Za czasów mojego słodkiego noobostwa miałem sorcerera. Wbiłem nim olbrzymi (jak dla mnie na tamte czasy) 18 level. A że to były czasy tibi 7.9 (coś koło tego) to robiłem Fire Balle pod depo. Już ze 30 min robie spobie spokojnie FB (miałem już kilka runek gotowych) i nagle pisze do mnie kumpela żebym z nią szedzł na jakiś wspólny hunt. A że ja byłem w Carlin a ona w Venore (ona miała 16 knighta) kłóciliśmy się gdzie pójdziemy. W końcu wymyśliliśmy Amazon Camp koło Venore. Wyruszyłem z Carlin do Venore w mojim najlepszym secie (Knight Armor, plate legs, dwarven shield, wand, Dark Helmet, kilka fb, pare manasów). Na miejscu byłem po 10 minutach. Kumpela że znała tereny amazonek więc prowadziła. Gdy byliśmy w campie tłukłem Amazonki, Valkirie. Expiło się bezboleśnie. W końcu zauważyłem na pagórku że jest kilka Valkiri naraz (2-3). Wchodze i je leje. Nagle dostaje obrażenia od ognia. Myśle sobie "co do cholery?!" i patrze a tu Witch. No to ja za nią rura i leje babsztyla... Niestety wiedźma okazała się dla mnie za silna i padłem (blokły mnie valkirie + 2 witche) i padłem. Poleciał mi bp + Knight Armor... Tibie odstawiłem na jakiś tydzień, bo nie mogłem przeboleć straty Knight armora (kupionego za 6,5k cały mój dorobek)... Jednym słowem... Tęsknie za takimi czasami ;D.
__________________
Hail Resident Evil Fan's !
posted by Saltazar
Ostatnio edytowany przez Saltazar - 08-10-2008 o 22:02.
|