć do Wrót Baldura z naszym łupem. - powiedział paladyn, sprawdzając odruchowo paczkę przypasaną do plecaka - Orientujesz się, jak to możliwe, elfie? - Dalej na północ, aż do portu Murann, tam znajdziemy jakiś statek. To będzie chyba najszybsza droga. Chociaż... - grzmot przerwał elfowi w pół zdania - Słyszeliście? - Jesteś już zmęczony i przewrażliwiony. Idź już spać, szczegóły dogadamy rano. - powiedział znużony Yoh "Magowie nie powiedzieli co to jest. To musi być coś ważnego skoro tak bardzo pragną tego magowie, a gildia chce to odzyskać za wszelką cenę. Czas pokaże." - pomyślał paladyn i ziewnął. Rankiem, gdy wszyscy już wstali i posilili się nadszedł czas na wymarsz. Szli spokojnie traktem, mając po prawej stronie granicę ogromnej puszczy, a po lewej bezkresne morze. Krasnolud pierwszy poczuł rytmiczne tętnienie w ziemii. Obejrzał się za siebie, ale nic szczególnego nie zauważył. Wiedział jednak, że nie można zlekceważyć krasnoludzkiego przeczucia. Za jego namową drużyna ukryła się na granicy puszczy, a tropiciele obserwowali drogę z drzew. Oni pierwsi ujrzeli powód całego zamieszania. Cztery białe, rosłe konie biegły galopem, ciągnąc za sobą małą karetę. Po chwili, z tumanów kurzu wyłoniły się sylwetki dwóch jeźdźców w lekkich, czarnych skórzniach. Jak na dłoni było widać, że jeźdźcy dogonią karetę bez trudu. Jeden z nich odpiął miecz i uniósł go w góre, drugi natomiast puścił uzdę i sięgnął po łuk przepięty przez ramię. Mają w planach zaatakować karocę. Elf zdążył jeszcze uchwycić widok płaczącego niemowlęcia przez oszklone drzwi pojazdu. Co robicie?
__________________
Wheter my smiling face was a lie or not I soon came to the point where I didn't know. We can’t wait for the day that you’re never around
When that face isn’t here and you rot underground |
|
|
|
|
|
|
|
#2 |
|
Arbiter Elegantiarum
Data dołączenia: 10 01 2008
Posty: 1,375
Stan: Aktywny Gracz
Imię: Artanaro
Profesja: Knight
Świat: Menera/Nebula
Poziom: 45
Skille: ~70
Poziom mag.: 5
|
Wykrzykuję do towarzyszy, aby zatrzymali karetę i dowiedzieli się o co chodzi, jednocześnie rzucając się z moim Negocjatorem(miecz) na rozbójnicko wyglądających jeźdźców.
- Zatrzymać tą karetę! [bez klimatu] 3@down: krasnoludowi chodzi o to, ze leci zatrzymac karete: < Ostatnio edytowany przez Dragon-Fly - 23-06-2008 o 22:39. |
|
|
|
|
|
#3 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 29 08 2004
Lokacja: Emirates Stadium
Posty: 5,814
Stan: Niegrający
|
Dobrze ukryty, czekam na rozwój wypadków, zaciskam nerwowo rękę na rękojeści swojego miecza. Nie zważam na poganiania tego nadpobudliwego paladyna, który najpierw działa, a potem myśli. Jeżeli będzie taka potrzeba - włączę się do walki i wspomogę swoich towarzyszy, jeśli jednak nie - wolę to wszystko obserwować z ukrycia. Jeśli zaś dojdzie do walki, a ja będę w niej uczestniczył, to postaram się ogłuszyć bandytów, żeby później móc ich przesłuchać.
__________________
Ooh to be a Gooner. |
|
|
|
|
|
#4 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 26 07 2006
Posty: 1,303
|
Siedze na moim nazbyt wygodnym drzewie i czekam na rozwój sytuacji. Konkretniej mówią czekam aż oni sami sie wybijąc żeby zabić niedobitków. Gdybyśmy powstrzymali jeźdźców i przyłączyli się do karety nie uzyskalibyśmy nic sensownego.
Ostatnio edytowany przez Voon - 23-06-2008 o 18:35. |
|
|
|
|
|
#5 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 13 05 2007
Lokacja: Gdańsk
Wiek: 31
Posty: 419
Stan: Na Emeryturze
|
Wybiegam z ukrycia wraz z Waszką, dzierżąc w dłoni topór.
__________________
Jeżeli lubujesz się w klimatach Fantasy, chciałbyś uczestniczyć w sesjach RPG, pragniesz wcielić się w: kochającego przyrodę Elfa, mieszkającego w górach Krasnoluda, lub silnego Człowieka? Nie czekaj dłużej, dołącz do naszej "Tawerny RPG"! Stwórz swoją oryginalną postać i dołącz do świata Fantasy - podróżuj ze swoją drużyną, zabijaj orków, ratuj miasta przed smokami, lub stań po stronie zła...
|
|
|
|
|
|
#6 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 27 04 2006
Posty: 1,470
|
Moje elfie przeczucie każe mi czekać na rozwój sytuacji.Podobnie jak Yoh i Voon czekam i obserwuję swoich bystrym, elfim wzrokiem moich porywczych towarzyszy.
__________________
Jeżeli potrzebujesz pomocy, napisz. Chętnie pomogę : ) Amor patriae nostra lex! Miłość ojczyzny naszym prawem!
|
|
|
|
|
|
#7 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 16 06 2007
Posty: 195
|
Antanaro i Ulfgar wybiegli z ukrycia i popędzili co tchu w kierunku traktu. Jeźdźcy początkowo nie zwracali na nich uwagi i dalej pędzili za pojazdem, od którego dzieliło ich już tylko ze dwadzieścia mietrów. Paladyn był jednak szybszy - zagrodził drogę jeźdźcom. Ci, popatrzyli po sobie, skinęli głowami i jednocześnie wykonali ten sam manewr - wyciągneli stopy ze strzemion, podnieśli się na rękach i przykucnęli na siodłach. W momencie, gdy jedna z czarnych postaci wystrzeliła z łuku w kierunku paladyna, krasnolud wyciągał tarczę. Zdążył zasłonić nią klatkę piersiową półelfa w niemalże ostatniej chwili. Impet uderzenia odrzucił krasnoluda kilka kroków w tył i powalił go na plecy. Czarny łucznik zaczął naciągać następną strzałę na cięciwę, a jeździec - miecznik okrążał dwójkę przyjaciół, odsłoniętych na środku traktu.
Tymczasem kareta zniknęła w tumanach kurzu, które unosiły się przez uderzenia końskich kopyt.
__________________
Wheter my smiling face was a lie or not I soon came to the point where I didn't know. We can’t wait for the day that you’re never around
When that face isn’t here and you rot underground |
|
|
|
|
|
#8 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 26 07 2006
Posty: 1,303
|
Voon: Zeskakuje z drzewa chwytając tymsamym rzutke schowaną w kołnierzu. Gdy znajduje się już na ziemi ciskam nią z całej siły w jeźdźca w łukiem. Przy tym cały czas powtarzam głośno iź ''Nikt im nie kazał porywać się na ten pościg'' oraz ''Miałem racje co do pozostania w cieniu''.
|
|
|
|
|
|
#9 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 27 04 2006
Posty: 1,470
|
Shelefi:
Zdejmuje z pleców długi łuk, a z kołczanu wyjmuje strzałę.W tym samym momencie naciąga strzałę na cięciwę, oraz przymruża prawe oko.Następnie wykonuje strzał w czarnego łucznika.
__________________
Jeżeli potrzebujesz pomocy, napisz. Chętnie pomogę : ) Amor patriae nostra lex! Miłość ojczyzny naszym prawem!
|
|
|
|
|
|
#10 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 29 08 2004
Lokacja: Emirates Stadium
Posty: 5,814
Stan: Niegrający
|
Yoh: Powoli i ostentacyjnie wynurzam się ze swojej kryjówki, podążam w stronę jeźdźców, a gdy dojdzie do walki - staram się ogłuszyć, choć jednego, tak, aby potem móc go przesłuchać. Cholernie ciekawi mnie to, kto był w tej karecie, i kim są ci jeźdźcy, oraz po co ścigali ten powóz.
__________________
Ooh to be a Gooner. |
|
|
|
|
|
#11 |
|
Arbiter Elegantiarum
Data dołączenia: 10 01 2008
Posty: 1,375
Stan: Aktywny Gracz
Imię: Artanaro
Profesja: Knight
Świat: Menera/Nebula
Poziom: 45
Skille: ~70
Poziom mag.: 5
|
Wściekły na swoich towarzyszy, którzy pozwolili karecie umknąć, wiedząc, że nie ma już odwrotu, rozpoczynam atak na jeźdźca z mieczem dalej krzycząc, aby zatrzymać karetę.
|
|
|
|
|
|
#12 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 13 05 2007
Lokacja: Gdańsk
Wiek: 31
Posty: 419
Stan: Na Emeryturze
|
Ulfgar: Zasłaniam się tarczą przed kolejną strzałą czarnego łucznika.
__________________
Jeżeli lubujesz się w klimatach Fantasy, chciałbyś uczestniczyć w sesjach RPG, pragniesz wcielić się w: kochającego przyrodę Elfa, mieszkającego w górach Krasnoluda, lub silnego Człowieka? Nie czekaj dłużej, dołącz do naszej "Tawerny RPG"! Stwórz swoją oryginalną postać i dołącz do świata Fantasy - podróżuj ze swoją drużyną, zabijaj orków, ratuj miasta przed smokami, lub stań po stronie zła...
|
|
|
|
|
|
#13 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 16 06 2007
Posty: 195
|
Ulfgar podniósł się szybko z ziemii i zasłonił tarczą przed łucznikiem. Nie zwrócił jednak uwagi, że z prawej strony niebezpiecznie zbliżył się jeździec z mieczem. Jednakże paladyn dostrzegł to i postanowił spłacić dług wdzięczności. Rzucił się z mieczem na wojownika w siodle i oburącz zamachnął się na niego. Temu jednak udało się przyjąć atak na miecz i zbić go ku ziemii. Miecz Antanaro znalazł się teraz w dole, a miecznik zamierzał zaatakować paladyna w głowę. Zdesperowany paladyn z całej siły kopnął konia w czułe miejsce, tuż ponad kopytem. Koń zarżał głośno i wierzgnął zrzucając swojego jeźdźca. Ten szybko pozbierał się i stanął naprzeciw półelfa. Teraz paladyn mógł mu się przyjrzeć. Czarna zbroja była haftowana jakąś dziwną, zielonkawą nicią, a hełm zasłaniał całą twarz. Miecz też nie wyglądał normalnie. Był wykonany z jakiegoś czarno-zielonkawego materiału, a elfia krew pozwoliła mu wyczuć, że jest w tym mieczu cząstka magii. Paladyn i Mroczny Rycerz stanęli naprzeciw siebie mierząc się wzrokiem.
Tymczasem Voon i Shelefi jednocześnie wystrzelili swoje pociski w jeźdźca z łukiem. Rzutka człowieka trafiła w tors człowieka - w jego zbroję, która rozbłysła zielonkawym światłem i spaliła pocisk. Mgnienie oka później strzała elfa ugodziła czarną postać w ramię i ugrzęzła w nim. Jeździec zachwiał się w siodle, zdołał jednak utrzymać równowagę, ale upuścił łuk. Z desperacją sięgnął do kieszeni i wyciągnał z niej duży kawał zielonego szkła. Dmuchnął w nie i wyszeptał coś, po czym wyrzucił w powietrze. Zeskoczył z konia dokładnie w momencie, gdy Yoh płazem miecza przeciał powietrze, w miejscu, gdzie przed ułamkiem sekundy znajdowała się głowa jeźdźca. Z gracją księżycowego elfa odpiął miecz, przypasany do konia i chwycił miecz w zdrową rękę, stając naprzeciw wojownika. Shelefi kątem oka dostrzegł na niebie poruszający się szybko zielony dysk, a na nim dwie postacie. Dysk zbliżał się do miejsca potyczki.
__________________
Wheter my smiling face was a lie or not I soon came to the point where I didn't know. We can’t wait for the day that you’re never around
When that face isn’t here and you rot underground |
|
|
|
|
|
#14 |
|
Arbiter Elegantiarum
Data dołączenia: 10 01 2008
Posty: 1,375
Stan: Aktywny Gracz
Imię: Artanaro
Profesja: Knight
Świat: Menera/Nebula
Poziom: 45
Skille: ~70
Poziom mag.: 5
|
Wierząc, że Pelor mnie wspomoże, atakuję Mrocznego Rycerza z mym Ostrzem. Dzięki temu, że mam półtoraręczny miecz, mogę zadawać stosunkowo szybkie, mało-wyczerpujące i dalekie cięcia. Staram się przygotować do potężnego cięcia wzdłuż klatki piersiowej. Nie sądzę, żeby ten Mroczny wygrał z potęgą Pelora!
|
|
|
|
|
|
#15 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 27 04 2006
Posty: 1,470
|
Przez chwilę przyglądam się lecącemu dyskowi.Doszedłem do wniosku, iż nie zdołam go strącić strzałą, ani żadnym z poznanych mi czarów.Postanawiam wspomóc towarzyszy w walce.W tym celu wyjmuję z pochwy po lewej stronie krótki, zielony miecz.Miecz ten jest zrobiony z magicznego drzewa, nie jest to zwykły miecz - ma także właściwości magiczne.Atakuję jeźdźca z łukiem.
__________________
Jeżeli potrzebujesz pomocy, napisz. Chętnie pomogę : ) Amor patriae nostra lex! Miłość ojczyzny naszym prawem!
|
|
|
|
|
|
#16 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 26 07 2006
Posty: 1,303
|
Voon: Z ironicznym uśmiechem szukuje 2 kolejne rzutki patrząc jednocześnie na dysk. Owe rzutki chowam za pasek i wyciągam jeden z moich mieczy i spowrotem staram schować się w cień. Moi towarzysze są wystarczajaco uzbrojemi oraz doświadczeni aby poradzic sobie z aktualnym zagroiżeniem. Ja więc pochłaniam się obserwacja dysku.
/odemnie: rzutki to małe, dobrze wyważone noże, przeznaczone do rzucania. Chyba że umie się je odpowiednio złapać. Ostatnio edytowany przez Voon - 25-06-2008 o 09:08. |
|
|
|
|
|
#17 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 13 05 2007
Lokacja: Gdańsk
Wiek: 31
Posty: 419
Stan: Na Emeryturze
|
Ulfgar: Rzucam się porywczo na łucznika, starając się zadać mu cios w prawe udo.
__________________
Jeżeli lubujesz się w klimatach Fantasy, chciałbyś uczestniczyć w sesjach RPG, pragniesz wcielić się w: kochającego przyrodę Elfa, mieszkającego w górach Krasnoluda, lub silnego Człowieka? Nie czekaj dłużej, dołącz do naszej "Tawerny RPG"! Stwórz swoją oryginalną postać i dołącz do świata Fantasy - podróżuj ze swoją drużyną, zabijaj orków, ratuj miasta przed smokami, lub stań po stronie zła...
|
|
|
|
|
|
#18 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 29 08 2004
Lokacja: Emirates Stadium
Posty: 5,814
Stan: Niegrający
|
Yoh: Tym razem to już nie są przelewki. Atakuję tylko po to, żeby zabić. Staram się trafić go w rękę, w którą dostał strzałą, tak, aby zadać mu najpierw jak najwięcej bólu, potem zaś, gdy będzie dostatecznie osłabiony, w miarę szybko go zabić poprzez dokonanie dekapitacji. Jeśli jednak walka nie ułoży się po mojej myśli, zacznę nawoływać Voona do tego, żeby mi pomógł, a obserwacje dysku zostawił sobie na później.
__________________
Ooh to be a Gooner. |
|
|
|
|
|
#19 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 16 06 2007
Posty: 195
|
Antanaro uniósł miecz i z imieniem Pelora na ustach wykonał boczne cięcie przez klatkę piersiową przeciwnika. Miecznik nie zdążył wykonać uniku, ani zasłonić się przed atakiem. Miecz paladyna przebił jego zbroję i drasnął ciało. Pół-elf odskoczył zdziwony, bo zauważył, że miecz nie jest zbrocznoy krwią. Natomiast skóra, ukryta za czarnym pancerzem wyglądała dziwnie. Niby ludzka, jednak zbyt blada jak na południowca, w dodatku poprzecinana była czerwonymi żyłkami. Rana, którą zadał paladyn rozjarzyła się szmaragdowym blaskiem i zasklepiła się. Zdziwiony paladyn, nieco zbity z tropu zaatakował jescze raz. Tym razem wojownik przyjął cios na miecz, wywinął się i zrobił obrót, żeby zaatakować paladyna w plecy. Ten jednak odskoczył do przodu, uchylając się przed cięciem w kark. Antanaro przetoczył się i stanął naprzeciw wojownika.
W tym samym czasie Yoh walczył ze zranionym łuczkiem. Okazał się on jednak wprawnym szermierzem. Yoh co prawda nie miał trudności z unikaniem jego ciosów i obroną, jednak nie mogł znaleźć luki w jego postawie, aby wyprowadzić skuteczny cios. Zmagali się tak przez chwilę, ani Yoh, ani jego oponent nie uzyskali przewagi w tym czasie. Z pomocą przyszedł krasnolud, toporem atakując prawą nogę czarnego jeźdźca, który był zbyt zajęty odpieraniem precyzyjnych ciosów Yoha. Ulfgar celnie zaatakował prawe udo, niemalże ucinając je. Jednak niespodziewanie, jakaś siła zatrzymała topór krasnoluda. Rana, podobnie jak u drugiego przeciwnika, rozbłysnęła zielonkawym światłem, a magiczna, obronna moc ekwipunku jeźdźca wypchnęła topór z nogi. Ta chwila przerwy w obronie przeciwnika wystarczyła, aby wyprowadził on cios, który zdekapitowałby przeciwnika, jednakże stało się coś dziwnego. Stracił równowagę, gdy coś chwyciło go za kostkę i wbiło się w nią boleśnie. Pierwszy zauważył to Voon, który nie odrywał oczu od dysku. Dwie lecące na nim postacie, ubrane w czarno-zielone szaty były najwyraźniej czarodziejami bądź kapłanami. Inkantowali wspólnie jakieś zaklęcie, którego ludziekmu tropicielowi nie udało się rozpoznać. Niespodziewanie, ton ich głosu zmienił się, teraz oboje skandowali inne czary. Voon rozejrzał się, aby zobaczyć efekt zaklęcia. Miejsca, w którym walczyli jego przyjaciele z drużyny porosły dziwnym, ciernistym pnączem. Tropiciel znał to zaklęcie. Trująca wariacja Oplatającego Pnącza, których ciernie zawierały wystarczająco dużo trujących substancji, aby powalić rosłego niedźwiedzia. Tropiciel musiał ich jakoś ostrzec. - Nie biegnijcie i nie wykonujcie żadnych gwałtownych ruchów w zasięgu tych pnączy! Trucizna! - krzyknął najgłośniej jak potrafił. Magowie, stojący na dysku inkantowali następne zaklęcia. Shelefi zeskoczył z drzewa i puścił się sprintem do miejsca, gdzie walczyli jego przyjaciele. Zanim jednak dobiegł usłyszał ostrzeżenie Voona. Elf, także był tropicielem i zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, dlatego przekazał ostrzeżenie dalej, biegł krzycząc co tchu, aby paladyn zważał na niebezpieczeństwo, gdyż ruszał się zbyt gwałtownie. Shelefi - elf, wychowany w leśnej wiosce, skoncentrował się maksymalnie i Chodem Elfów przedostał się przez pole trującego pnącza, aby zaatkować łucznika. Udało mu się. Jego magiczny miecz zdołał przeciąć zranioną rękę. Kikut upadł na ziemię, a czujące pnącze od razu zacisnęło się wokół niego. Przeciwnik jednakże nie zwrócił na to uwagi. Odwrócił się w stronę elfa, który wciąż starał się unikać pnączy. Yoh w jednym momencie zaczął czuć się fatalnie. Przed oczami majaczyły mu zielone plamy i dziwne halucynacje. Widział jakąś rękę na ziemii i zastanawiał się czy to jego własna. Prawie upadł na ziemię, ale krasnolud - rasowo odporny na nawet te silniejsze trucizny podtrzymał go. Antanaro usłyszał ostrzeżenie przyjaciół i stąpał ostrożnie wśród czującego bluszczu. Jego przeciwnik natomiast nie zwracał uwagi na wyrosłą przeszkodę, kąsającą go po nogach. Paladyn odskoczył do tyłu i wydostał się poza zasięg bluszczu. Jego przeciwnik był natomiast w gorszej sytuacji - spowolniony przez starające się go zatrzymać rośliny.
__________________
Wheter my smiling face was a lie or not I soon came to the point where I didn't know. We can’t wait for the day that you’re never around
When that face isn’t here and you rot underground |
|
|
|
|
|
#20 |
|
Użytkownik Forum
Data dołączenia: 29 08 2004
Lokacja: Emirates Stadium
Posty: 5,814
Stan: Niegrający
|
Cóż mogę zrobić, staram się przezwyciężyć to coś, co mnie omamiło i liczę na jakiś cud...
__________________
Ooh to be a Gooner. |
|
|
|